13.12.2013 09:00

Autor: Mateusz Grzeszczuk

Kari – “Wounds and Bruises”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Kari – “Wounds and Bruises”
Nextpop/2013

“Chcesz usłyszeć moje echo z gór?”

Już nie Kari Amirian, ale po prostu Kari. Coraz mniej porównań do Bjork i Lykke Li, ale stawanie się coraz bardziej wyrazistą, oryginalną artystką, która nowym albumem zapowiada czas “wewnętrznych przemian”.

“Wounds and Bruises” powstawał przez ostatnie miesiące w Leeds i Bradford. Kari do współpracy zaprosiła duet Zuza Krajewska & Bartek Wieczorek i to właśnie oni odpowiedzialni są za warstwę wizualną. Od strony muzycznej Amirian zaufała młodemu brytyjskiemu producentowi Jonowi Headley’owi (lider Modo Strate).

Nowa płyta Kari to dziewięć unikalnych utworów, które tworzą całkowicie odrębny projekt niż debiut “Daddy Says I’m Special” (premiera 5.12.2011). Po latach czas na kolejny krążek, po raz kolejny w grudniu, z różnicą – dwóch dni (premiera 3.12.2013). Nie wiem, czy data wejścia na rynek jest celowa, ale moim zdaniem artystka mogłaby wyciągnąć wnioski z lat poprzednich – jej debiut ukazał się przed świętami i całkowicie przepadł w mediach.

Jestem bardzo zaciekawiony, jak tę płytę przyjmą fani Kari, dla których dotychczas mogła być muzycznie “małą dziewczynką” śpiewającą bardziej lub mniej smutne piosenki o miłości. To z pewnością nie jest krążek dla tych, którzy spodziewają się, że wokalistka będzie nucić lekkie, skoczne piosenki i biegać w letniej sukience jak w “Jump Into My Heart and Stay”, a w tle będą tylko niewinnie przygrywające smyczki i wiolonczela…

Przed przesłuchaniem nowego krążka postanowiłem “nastroić się” do muzycznych zmian w wykonaniu Kari. Kiedy pierwszy utwór z jej debiutu to delikatne, ckliwe – “My Favourite Part”, to po przerzuceniu się na nową tracklistę mógłbym stracić świadomość, że mam do czynienia z tą samą artystką. Co tak naprawdę łączy ją z płytą? “Wounds and Bruises” nie jest kontynuacją wizji poprzedniego krążka, ale krokiem w zupełnie inne przestrzenie i rejony. Świat zupełnie pusty i wyludniony. Podróż po miejscach w których możesz usłyszeć własne echo, nastrajające do tego, aby usiąść na pustkowiu, wyciągnąć instrumenty i zacząć grać! Artystka jakby rzeźbi w kamieniu, w surowej materii. Cały czas eksperymentuje, a pod wpływem improwizacji nadaje dźwiękom nowy, intymny charakter. Wszystko odbywa się bez spięć, na pełnym wyluzowaniu, nie przejmując się wyjścia poza jakiekolwiek ramy. Czasami mam wrażenie, że materiał został nagrany podczas jednej wieczornej sesji ze znajomymi muzykami; eksperyment, koncertowanie trwało całą noc, a jego wynik mamy okazję podziwiać na nagraniu.

Przesłuchując ten krążek mam skojarzenia z poszukiwaniem dzikich, ukrytych plemion, mocno osadzonych w swojej kulturze. Kari świadomie nie ucieka od elektroniki, folku, który wyraziście prezentował się na poprzedniej płycie. Artystka staje się wspólnym mianownikiem pomiędzy obydwiema, w równym stopniu prezentującymi “słowiańsko-skandynawskie” klimaty. Jednak po dwóch latach prezentuje zupełnie inną dojrzałość i staje się bardziej wymagająca od słuchacza. Staje się bardziej krzykliwa, intensywna i emocjonalna. Muzyka zachęca do działania, kruszenia lodowców i “poszukiwania dźwięku z gór”.

Mateusz Grzeszczuk


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (17 głosów, średnio: 8,71 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.