28.12.2013 07:10

Autor: Katarzyna Borowiec

Innode – “Gridshifter”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Innode – “Gridshifter”
Editions Mego/2013

Robisz mi porządek w chaosie.

Po raz pierwszy porządnie zapoznałam się z muzyką elektroniczną z rejonów eksperymentalnych brzmień na pograniczu hałasu i glitchu na jednym z pierwszych OFFów, jeszcze w Mysłowicach. Na scenie leśnej, wtedy rzeczywiście umieszczonej wśród drzew, austriackie trio Radian produkowało dźwięki najbardziej przypominające usilne poszukiwania radiostacji w pozbawionym tychże eterze. Publiczność miarowo odchodziła w siną dal, a ja jak zaczarowana z coraz szerszym uśmiechem przypatrywałam się działaniom muzyków. Mimo szorstkości dźwięków był w tym wszystkim jakiś porządek, w samym środku tego przepięknego chaosu.

O płycie Innode lider projektu, Stefan Németh (pan z Radiana), wypowiada się właśnie w taki sposób – mówiąc, że jest to mieszanka planowości i przypadkowości – choć tym razem to porządek zdaje się panować nad całością. Metaforycznie przedstawia to okładka “Gridshifter”: Te szyki, albo biochipy, to fragmenty DNA ułożone w seriach mikroskopijnych plamek odbijających się w małym szklanym przezroczu. Odpowiadające obrazy wyglądają na bardzo zorganizowane, ale jednocześnie widać mnóstwo maleńkich niedoskonałości… co czyni je dla mnie szczególnie interesującymi. Muzyka, która powstała w wyniku tych inspiracji jest równie interesująca.

Twórczość Innode, na które oprócz austriackiego biologa składa się dwóch perkusistów, to dialog mechanicznych wyliczeń z ludzką spontanicznością. Jakie znaczenie dla muzyki Mozarta ma to, że nie słyszał on nigdy maszyny parowej, samochodu, samolotu, wiertarki elektrycznej, wentylatora, klimatyzacji, lodówki, syreny policyjnej, kotła centralnego ogrzewania czy buczenia linii wysokiego napięcia? zastanawiał się w latach 80. Philip Tagg*. W muzyce Innode słychać te nasze codzienne poszumy, najwyraźniej chyba w rozpoczynającym album “Dedispersion I”, w połowie którego pojawia się dźwięk nieodparcie przypominający wiertarkę albo maszynkę do borowania zębów. Brzmienia te konstruowane są przy pomocy syntezatorów analogowych wchodzących w dialog z perkusją. W dwóch pierwszych utworach, w tym właśnie “odrozszczepieniu” za bębny odpowiedzialny jest Bernhard Breuer, znany także z projektów Electro Guzzi i Tumido. Później pojawiają się trzy krótkie utwory pozbawione perkusji. Najciekawszy z nich jest chyba “Rotor” czyli wirnik – narastający dźwięk rzeczywiście przypominający obracający się wokół własnej osi element maszyny. Oprócz mechaniki w tytułach można doszukać się matematyki, jak w “Peano”, ale związek dźwięków Innode z podważeniem dawnej definicji krzywej zostawiam specjalistom w dziedzinie.

Ostatnia część płyty to królestwo Stevena Hessa, znanego z Pan American (także Locrian i Cleared). Pojawia się więcej wyrazistych dźwięków, a pulsujący “FS Revisited” to chyba najlepszy utwór na całym albumie. Choć o ten tytuł może walczyć również tytułowy “Gridshifter” zawierający punkt kulminacyjny całej opowieści o uporządkowanym nieporządku. Innode to projekt zdecydowanie dla tych, którzy nie boją się przesuwania granicy między muzyką a hałasem, i mają mocne uszy. Po czterdziestu minutach spędzonych na wyławianiu bitów z szumu mogą trochę boleć.

Katarzyna Borowiec

* cytuję za Simonem Firthem, którego “Rytuały sceniczne” są boską publikacją, gorąco polecam!


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (12 głosów, średnio: 8,58 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.