30.03.2013 07:01

Autor: Maria

“Jestem melancholijnym optymistą” – wywiad z Asafem Avidanem

Kategorie: Czytelnia, Tylko u nas, Wywiady

Wykonawcy:


“Jestem melancholijnym optymistą” – wywiad z Asafem Avidanem

Artysta zagrał w Polsce na jednym, akustycznym koncercie w ramach Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Udało nam się uszczknąć część jego czasu na dyskusję o wierze, miłości i strachu przed śmiercią.

Maria Grudowska: Wiesz, że twój koncert w Polsce jest od dawna wyprzedany?

Asaf Avidan: Nie wiedziałem. Naprawdę?

Tak, podobnie jak większość twojej trasy. Czy w związku z tym, możemy mówić już o sukcesie Asafa Avidana?

Możesz tak mówić, jeśli chcesz. Ja nie odbieram sukcesu w ten sposób. Jestem w tym wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że to nie jest struktura linearna. Są wzloty i upadki. I właśnie teraz jest wzlot, dzieją się dobre rzeczy, ale staram się czasem cofnąć kilka kroków i spojrzeć na to z dystansu. Jeśli będę tu, powiedzmy za 30 lat i nadal będę robił to, co robię – to będzie sukces. Ale teraz? Teraz cieszę się z tego, że ludzie chcą słuchać mojej muzyki, że wszystko co robię jest pozytywnie odbierane, ale powody dla jakich to robię są bardzo osobiste.

Czym jest więc dla ciebie sukces?

Przetrwaniem. Jeśli wierzę w to, co robię i jest to tego warte. Wiem, że to typowa śpiewka i każdy artysta to mówi, ale nigdy nie chciałem być gwiazdą, nie miałem takich marzeń w dzieciństwie. Zająłem się muzyką, gdy miałem 26 lat. Zacząłem śpiewać, bo czułem, że to pomoże mi uzewnętrznić moje uczucia i że dzięki temu lepiej zrozumiem sam siebie. Więc jeśli to nadal robię – to jest dla mnie sukces… chyba.

Właśnie, twój zwrot w kierunku muzyki był bardzo nagły. Czy może się okazać, że pewnego dnia równie nagle zwrócisz się ku jeszcze innej dziedzinie sztuki, rzucając wszystko co robiłeś do tej pory?

Mam nadzieję, że nie. Czuję, że muzyka daje mi dużo. Codzienne życie jest czymś zupełnie innym niż nagrywanie albumu czy pisanie utworów. Każde z tych zajęć daje mi inny kolor ze spektrum, którego potrzebuję, by czuć się artystą.

Które z tych zajęć sprawia ci najwięcej przyjemności?

Myślę, że pisanie piosenek. To jest podstawa. Reszta to tylko otoczka. Pisanie jest tym, co czuję, że muszę robić. Reszta to ubieranie w formę, w jakiej chcę moje piosenki pokazać publiczności. To też jest ważne – nie wiem dlaczego – ale to ważne. Ale mniej ważne niż pisanie piosenek.

Co sprawiło, że “Different Pulses” odniosło sukces?

Przede wszystkim myślę, że dużo pomógł remix Wankelmut “One Day / Reckoning Song”. “Different Pulses” to trochę korzystanie z popularności “One Day”.

Ta piosenka brzmi jednak zupełnie inaczej niż najnowsze.

Wiem. Ale pierwsza wersja “One Day” powstała w 2008 roku. Później nagrałem jeszcze cztery albumy. Dorosłem. Zmieniłem się. “Different Pulses” to kolejny krok w tym, co robię. Kocham The Mojos, ale trochę z potrzeby zacząłem robić coś samemu i to z  konieczności zupełnie inne rzeczy. Nie mam swojego zespołu, więc zacząłem eksperymentować z bębnami, loopami, syntezatorami i tym podobnymi.

No właśnie, The Mojos zawiesiło działalność. Jakieś plany co do kolejnych wspólnych projektów?

Żadnych. Zawsze pisałem piosenki dla siebie, więc dla mnie nie jest to duża różnica, czy pracuję z innymi muzykami, czy producentami. The Mojos było jak pierwsza miłość: kochasz, ale nie wiesz jak utrzymać ten związek. Wypalasz się zbyt szybko, robisz mnóstwo błędów po drodze.

Skąd pomysł na tytuł twojej płyty, “Different Pulses”?

To zdanie z piosenki:

I try to push the colors through a prism back to white
To sync our different pulses into a blinding light

To piosenka o tęsknocie. Kiedy dorastasz, patrzysz na wszystko w inny sposób: każda sprawa ma więcej odcieni, więcej kolorów. I pojawia się tęsknota za prostotą, by widzieć to jedno białe światło i aby te wszystkie bicie serca ludzi, na których ci zależy zsynchronizować w jedną stałą rzecz. Nazwałem album “Different Pulses”, żeby zaznaczyć, że to ostatnia próba, bo ich przecież nie można zgrać. Ale nadzieja, że ci się uda jest dobra sama w sobie.

