15.09.2013 11:02

Autor: Ewelina

Jamie Lidell – “Jamie Lidell”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Jamie Lidell – “Jamie Lidell”
Warp/2013

Elektroniczny przesyt.

Po trzech latach od wydania płyty “Compass”, o której można powiedzieć jedynie – nic ciekawego, Jamie Lidell powraca z kolejnym wydawnictwem. Czy self-titled jest w stanie dorównać świetnemu albumowi “Jim” z 2008 roku?

Na krążku “Jamie Lidell” Brytyjczyk po raz kolejny pokazuje pomieszany funk z elektroniką. Możemy spotkać się tu z popowym brzmieniem z lat 80. i soulem, mocnym, wymyślnym basem i nieszczęsnym vocoderem. Jednak jego eksperymenty tym razem idą o kawałek za daleko. Wszystko to, co najlepsze w muzyce Lidella zostało przykryte warstwami niepotrzebnej elektroniki. Ciężko jest wsłuchać się w dźwięki żywych instrumentów, które niewątpliwie się tu pojawiają, ale wypadają z gry w przypływie wszelakich syntezatorów. Jedynie w “Why Ya Why” słyszymy znakomitą trąbkę, która pięknie komponuje się z liniami basowymi.

Reszta płyty jest jakby ukłonem w stronę elektroniki z lat 80. (którą naprawdę uwielbiam), jednak taka ilość tych ukłonów przytłacza. Po raz pierwszy w karierze Jamiego można powiedzieć, że tym razem za bardzo eksperymentował. Przedobrzył. Przesadził. Nieco się zapędził. Ogrom spadających na mnie dźwięków jest zbyt duży, nie potrafię ich udźwignąć. Niełatwo jest wysłuchać takiej płyty od początku do końca.

Otwierający płytę “I’m Selfish” to elektroniczne zabawy w czystej postaci z ciekawą melodią. Popu możemy posłuchać w kawałku “Big Love”. Bardzo funkujące są utwory “Do Yourself a Faver”,”Blaming Something” i “You Know My Name”. W przypadku piosenki “What a Shame” elektronika sprawdza się doskonale. Ciekawym utworem jest także “The Naked”, natomiast 3 ostatnie kawałki na płycie zwyczajnie drażnią ucho.

“Jamie Lidell” ma lepsze i gorsze momenty. Muzykowi nie można odmówić fantazji i umiejętności łączenia ze sobą gatunków. Niestety, przesyt w postaci elektroniki nieco umniejsza jego zdolności w tworzeniu utworów, których można słuchać godzinami. Szkoda!

Ewelina Malinowska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (5 głosów, średnio: 7,60 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.