22.08.2014 10:15

Autor: Maria

Kasabian – “48:13″

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Kasabian – “48:13″
Sony Music/2014

Elektronika i wściekły róż.

Najbardziej bezczelny brytyjski zespół. Czworo (na koncertach sześcioro) niemłodych muzyków, którzy w przerwach między trasami opiekują się rodzinami, a gdy wracają do studia, na plan teledysku czy na trasę, stają się niepoprawnymi dzieciakami, pełnymi życia, energii, zmiennymi i pełnymi nowych pomysłów. Pomysłów tak idiotycznych jak piosenka w rytmie ping ponga lub atak na miasto w kostiumie szkieletora. I teraz uwaga! Kasabian is back in town!

Od zawsze muzyka Kasabian była połączeniem elektroniki i gitar. Raz z przewagą elektroniki (“Kasabian”), raz gitar (“Empire”, “West Ryder Pauper Lunatic Asylum“). Tym razem na sinusoidzie znów króluje elektronika! I wściekły róż.

Pierwszy singiel zaskoczył. Dyskotekowe umc-umc z pewnością nie było nigdy zespołowi obce, piosenka miła i rozkręcająca imprezę, ale czy aby na pewno w ich stylu? I jeszcze róż w teledysku wyprodukowanym przez Aitora Troupa, tak hołdującego dotychczas czerni i bieli. Koniec świata! Owszem, były już na okładce cycki, był ksiądz, w teledyskach po ulicy pływały rekiny i rozbijały się samochody. Nawet i polskie samochody. Ale róż…?

Wydaje mi się, że ni to zespół ziębi, ni grzeje. Amatorki Hello Kitty raczej po album nie sięgną, miłośnicy gitar grupy z Leicester albumu nie skreślą. Róż jest więc tylko wymaganym wizualnie dodatkiem. Bo coś musiało być. Podobnie jak tytuł. Nie masz pomysłu na tytuł albumu? Nazwij go najprościej na świecie, na przykład łącznym czasem wszystkich piosenek. Koniec produkcji. Możemy zająć się tym, co w tym wszystkim jest najbardziej ważne. Muzyką.

A muzyka przypomina trochę youtube party w akademiku. Jest 3 w nocy, każdy chce posłuchać czegoś innego, w związku z tym rozrzut stylistyczny jest nie do ogarnięcia: od intro niczym soundtrack do filmu (“Shiva”), przeskakując następnie do “Bumblebee”, które brzmi jakby panowie szaleli na stadionie podczas występu megagwiazdy, co w sumie potwierdza trochę teledysk z wściekłą tłuszczą zamieniającą się w psy. Zwrotki są już spokojne, przejście chwytliwe, jeszcze chwytliwsze retro-organki w tle. Podobno inspiracją do stworzenia tego utworu była chęć zobaczenia największego moshu podczas występu Kasabian. To może się udać.

Nie zabrakło też typowo popowych i typowo “kasabianowych”: “Revolution”, “Stevie” czy “The Bow”, w klasycznych kompozycjach, przez imprezowe “eez-eh”, zmienne w rytmie “Doomsday” (trochę męczące na dłuższą metę) i zupełnie nie w stylu Kasabian na przykład “Glass”. Spokojna, zrównoważona kompozycja, aspirujący do wykonania chóralnego głos Serge, a bardziej wybijające się od tego syntezatory i gitara akustyczna. Jeszcze dziwniejsze są jednominutowe “Levitation” i “Mortis”. Ni to intra, ni to pełne piosenki. Nie mówię, że niepotrzebne, ale to raczej takie przeszkadzajki, które znikają jak tylko zaczynasz to czuć. Niefajne uczucie.

Zastanawiam się czy nad tym albumem należy się głębiej zastanowić, czy przyjąć go takim, jakim jest. Czy ograniczona forma jest brakiem formy, czy kluczem do czegoś więcej? Czy różnorodność ma coś znaczyć, czy znaczy tylko to, że zespół poszukuje nowych rozwiązań?

Zanim wymyślę jakieś wnioski, wygrzebałam kilka piosenek z playlisty i słucham w kółko. Resztę zostawiam.

Maria Grudowska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (10 głosów, średnio: 6,80 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.