18.10.2013 09:00

Autor: Michał Stępniak

Icona Pop – “This Is… Icona Pop”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Icona Pop - “This Is… Icona Pop”
Big Beat/Record Company Ten/2013

Zespół jednej piosenki.

Trudno było w ostatnich miesiącach nie nadziać się na atakujący ze wszystkich stron utwór “I Love It”. Moje przypadki: kupuję w sklepie spodnie i z głośników wydobywa się “I Love It”, oglądam serial “Girls” i bohaterowie tańczą do “I Love It”,  koleżance dzwoni telefon i jako dzwonek ma ustawione “I Love It”, kolega gra na konsoli w wyścigi samochodowe i w pewnym momencie do uszu dobiega “I Love It”, piję napój w barze i jako podkład muzyczny dostaję gratis “I Love It”. Takich sytuacji było więcej i w zasadzie szczególnie mi to nie przeszkadzało. Również nie dziwiło, bo utwór spełnia wszystkie wymogi, by być przebojem. Poznanie innych dokonań zespołu oznacza jednak wskoczenie do zupełnie innej bajki. Zdecydowanie mniej ciekawej.

Icona Pop to szwedzki, żeński duet, za którego nazwą kryją się Caroline Hjelt i Aino Jawo. Dziewczynom karierę niejako “załatwiła” Charli XCX przygotowując utwór (właśnie “I Love It”), dzięki któremu robią międzynarodową karierę i prawdopodobnie prowadzą ciekawsze życie niż jeszcze rok czy dwa lata temu. Nic nie wiadomo na temat tego, czy pod adres utalentowanej Charlotte trafiają codziennie kwiaty, czekoladki czy butelka zimnej wódki. Cała płyta udowadnia, że bez niej o zespole usłyszałaby pewnie tylko garstka osób.

Kilka minut znajomości z “This Is… Icona Pop” pozwala na wskazanie inspiracji. Panie garściami czerpią z lat osiemdziesiątych, wiedzą co jest modne we współczesnym popie, a dodatkowo dokładają jeszcze trochę electro-punka czy house. Gdyby szukać porównań, to nie będzie przesadą stwierdzenie, że Szwedkom bardzo blisko jest do dokonań takich wokalistek jak Katy Perry (wokal w “Ready For the Weekend” brzmi momentami identycznie) czy Kesha. Można przywołać jeszcze Rihannę, Spice Girls czy choćby Robyn, ale to może być już nadużycie. W rezultacie powstał album, który z pewnością nie miał większych ambicji niż zapewnienie odbiorcom dobrej zabawy. Zero rewolucji, nic z innowacyjności, kopia kopii. Strategia jak najbardziej do zaakceptowania, gdyby tylko dało się tego słuchać, a z tym na dłuższą metę jest jednak ciężko.

Niezbyt często zdarza się album, który trwając zaledwie 33 minuty  potrafi tak potwornie wymęczyć. Niemal wszystkie utwory zlewają się w jedno i dodatkowo w wielu momentach może pojawić się wręcz efekt irytacji. Pomysł na płytę panie z Icona Pop miały bowiem banalny – elektroniczne podkłady, do których wyśpiewują czy wykrzykują hymny na cześć hedonizmu XXI wieku. Mamy więc pochwałę klubowego stylu życia, zabawy do rana i niezbyt romantycznej miłości. Otrzymujemy coś na kształt idealnej płyty dla bohaterów dokumentu “Czekając na sobotę”, ścieżkę dźwiękową na kolejną edycję hipsteriady lub podkład imprezowy dla wkraczających na rozrywkową drogę życia gimnazjalistów. Czasami wprawdzie Icona Pop próbują czegoś innego niż parkietowych schematów, ale ballada “Just Another Night” brzmi jak nędzna podróbka słabszych dokonań Rihanny, zabawy w reggae w “Light Me Up” brzmią karykaturalnie, a w “Hold On” refren powtarza się chyba o dziesięć razy za dużo. Od biedy za udany można jeszcze uznać zamykający album utwór “Then We Kiss”, ale nie jestem masochistą, by dla świetnego pierwszego i przeciętnego ostatniego utworu nawiązywać bliższe relacje z tą płytą. Klubowa impreza, gdzie dj zdecydowałby się puścić “This Is… Icona Pop” od początku do końca byłaby przeżyciem prawdopodobnie traumatycznym.

Doskonale wiadomo, że w tego typu produkcjach na liryki należy patrzeć z przymrużeniem oka, bo i tak generalnie chodzi o refreny, które powinien śpiewać cały klub. W wielu momentach granica głupoty została jednak znacznie przekroczona. Jeśli bowiem takie fragmenty jak  We can live fast, fly young / Everyday we celebrate just like we won da się zaakceptować, to zażenowanie wypisuje się na twarzy słysząc bzdury w stylu: I jump the train, I never pay ‘cus I’m a rock star / You go with me, there will be drink in a tea.

Zdecydowanie wolałbym dziesięć razy przesłuchać “I Love It” niż katować się całym albumem.  Kilka razy zadawałem sobie pytanie, czy nie byłoby lepiej, gdyby Charli XCX zostawiła ten utwór dla siebie. “This Is… Icona Pop” sprawia, że dodatkowego plusa dopisuje przy jej nazwisku, a dziewczynom ze Szwecji pozostaje chyba liczyć na to, że znajomość się nie skończyła i Brytyjka da się namówić na jeszcze jeden przebój.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (6 głosów, średnio: 5,83 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.