01.01.2013 12:16

Autor: Michał Stępniak

Kim Nowak – “Wilk”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Kim Nowak - “Wilk”
Universal/2012

Ponieśli i wilka.

Nie potrafiłem za bardzo zrozumieć nadmiernego podniecania się pierwszym albumem Kim Nowak. Zespół jawił się jako polska odpowiedź na The White Stripes i modny na Zachodzie zwrot ku czasom, kiedy “garażowość” była wyborem najlepszym z możliwych. Braciom Waglewskim i Michałowi Sobolewskiemu zabrakło jednak “iskry bożej”. W żaden sposób nie byłem w stanie doszukać się czynników, które pozwalałaby sądzić, iż mamy do czynienia z dziełem wybitnym i dość szybko rozbłysło podejrzenie (zamienione po chwili w pewność), iż gdyby materiał  firmowany był innymi nazwiskami, to o sukcesie nie można by mówić w ogóle. Samo wskrzeszanie tego, co w XXI wieku w rocku odkrył już dla siebie Jack White czy panowie z The Black Keys oraz sentymentalna podróż w czasy, gdy bracia Waglewscy nie w hip – hopie szukali inspiracji, to trochę mało. Jest jednak druga strona medalu. Oczywiście, gdyby wziąć pod uwagę poziom polskiej sceny muzycznej, to ta podnieta wydawała mi się już zdecydowanie bardziej zrozumiała.

Na drugi album Kim Nowak nie czekałem w ogóle. Jeśli mogłem się czegokolwiek spodziewać, to podążania drogą wytyczoną pierwszym albumem. W zasadzie większego błędu nie popełniłem. Chociaż…

“Wilk” to przywoływanie klimatu pierwszej płyty, ale z pewnymi dodatkami, które trochę zmieniają odbiór. Album otwiera “Lodowiec gigant”,  przywodzący na myśl rockabilly i już szybko można wyostrzyć sobie apetyt. Takich momentów, kiedy uszy wychylają się w stronę głośników, by wyłapać ciekawsze dźwięki jest jednak zdecydowanie za mało. Jeśli interesującym zabiegiem można nazwać wycieczkę w kierunku lat dziewięćdziesiątych i uśmiech do kapel w stylu Pavement (“Mokry pies”), to paradoksalnie najsłabiej wypadają utwory, które spokojnie mogłyby się znaleźć na debiucie. “Krew” czy “Skrzydła” rażą rozwiązaniami, które usłyszeć można już było tysiące razy. Mamy także  dość udaną, klimatyczną “Noc”, ale z drugiej strony nie jestem w stanie ogarnąć utworu “Prosto w ogień” z gościnnym udziałem Izabeli Skrybant Dziewiątkowskiej z Tercetu Egzotycznego – dawno nie słyszałem tak totalnie niezgrywającego się wokalnego duetu męsko – damskiego i tak beznadziejnej solówki na gitarze. Trzeba też przy okazji przyznać uczciwie – Fisz śpiewać za bardzo nie potrafi. Sytuację ratuje nieco warstwa liryczna (Gorące lato, 16 lat, siedzę wpatrzony w nic. Mam gdzieś policję i dyktatorów, dmucham, pluję na wiatr), ale porównania do innych projektów Waglewskich w tym aspekcie również wypadają niekorzystnie.

Pojawił się na rynku “Wilk” i znów szczególnie mnie nie rusza. Niby dostajemy nieco więcej urozmaiceń, ale finalny efekt i tak pozostawia wiele do życzenia. Rewolucji nie ma, a życie bez znajomości albumu nie traci na wartości. Coś w stylu: przesłuchać, troszkę potupać nóżką i odstawić na półkę. Nawet jakbym bardzo się starał, to opinii zmienić nie potrafię i nic nie poradzę na to, że młodym Waglewskim z bitami i rymami zdecydowanie bardziej do twarzy.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (10 głosów, średnio: 7,80 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.