15.11.2011 07:49

Autor: Katarzyna Borowiec

Justice – “Audio, Video, Disco”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Justice – “Audio, Video, Disco”
Ed Banger/2011

Barok, pretensjonalność, metal.

Justice – ci od krzyża, od nagradzanych (“D.A.N.C.E”) i kontrowersyjnych (“Stress”) teledysków, ci od remiksów. To ostatnie jest już nieaktualne, gdyż francuski duet czasowo zrezygnował z zabawy cudzymi kawałkami w ten konkretny sposób. Na inne sposoby wykorzystuje je na “Audio, Video, Disco” nadal. Teledysk, jaki promował najnowsze wydawnictwo, opiera się na bizonach, a krzyż jest teraz kamienny i chyba nie przez przypadek przypomina nagrobek. Ta płyta miłości do Sprawiedliwości raczej nie ożywi.

Debiut, o wdzięcznym tytule w postaci symbolu graficznego przedstawiającego narzędzie śmierci, dekodowanym także jako “Cross”, mimo pewnej kiczowatości posiadał zniewalający urok. Gaspard Auge i Xavier de Rosnay mieszali elektronikę z rockiem, a mimo to ich nagrań słuchało się lekko, nadawały się na parkiet, ale nie tylko. Obok beztroskich utworów jak “D.A.N.C.E.” dedykowany Michaelowi Jacksonowi i “The Party” z gościnnym występem Uffie, mieliśmy mniej uładzone kawałki jak hałaśliwy “Waters of Nazareth” czy “Stress” z dręczącym motywem przewodnim. Było miło, było ciekawie.

Na “Audio, Video, Disco” Francuzi bawią się cięższym kalibrem. Hard rock i heavy metal to gatunki, które ubierają tutaj w electro. Jak stwierdzili, lubią w nich epickość – przekonanie o własnej niezwyciężalności i walkę. Efekt grania tymi motywami bawi chyba bardziej twórców niż słuchaczy: jest nieznośnie pretensjonalny i męczący, zwłaszcza w końcówce. Chociaż druga płyta jest krótsza niż debiut, trzy ostatnie kawałki ciągną się w nieskończoność. W “Newlands” mamy nieuchronnie kojarzące się z metalem przejście, po czym powracamy do tekstu powtarzanego po raz setny, cztery minuty dawno nie były tak długie. “Helix”, podobny do “New Jack” z debiutu, jest pozbawiony jego lekkości, ostatni kawałek może chyba tylko denerwować. A zaczynało się przecież wcale nienajgorzej.

“Horspower” jest w gruncie rzeczy otwarciem podobnym do “Genesis” z “Cross”, acz od początku przygotowuje nas na nastrój patetyczny. Patetyczny z przymrużeniem oka. “Audio, Video, Disco” pełne jest igrania z mniej lub bardziej znanymi motywami – duet wykorzystał ponownie wielką ilość sampli, z czego nie wszystkie są możliwe do rozpoznania. Oprócz nich występują nawiązania kompozycyjne – “Ohio” to w warstwie wokalnej przeróbka “Orleans” Davida Crosby’ego, a “Brianvision” to wizja Briana Maya z Queen. Znaczące, że ten ostatni kawałek bardziej niż zespół, któremu składany jest hołd, przypomina nowsze dokonania Ratatat, co raczej nie było zamierzone. Gościnnie na płycie wystąpili Ali Love, Vincent Vendetta wspólnie z Midnight Jaggernauts i Morgan Phalen. “On’n'On” z wokalem tego ostatniego jest najmilszym momentem albumu, zapewne ze względu na podobieństwo do poprzednich nagrań Justice.

Teksy zawierają równie pretensjonalny arsenał, co dźwięki – dym, pióra, wiedźmy, trzynasty znak zodiaku, królowie i królowe. Auge i de Rosnay twierdzą, że ten album jest lżejszy niż debiut, nie tak ciemny i mniej agresywny. Czy rzeczywiście “Audio, Video, Disco” jest milsze niż zaprawiony zniekształceniami “Cross”? Być może fani hard rocka lat 70. i metalu są w stanie docenić ten miks, ja takiego disco nie kupuję.

Katarzyna Borowiec


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (7 głosów, średnio: 6,71 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.