30.03.2012 14:02

Autor: Michał Stępniak

Julia Holter – “Ekstasis”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Julia Holter - “Ekstasis”
Rvng Intl. /2012

Kolejny raz o “pięknie”.

Nigdy nie byłam dobra w promowaniu samej siebie – powiedziała Julia Holter i choć skromność jest bardzo cenioną przeze mnie cechą, to na miejscu autorki “Ekstasis” szybko bym postarał się coś zmienić. Być może nadużywam słowa “piękno”, ale w tym przypadku nie wyobrażam sobie, bym mógł je nagle wyrzucić ze słownika. Ta płyta po prostu udowadnia, że muzyka to ciągle coś więcej niż listy przebojów i rankingi na portalach internetowych. Gdyby poszukać innego idealnego sformułowania charakteryzującego “Ekstasis”, musiałbym sięgnąć po stwierdzenie takie jak album magiczny. Furtka do innego świata rzadko jest uchylona aż tak szeroko, a kraina wyłaniająca się za nią sporadycznie jest w stanie zahipnotyzować aż w takim stopniu. Tytuł płyty także nie jest przypadkowy – chodzi o wyjście poza siebie, opuszczenie cielesności i jeśli Holter chodziło o całkowite zanurzenie się w wykreowanej przez nią rzeczywistości, to pozostaje pogratulować. To działa.

Ciężko jest uwierzyć, że Julia Holter nagrała tę płytę we własnym domu w towarzystwie zaledwie pięciu dodatkowych muzyków, ale takie są fakty. Powstał materiał, który udowadnia, że pop i ambitna muzyka mogą ze sobą współgrać. “Extasis” to więc rezultat odnalezienia złotego środka. Oczywiście, płyta nie zawojuje list przebojów, ale jest w stanie otworzyć wielu słuchaczom zaklejone przez sieczkę uszy.

Całą gamę możliwości Holter spotykamy już w pierwszym utworze, zatytułowanym “Marienbad”. Piosenka stanowi prawdopodobnie hołd dla genialnego filmu “Zeszłego roku w Marienbadzie” Alaina Resnaisa. Klimat w utworze zmienia się chyba cztery razy, ale w żaden sposób to nie przeszkadza. Czego my tam nie usłyszmy? Oddech Holter, elektroniczne klawisze, dźwięki z kosmosu, zabawa głosem. Raz ciszej, a zaraz potem głośniej. Raz współcześnie, a chwilę później słychać inspiracje średniowieczem. Wszystko tu jest jednak podane w nienachalny, delikatny i urzekający sposób. Dalej jest podobnie, ale w żaden sposób nie można mówić o efekcie znużenia. Czasami jest odrobinę bardziej popowo (“In The Same Room”), czasami skromniej (“Our Sorrows”), ale zawsze wciągająco.

Jeśli ktoś koniecznie pragnie, to może też twierdzić, iż Julia Holter nagrała trudną płytę. Do końca nie rozumiem, co za tym sformułowaniem się kryje. Do sprzątania i remontów nie nadaje się z pewnością. Nie jest to jednak żadne plumkanie bez logicznego uzasadnienia czy sztuka dla samej sztuki. Rozumiem, że niektórzy mogą potrzebować więcej czasu, by ulec, ale trud zostanie im wynagrodzony. Ja zostałem położony na łopatki już przy pierwszym przesłuchaniu, a każde kolejne odkrywało dla mnie coś nowego.

Artystka w jednym z wywiadów powiedziała: Powinieneś za wszelką cenę robić coś uczciwego. Wydaje mi się, że część artystów nie oddaje za dużo z siebie i to nie jest w porządku. Nie ulega wątpliwości, że Julia Holter do takich opinii ma olbrzymie prawo. Udowadnia to już drugi raz (choć debiut był zdecydowanie słabszy).

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (12 głosów, średnio: 7,83 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.