26.05.2012 07:00

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Jack White – “Blunderbuss”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Jack White – “Blunderbuss”
Third Man Records / 2012

Solowy debiut po wielu latach kariery.

Jack White ma już na koncie tyle znakomitych albumów, że z czasem człowiek zaczął z nieco sadystycznym nastawieniem wyczekiwać jego pierwszego potknięcia. Jak na razie takie nie nastąpiło, nawet jeśli ostatnia płyta The Dead Weather pozostawiała sporo do życzenia. Do tej pory White mógł w razie niepowodzenia zrzucić odpowiedzialność na pozostałych członków grupy. Solowa płyta oznacza wolność i brak konieczności oglądania się na opinie towarzyszących muzyków, ale także wzięcie pełnej odpowiedzialności za jakość krążka.

Te piosenki powstały z drobnych zapisków, które nie mają z nikim innym albo niczym innym nic wspólnego, oprócz moich własnych odczuć i kolorów – powiedział o “Blunderbuss” jego twórca. Nie do końca można się z tym zgodzić, słysząc choćby brzmienie klawiszy oraz bogate aranżacje poszczególnych utworów, przypominające do złudzenia numery The Raconteurs. Zwłaszcza sam początek płyty, “Missing Pieces” i “Sixteen Saltines” brzmią jakby były odrzutami z drugiej płyty zespołu, “Consolers of the Lonely”.

“Blunderbuss” nie jest albumem tak obfitym w chwytliwe melodie jak poprzednie dzieła studyjne White’a, co wcale nie oznacza ich kompletnego braku – zachwycają oparte na pianinie “Hypocritical Kiss” oraz mocno gitarowe, wspomniane już “Sixteen Saltines”.  Ten album to przede wszystkim różnorodne inspiracje, które towarzyszyły muzykowi przez całe życie. Znalazło się tutaj miejsce dla wpływów country, folku oraz oczywiście bluesa. Nie ma mowy o eksperymentach, może z wyjątkiem zaskakującego “Freedom at 21″, którego gęsta sekcja rytmiczna, mocno kojarzy się ze współczesną elektroniką.

Na płycie znajduje się także jeden cover – jest to “I’am Shakin”, autorstwa Rudolpha “Rudy” Toombsa, a wykonywany przez popularnego w latach 50. i 60. wokalistę R&B Little Willie Johna. Daje się poznać lokalny patriotyzm White’a, ponieważ obydwaj muzycy pochodzą z Detroit. Charakterystyczny, old-schoolowy riff od razu przywodzi na myśl złote czasy rock’n'rolla.

Nie jest to z pewnością najlepszy album w karierze tego otoczonego już kultem multiinstrumentalisty. Nie powiedziałbym nawet, że mieści się on w pierwszej piątce jego dokonań – zabrakło na nim odrobiny więcej błysku, który emanuje choćby z “Consolers of the Lonely” czy “Elephant”. Nie zmienia to faktu, że “Blunderbuss” słucha się z dużą przyjemnością. Jak na razie White unika zjadania własnego ogona, co przy takiej aktywności scenicznej oraz studyjnej, jest naprawdę dużą sztuką.

Krzysztof Kowalczyk


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (14 głosów, średnio: 7,21 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.