…ale wszystkie twoje piosenki są niesamowicie smutne!

Są. Wiesz, uważam, że jeśli jesteś szczery, zawsze jesteś smutny. Nie wierzę, że człowiek dąży do szczęścia. Nie próbuję być szczęśliwy. Zdarzają się szczęśliwe momenty w życiu i doceniam je, nie uciekam od nich. Ale również doceniam smutne chwile. Myślę, że jeśli raz zadasz sobie pytanie, jedyne pytanie, jakie jest warte, aby je zadać: dlaczego jesteśmy tutaj, dlaczego umrzemy, dlaczego żyjemy – wtedy wszystko staje się smutne. Wszystko przyćmiewa fakt, ze kiedyś nas zabraknie. Nie uważam się za pesymistę, jestem bardzo optymistyczny! Ale kiedy zdasz sobie sprawę, że jesteś śmiertelny i ty umrzesz, ja umrę, twoje dzieci umrą, a nawet twoje wnuki…

Właśnie dlatego powinniśmy być szczęśliwi!

Dokładnie! Dlatego powinniśmy doceniać te chwile, które mamy! To melancholijna radość. Tak bym to nazwał. Jestem melancholijnym optymistą. Widzę, że cię nie przekonałem. Popatrz: wszystkie te emocje: strach, nienawiść, złość… są przeciwieństwem nadziei, miłości i radości. Wierzę w nie wszystkie, uznaję je wszystkie i uznaję konflikt pomiędzy nimi. Staram się kochać, być radosnym, mieć nadzieję… ale to zawsze będzie konflikt.

Czy twoje przekonania co do radości i szczęścia mają podłoże w kulturze kraju, z którego pochodzisz?

Nieeeeeee… no, może, bo przecież każdy jest “produktem” środowiska, w którym żyje, ale myślę, że to, o czym mówię, jest uniwersalne. Rozumieją to ludzie na całym świecie, bo jak widzisz nie gram tylko w Izraelu. W sumie, ostatnio mało grywam w Izraelu… Prawie w ogóle nie grywam w Izraelu.

A widzisz różnicę w odbiorze twoich piosenek w Izraelu i w innych krajach?

Nie grałem wcześniej w Polsce, co jest dziwne, bo mój dziadek pochodzi z Polski. Mam polskie korzenie. Trudno powiedzieć jak będzie tutaj, ale myślę, że każdy człowiek ma taki sam wachlarz uczuć, tylko kultura uwypukla inne bardziej, inne mniej, ale w głębi jesteśmy tacy sami. Wzruszamy się tymi samymi rzeczami.

Wzruszyłam się.

Poważnie! Popatrz! Co za różnica, czy umrzesz ze starości, czy jutro w wypadku samochodowym?

Wolałabym…

Tak, wiem, wolałabyś, każdy by wolał! Ale rezultat końcowy jest taki sam. Nieważne, czy jestem Bobem Dylanem i wszyscy będą mnie pamiętać i każdy artysta chciał być taki jak ja – dla mnie to bez różnicy. Jedziemy wszyscy na tym samym wózku.

Chcesz powiedzieć, że bez różnicy, czy pożyjesz jeszcze jeden dzień, czy 50 lat? Czy zagrasz jeden koncert więcej, czy tysiąc?

Marzę, aby zagrać tysiąc! Nie jestem przygotowany na śmierć, boję się jej, chcę żyć najdłużej jak się da. Co chcę powiedzieć, to że nie ma wielkiej różnicy miedzy nami, poza wyznaniem, językiem czy kolorem skóry.

Twój głos jest często porównywany do głosu Janis Joplin.  Nie deprymuje cię porównywanie do kobiety?

Nie obchodzi mnie to. Mogę być nawet porównywany do królika, to naprawdę nie ma znaczenia. Chciałbym, aby ludzie znaleźli moją własną, unikalną rzecz w muzyce, więc mam nadzieję, że nie jestem tylko reinkarnacją Janis Joplin, ale przynoszę coś nowego. Co wzrusza. Nie wiem czy powinienem być do kogokolwiek porównywany. Do Leonarda Cohena? Boba Dylana? Nie wiem czy na to zasługuję. Chciałbym być porównywany do Aleksandra Wielkiego. Tadaa! Wiem, to idiotyczne. Nie zasługuję na bycie porównywanym do kogokolwiek. Jeszcze.

Rozmawiała: Maria Grudowska




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.