11.08.2013 15:12

Autor: Tomek Milewski

Kanye West & The Beatles – “What’s a Black Beatle”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy: |


Kanye West & The Beatles – “What’s a Black Beatle”

No niestety Kanye, czarnym Beatlesem nie jesteś, ale płyta wyszła ci naprawdę dobra.

Był już czas, w połowie pierwszej dekady 2010 roku, gdy przeżywaliśmy wysyp podobnych mashupów z Jayem-Z na pierwszym planie, w kolaboracjach z Linkin Park czy też The Beatles. Mimo ich świetnej produkcji zachwyt taką formą przyszedł dopiero teraz przy okazji “What’s a Black Beatle”.

Nigdy nie byłem wielkim zwolennikiem talentu muzycznego, przebijającego się przez ego pisanym duże E, Kanye’ego Westa. Denerwowało mnie, że jego największe hity są wożone na podwoziach zbudowanych z sampli minionego dobra muzycznego. Odświeżanie? Nie ma najmniejszego problemu, ale jak na kogoś, kto sam (przez część dziennikarzy muzycznych również) mianuje się jako mesjasz sceny muzycznej, to trochę mało. Na pewno szanowałbym Westa zdecydowanie bardziej, gdyby jego talent był mniej wtórny. Teraz te słowa będę musiał zjeść. Płyta, którą od strony spawania Kanye’ego Westa i The Beatles zajęli się Tutankhamun Brothers, jest po prostu świetna! Z jednej strony subtelna, z drugiej bijąca po oczach. Taneczna, ale nie pozbawiona ambicji. Nawet z dużą dozą popowości wniesioną przez rapera, zdecydowanie bliżej jej do późniejszych dokonań The Beatles.

“What’s a Black Beatle” jest albumem zszytym idealnie nie tylko na poziomie muzycznym, ale i tekstowym. Najlepszym tego przykładem jest chyba piosenka “Homegirl” stworzona, jak można łatwo zgadnąć, z utworów “Homecoming” i “Girl”. Nie sposób też przejść obok odświeżonych form klasyków. Intro płyty, w którym motyw przewodni z “Eleonor Rigby” jest poddany solidnemu podrasowaniu przez elektroniczne zabawki, mimo 47 lat na karku, brzmi świeżo i porywająco. Nawet mimo automatu perkusyjnego. “Don’t Let Me Fall Down” buja soulowym rytmem, a w “And They Say Helter Skelter” Kanye pokazuje, że bez problemu poradziłby sobie w znacznie agresywnym muzycznym środowisku.

Ostatni utwór jest zakończeniem prawdziwie z pompą. “Hey Jude, We Major” to fajerwerki, szampan i w dalszej części idealne zestawienie legendarnych już wypowiedzi muzyków The Beatles i Kanye’ego Westa a propos swojej sławy – przewyższającej tą Jezusową i talentu – na miarę najlepszego wykonawcy naszych czasów. Może coś w tym jest?

Tomek Milewski


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 8,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.