28.02.2015 10:30

Autor: Aneta Wieczorek

Kielich – “Drapacz chmur”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Kielich – “Drapacz chmur”
Lunatyk Records/2015

Najmniejszy drapacz chmur świata…

Jimi Hendrix powiedział kiedyś: Wszystko mogę wytłumaczyć lepiej poprzez muzykę. Hipnotyzuję ludzi, aż dochodzą oni do podstawowego stanu, a gdy osiągnę moment największej słabości, mogę przemówić do ich podświadomości i wmówić im co chcę. – Niektórzy artyści mogliby się pod tym podpisać. Basista zespołu Lady Pank – Krzysztof Kieliszkiewicz niestety do nich nie należy.

Trzy lata temu na rynek trafiła debiutancka płyta Kielicha, zatytułowana “Dziecko szczęścia”. Niebanalna, wyszukana, poniekąd niszowa. Utkana z pastelowych, nasączonych ciepłem dźwięków, w których można było się zatracić. Wówczas zacne grono zaproszonych gości (m.in. Kasia Stankiewicz, Ania Dąbrowska, Marcin Rozynek i Łukasz Lach) zajęło się stroną wokalną, podczas gdy ojciec owego “szczęśliwego dziecka” stał w cieniu przygrywając na basie (Kielich zaśpiewał tylko w dwóch utworach). Ten autorski eksperyment miał być jednorazowym skokiem w bok. Jednak w 2015 roku na półkach sklepowych, między muzycznymi nowościami niespodziewanie wyrósł “Drapacz chmur”. Kielich powrócił.

Z przebojowym materiałem. Nagranym w doborowym towarzystwie – wspólnie z Kubą Jabłońskim (perkusista Lady Pank), Łukaszem Lachem (L.Stadt), Piotrem Niesłuchowskim (uczestnik programu “The Voice of Poland”) i Janem Smoczyńskim, który zajął się instrumentami klawiszowymi. Tym razem jest bardziej rockowo, zadziornie i ze sporym dodatkiem elektronicznych wstawek (“Motyl i ćma”). Niekiedy melodyjnie, lekko i subtelnie (“Walk Alone”), zaraz potem dynamicznie i odrobinę mocniej (“Na autsajdzie”), a momentami i jedno i drugie (“Jesteś nawet niewidzialna”). Znajdzie się również parę kawałków godnych miana radiowego hitu (chociażby singiel “Lepiej już nie będzie nam” albo chwytliwy utwór “Chłopcy są zmęczeni”). Co ważne, na swojej drugiej płycie Kielich śpiewa osobiście!

Sztuką jest połączyć grę na basie z wokalem. A opanować do perfekcji to już nie lada wyzwanie. Niewielu jest śpiewających basistów, warto więc przyjrzeć się tym najsłynniejszym. Jednym z najwybitniejszych jest bez wątpienia zmarły 13 lat temu John Entwistle z legendarnej grupy The Who. Znany ze specyficznego stylu gry wszystkimi palcami, co przypominało pisanie na maszynie (dzięki czemu zyskał pseudonim Thunderfingers). Przeszedł do historii także jako ten, który tworzył piramidy ustawiając na scenie kilka głośników basowych jeden na drugim, by lepiej słyszeć swoją grę (twierdził, że zagłusza ją perkusja Keitha Moona). Basistą jest również Paul McCartney z The Beatles, a oprócz tego jest autorem wielu przebojów, kompozytorem i multiinstrumentalistą. W amerykańskiej formacji rockowej Skillet śpiewa John Cooper. W Motörhead Lemmy Kilmister, w kanadyjskim Rush Geddy Lee, a w Budgie – John Burke Shelley. Swego czasu w King Crimson wszechstronny Gordon Haskell grał na gitarze basowej i jednocześnie śpiewał. Basistą, a przy tym liderem i głównym kompozytorem w The Police był Sting. W Polsce znakomitymi przykładami są Tomasz “Titus” Pukacki z Acid Drinkers, czy chociażby Mariusz Duda multiinstrumentalista znany z Riverside i swojego pobocznego projektu Lunatic Soul, a także Jacek Kuderski z zespołu Myslovitz i Lech Janerka. Jak to się odnosi do Kielicha? Cóż… Podobno nie należy w życiu trzymać jednocześnie kilku przysłowiowych srok za ogon (choć wyjątki się zdarzają, co widać na powyższych przykładach), idąc tym tropem, Kielich powinien skupić się jednak mimo wszystko na gitarze (jak się okazuje nie tylko basowej!) i doskonalić swoje umiejętności w tym zakresie, a wokal powierzyć w ręce (a raczej struny głosowe) bardziej umiejętnych pieśniarzy. Lepiej zapisać się w historii jako świetny, utalentowany muzyk czy kompozytor, generalnie bohater drugiego planu, aniżeli przyćmić gitarowe zdolności ginącym w otchłani przeciętności wokalem i sygnować swoim nazwiskiem albumy pozostawiające wiele do życzenia…

Pierwsza płyta wyróżniała się na tle innych. Była niezwykle klimatyczna, nastrojowa i przede wszystkim… inna! Oryginalny, różnorodny pop krótko mówiąc. Kielich zaserwował urozmaicony ukłon w stronę trip-hopowych i indie-rockowych brzmień, wyszedł poza mainstream, zaskoczył. To było fajne. Drugi krążek pod tym względem wypada słabiej. I choć niesie ze sobą mnóstwo energii, szybko wpada w ucho, ma łobuzerski charakter, chwytliwe refreny i stanowi przyjemną rozrywkę, nie zapada w pamięć, bo zwyczajnie nie ma w sobie niczego zachwycającego. Jest co prawda “drapaczem chmur”, niestety zbyt małym by sięgnąć muzycznego nieba…

Aneta Wieczorek


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 6,25 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.