30.11.2011 07:00

Autor: Tomek Milewski

Kate Bush – “50 Words for Snow”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Kate Bush – “50 Words for Snow”
Anti-/Fish People | 2011

Kate Bush wraca z premierowym materiałem i pokazuje, że do muzycznej emerytury jej jeszcze daleko.

Kate Bush po raz drugi w tym roku postanowiła o sobie przypomnieć. W odróżnieniu od wydanego niedawno “Director’s Cut”, który zawierał nowe wersje starych piosenek, materiał na nowym albumie jest w pełni premierowy. O wkładzie Kate Bush w muzykę kobiecą wspominać praktycznie nie trzeba. Gdyby nie ona, nigdy pewnie nie usłyszelibyśmy o takich artystkach jak: Tori Amos, Bjork czy Florence Welsh. Jest już ona w takim wieku, że nic i nikomu udowadniać już nie musi. Może nagrywać płyty takie jakie chce. Ta swoboda działania prznosi powiew świeżości na nowym krążku. Podobno to eskimosi znają najwięcej określeń na śnieg, jednak to Kate Bush wydaje płytę “50 Words for Snow”. Tym lepiej dla nas, nieuwłaczając ludom Północy.

Nowy album jest z jednej strony równie surowy co zima na dalekiej Północy, a równocześnie miękki i otulający jak świeżo napadały śnieżny puch. Sama Kate Bush mówi o tym albumie, że “jest on wspaniałym podkładem dla spadających płatków śniegu”.

Album “50 Words for Snow” to tylko siedem utworów, ale sześćdziesiąt pięć minut muzyki. Zazwyczej spokojnej i stonowanej, czasami tajemniczej i z rzadka ożywiającej się ekspresyjnością głosu Bush. Teksty utworów zawierają spory pierwiastek fantastyczności, dzięki czemu pięknie komponują się z klimatem płyty. Większość aranżacji ogranicza się do prowadzącego fortepianu, subtelnej perkusji i przelatujących w tle smykach. Jednak nawet taką małą ilością środków można stworzyć pełne kompozycje, do których nie ma już możliwości wściubić najcichszego dźwięku dzwoneczka. Tak na przykład prezentuje się trzynastominutowy “Mist”. Właściwie wszystkie utwory z płyty wymykają się radiowym standardom i oscylują w około dziesięciominutowych formach. Co ciekawe, wszystkie kompozycje mają niesamowity jazzowy potencjał i daleko im od tych najbardziej znanych piosenek artystki, które kojarzone są z popem.

W utworach “Lake Tahoe” i “Wild Man” napotykamy urozmaicenia w postaci osobliwych chórków. Ten drugi jest dodatkowo pierwszym singlem z albumu i zarazem chyba najżwawszym utworem. W “Snowed in at Wheeler Street” dochodzi do dialogu wokalnego między dwoma kochankami. Z których jednym jest oczywiście Kate Bush, natomiast drugim jest zapomniany troszkę ostatnio Elton John. Wspomagany przez aktora Stephena Fry’a tytułowy utwór jest spotkaniem dynamicznego podkładu z melorecytacją. Jednak dla kontrastu swoimi refrenowymi, tylnymi wokalami przypomina zabawy Bee Gees.

“50 Words for Snow” jest idealnym albumem na zbliżającą się zimę. Kate Bush daje znać słuchaczom, a także młodszym artystkom, dla których była wzorem i inspiracją, że do muzycznej emerytury jej jeszcze daleko.

Tomek Milewski


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (17 głosów, średnio: 8,12 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.