18.11.2011 17:55

Autor: Monika Pomijan

Jamie Woon potrafi się wybronić

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


Jamie Woon potrafi się wybronić
16.11.2011/Warszawa

Relacja z koncertu Jamiego Woona.

Prawdopodobnie żaden koncert londyńczyka nie dorówna jego występowi na tegorocznym Tauronie, mimo to fani przybyli tłumnie do kiepsko zlokalizowanej Proximy. Okazało się jednak, że klub kompletnie nie jest przystosowany to przyjęcia tak wielkiej liczby osób, gdyż w szybkim tempie każda wolna przestrzeń została zagospodarowana. Warunki stały się nie do zniesienia nie tylko z powodu braku tlenu, rozgardiaszu i ignorancji niektórych, część osób również postanowiła zadymić całe pomieszczenie. Nie zadbano o bezpieczeństwo i komfort, stąd nie powinny nikogo dziwić głosy, że wybór Proximy to był najgorszy pomysł na świecie. A na tym nieprzyjemne rzeczy się nie kończyły.

Koncert rozpoczął się z kilkunastominutowym opóźnieniem, ale pojawienie się Woona na scenie publiczność przyjęła zgodnym wybuchem entuzjazmu. Spóźnioną reakcją wykazali się za to technicy, którzy zapomnieli od razu wyłączyć oświetlenia całej sali. I żeby tego było mało, prawdziwi fani stojący w ostatnich rzędach musieli pożałować, że nie są dużo bliżej, gdyż niepotrzebnym rozmowom nie było końca. Brytyjczyk jednak udowodnił, że można skupić się wyłącznie na nim, nawet w tak trudnych warunkach. Przeplatając piosenki będące już niemal hitami z tymi bardziej do zadumy, wydobył ze swojej muzyki nieznane emocje. Bardziej przestrzenne, subtelniejsze aranżacje zabrzmiały intymnie, oczarowywały. “Night Air” wywołał euforię, “Middle” zachwyciło niespodziewanym stonowaniem, “Shoulda” oraz “Lady Luck” porwały do tańca. Każdy dźwięk wybrzmiał nadzwyczaj dobrze, mimo tak małego pomieszczenia. Woon pokazał się z zupełnie nowej, dużo wrażliwszej strony, czym umocnił swoją wysoką pozycję w sercach publiki. Razem z Roycem Woodem Juniorem na elektronice wytworzył aurę nieskrępowanego chilloutu przemieszanego z żywą energią. To okazało się receptą na udany występ, dlatego nie mogło zabraknąć bisu. Zagrana na niego “Missing Person” subtelnie podsumowała cały koncert.

Pod względem muzycznym na pewno należy dopisać go do udanych, bowiem aranżacje urzekały, a nagłośnienie zdało egzamin. Nie należy jednak ponownie zapraszać Jamiego Woona do Proximy. Są inne kluby w Warszawie.

Monika Pomijan




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.