10.05.2011 13:58

Autor: Michał Stępniak

Katy B – “On a Mission”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Katy B – “On a Mission”
Columbia/Rinse/2011

Jeden z debiutów roku.

Na początku dziewczyna używała pseudonimu Baby Katy, ale na szczęście szybko poszła po rozum do głowy i teraz każe mówić na siebie Katy B. Jest absolwentką Brit School, w której ławkach siedziały m.in. Amy Winehouse czy Anna Calvi. W rozpoczęciu kariery pomogło jej wsparcie londyńskiej stacji radiowej RinseFM i znajomości z tuzami niezależnego dubstepu. Nie podobają nam się tego rodzaju strategie wypłynięcia na rynek? Trudno. Moje podejrzenie i negatywne nastawienie szybko poszły w zapomnienie, bo w hierarchii najlepszych angielskich wokalistek, Katy B w kilka chwil awansowała na podium i ma spore szanse, by kiedyś założyć żółtą koszulkę lidera. Ten hype łykam bez żadnych odruchów wymiotnych i trzymam mocno kciuki, bo mamy do czynienia z artystką zdolną, uroczą i niesamowicie perspektywiczną.

Zupełnie nie obchodzą mnie spory, czy to jeszcze dubstep czy to już pop. Płyta “On a Mission” sprawdza się idealnie zarówno w klubach muzycznych, jak i w czasie samotnych przesłuchań na słuchawkach. Gęba uśmiecha się przez 55 minut, a nogi same z siebie wystukują rytm. Recepta była prosta. Geeneus, Zinc, Benga i Magnetic Man zrobili podkłady, Katy B dołożyła genialny głos i napisała niegłupie teksty – łatwy i przyjemny sposób na osiągnięcie sukcesu. Jeśli ktoś chce używać słowa “komercja” to proszę bardzo, ale jest to komercja niesamowicie ambitna. Przemyślana i dopracowana do ostatniego szczegółu, a Katy B z pewnością nie dała się zdominować udanym podkładom, bo one wraz jej głosem tworzą piękno, do którego chce się wracać i mu ulegać.

“On a Mission” sprawia wrażenie wycinanki mieszającej dubstep, r&b, ragga, funky i odrobinę jazzu. O takim pojęciu jak nuda nie sposób w tym przypadku mówić nawet przez chwilę. Kiedy w tytułowym utworze Katy śpiewa: Keep up with me as we loose control, to ja, cholera, nie potrafię zachować się inaczej. Ta płyta była potrzebna i daje duże nadzieje, że w klubach muzycznych nie będzie konieczne ciągłe podpieranie ścian.

Jeśli Katy B nie odniesie sukcesu i szybko o niej zapomnimy, to jeszcze bardziej przestanę wierzyć w ten świat. Cudów jest tu od groma. Nie wyobrażam sobie, by utwór “Katy On A Mission” mógł się kiedyś znudzić. Również wybór singli był niesamowicie udany  -”Lights On”, “Perfect Stranger” czy “Broken Records”, których chce się słuchać ciągle i ciągle. Potencjalnych przebojów jest tu zdecydowanie więcej, bo przecież “Why You Always Here” musi zawojować listy przebojów.

Nie mogę skończyć inaczej: Lily, to Ciebie ciągle uwielbiam najbardziej, ale uważaj, bo masz konkurentkę na horyzoncie! Katy B kusi niesamowicie: Come with me, I’ll make you feel so good. Ta płyta robi dobrze. Oby tylko czar nie prysł w czasie Selectora.

PS Pomysł, by deklamować podziękowania dla mamusi, tatusia i innych osób na koniec płyty jest słaby, więc polecam płytę wyłączyć nieco wcześniej lub nie zwracać uwagi.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (10 głosów, średnio: 7,30 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.