26.04.2012 16:26

Autor: mss

Killing Joke – “MMXII”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Killing Joke – “MMXII”
Spinefarm/2012

Starsi panowie wciąż dają radę.

Stało się, Killing Joke nagrali kolejny, czternasty już w swojej karierze album studyjny. Po wydaniu w roku 2010 “Absolute dissent” ekipa Jaza Colemana nie zwolniła tempa i intensywnie koncertowała, racząc swoich fanów aż dwoma koncertówkami – “Live at Hammersmith Apollo” i “Down by the river”. Potem znienacka gruchnęła wieść o planowanym kolejnym albumie i oto 2 kwietnia dostaliśmy “MMXII”.

Większość tak długo istniejących zespołów nie ma po latach zbyt wiele do zaoferowania, jednak Killing Joke to zupełnie inna bajka. Tutaj wszystko jest jak należy i płyta brzmi bardziej świeżo niż twórczość większości grających w podobnym stylu, młodszych o dwie czy nawet trzy dekady kapel. Na pewno nie ma tu mowy o żadnych odgrzewanych kotletach; czuć tu ducha starego, dobrego Killing Joke – angielska ekipa wciąż porywa ostrymi, hipnotycznymi riffami Geordie Walkera (warto tu zauważyć, ze po 33 latach istnienia zespołu wciąż nie uświadczymy żadnych solówek), mocną grą sekcji rytmicznej i charyzmatycznym wokalem Jaza Colemana, który jest w świetnej formie i brzmi najlepiej ze wszystkich albumów KJ nagranych w nowym tysiącleciu.

Muzycznie otrzymujemy takie Killing Joke w pigułce: są nawiązania do pierwszych albumów zespołu (rewelacyjny “Rapture” brzmi jak zaginiony przebój z debiutu), są łagodniejsze klimaty w stylu “Brighter than a thousand suns” (“In cythera”), sa też oczywiście ostrzejsze, zmierzające niekiedy ku metalowi utwory w stylu, w którego kierunku grupa Colemana podryfowała w latach dziewięćdziesiątych. W tle z kolei słychać elektroniczne podkłady, przywołujące pamięć o “Pandemonium”. Nad wszystkim zaś unosi się charakterystyczny, apokaliptyczny klimat – kolejny znak rozpoznawczy Killing Joke. Jak już wyżej wspomniałem – nie ma przy tym mowy o żadnym odcinaniu kuponów, jako ze wszystkie kompozycje są pieczołowicie dopracowane i stoją na najwyższym poziomie – po chwilowej zadyszce w postaci “Absolute dissent” (który przecież i tak trudno jest nazwać złym albumem) nie ma już śladu.

Jeśli jesteś fanem Killing Joke i przez jakieś dziwne zrządzenie losu zdarzyło Ci się przegapić ten album, to masz już zadanie na najbliższe dni – zdobyć go, przesłuchać od początku do końca, a potem jeszcze raz. Nie wiem za to czy “MMXII” zdobędzie dla tego zespołu jakichś nowych słuchaczy – dla kapeli o tak wiernym elektoracie, jak KJ, nie jest to chyba jednak najważniejszy cel.

Michał Karpowicz


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (10 głosów, średnio: 8,10 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.