01.10.2013 08:00

Autor: Aneta Wieczorek

Kings of Leon – “Mechanical Bull”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Kings of Leon – “Mechanical Bull”
RCA Records/2013

Cukierek albo psikus?

Jesień 2008 roku upłynęła pod znakiem ognia i seksu. Na fali popularności bowiem, zupełnie nagle i niespodziewanie znalazł się utwór “Sex On Fire” grupy Kings of Leon. Wydany wówczas album – “Only By the Night” został entuzjastycznie przyjęty przez słuchaczy i odniósł spory sukces komercyjny. Największym powodzeniem cieszył się w Australii, gdzie osiągnął status dziewięciokrotnej platyny! Drzwi do wielkiej kariery stanęły otworem przed Panami Followill (Caleb, Nathan, Jared i Matthew), muzycy dołączyli do grona najlepszych kapel rockowych, a różne nominacje i statuetki Grammy posypały się jak z nieba.

Wydany dwa lata później, także jesienią, krążek “Come Around Sundown” (recenzja) utrzymał zespół na szczycie. Trzy lata po jego premierze przyszła pora na kolejną płytę – “Mechanical Bull” i w tym momencie nasuwa się pytanie: cukierek albo psikus? Będzie słodki smak sukcesu czy gorycz porażki? Odpowiedź brzmi: psikus! Bo ani jedno, ani drugie. Nowe dzieło jest po prostu przeciętne. Mówiąc potocznie: ani ziębi, ani grzeje. Nie ma katastrofy i nie wybuchną fajerwerki zachwytu.

Jest wtórnie, ale nie ma się co dziwić, sam Jared Followill zapowiadał, że album będzie nawiązywał do dokonań z przeszłości i rzeczywiście tak jest (np. “Tonight” nasuwa skojarzenia z “Cold Desert”, a “Wait For Me” brzmieniowo przypomina “Closer”). Generalnie słychać echo krążków (np. w “Don’t Matter ” albo “Temple”) “Because of The Times” i “Youth & Young Manhood”. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że panowie robią to nagminnie. Inspirują się… swoją dyskografią, przez co od dłuższego czasu stoją w miejscu. W ich muzyce nie ma oryginalności, bo dyskretne wstawki country, bluesa czy folku nie uczynią z przeciętnej płyty arcydzieła.

Album sam w sobie nie jest zły – łagodne ballady, rockowe, energetyczne numery, pewnego rodzaju luz i lekkość grania, utwory z potencjałem na radiowe hity, to wszystko jest na plus, ale biorąc pod uwagę całokształt, widać, że zespołowi brakuje pomysłów. Spoczęli na przysłowiowych laurach. A przydałby się jakiś przebłysk kreatywności.

Aneta Wieczorek


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (15 głosów, średnio: 7,80 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.