23.09.2011 07:00

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Kasabian – “Velociraptor!”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje, Rozkręcamy

Wykonawcy:


Kasabian – “Velociraptor!”
Sony / 2011

Najskromniejsi Brytyjczycy powracają!

Zaledwie dwa lata po premierze “West Ryder Pauper Lunatic Asylum” Kasabian serwuje nam kolejny album. Znowu zastosowali trik to jest nasz najlepszy materiał w dotychczasowej karierze. Poprzedni miał być najlepszą płytą dekady, czyżby idąc za ciosem Brytyjczycy stworzyli teraz najlepszy krążek wieku, a może całego milenium? Oczywiście, że nie.

Po tylu latach znajomości, trudno nie brać zapewnień tej grupy z przymrużeniem oka. Nie zabraknie nowych, naiwnych odbiorców, którzy nabiorą się na oderwane od rzeczywistości obietnice, ale… trzeba przyznać – “Velociraptor!” nie jest też słaby. Stylistycznie czerpią z poprzednich albumów, tworząc ciekawy gatunkowy amalgamat; jest wszak trochę elektroniki z debiutanckiego longplaya (“I Hear Voices”), jednocześnie nie brakuje bardziej balladowych kawałków przypominających te z “West Ryder Pauper Lunatic Asylum” lub “Empire”. Utwór “La Fee Verte” jest właśnie taką balladką, pierwsze takty przypominają dokonania The Beatles, skojarzenie zostaje jeszcze wzmocnione, kiedy pojawia się tekst I see Lucy in the sky / telling me I’m high. Grupa nie ukrywała inspirowania się legendą muzyki rozrywkowej, na koncertach zdarzało im się zresztą robić covery utworów bandu z Liverpoolu. Natomiast ten konkretny utwór nie jest wcale taki nowy, bo w 2010 roku ukazał się w nieco innej wersji jako “Green Fairy” na ścieżce dźwiękowej do filmu “Londyński bulwar”.

Czwarty krążek Kasabian wita nas gongiem, bełkoczący głos i grający w oddali dęciak tworzą troszkę psychodeliczny klimat, ale później “Let’s Roll Just Like We Used To” jest piosenką typową dla indie-zespołów pokroju Mando Diao. Drugie w kolejności “Days Are Forgotten” wyróżnia się partią falsetu i charakterystycznym przesterowanym riffem, kochany dynamiczny Kasabian. “Goodbye Kiss” znowu przypomina estetykę lat 60. i 70., instrumenty smyczkowe pomagają utrzymać ckliwy klimat. I tak raz ostrzej, raz bardziej balladowo ciągnie się to do końca.

Potencjał singlowy poszczególnych piosenek nie jest zbyt wysoki. Jako pierwszy singiel wydano wspomniane “Days Are Forgotten” i furory na listach przebojów tym ruchem nie zrobiono. Dynamiką wyróżnia się “Re-wired”, ale sukcesów na miarę “”Empire” albo “L.S.F.” bym nie oczekiwał, chociaż kto wie – jak trafi się piosenkowa posucha na listach przebojów… Analogicznie w przypadku tytułowego “Velociraptor!”, szybkość i sprawna melorecytacja to jednak za mało na podbijanie świata.

“Switchblade Smiles” ze względu na agresywność wydaje się być odpowiednikiem “Vlad the Impaler” z poprzedniej płyty. Krążek z 2009 miał ponadto elementy orientalne, tutaj również się przecisnęły. Szczególnie w “Acid Turkish Bath (Shelter From The Storm)”. W głowie na dłużej zostaje jeszcze ciekawe “Man Of Simple Pleasures”, kojarzące się z hitem Gorillaz “Clint Eastwood”, cóż….producentem obu płyt była ta sama osoba – Dan the Automator.

Czy faktycznie “Velociraptor!” jest lepszy od “West Ryder…”? Prawdopodobnie tak. Zawiera raczej więcej utworów, które nie nudzą się szybko. Aczkolwiek słuchanie całości codziennie po kilka razy bym odradzał, chyba że ktoś błyskawicznie chce się pożegnać z płytą w złych stosunkach. Osobiście wolę wersję: A może pozostaniemy przyjaciółmi?

Łukasz Stasiełowicz

Uwolnij Muzykę! jest patronem medialnym albumu


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (27 głosów, średnio: 8,19 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.