15.12.2011 09:33

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Hess Is More – “Creation Keeps the Devil Away”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Hess Is More – “Creation Keeps the Devil Away”
Nublu Records / 2011

Elektroniczno-organiczne egzorcyzmy.

W przypadku Mikkela Hessa lepiej nie mieć żadnych oczekiwań. Na jego płytach przetacza się mnóstwo gatunków; różnice występują nie tylko pomiędzy piosenkami na konkretnym albumie, lecz również pomiędzy kolejnymi krążkami. Można sobie oczywiście zadawać pytanie, czy Duńczyk pójdzie bardziej w stronę jazzu czy elektroniki, ale i tak pozostanie to w sferze domysłów do momentu premiery materiału.

Po pierwszym przesłuchaniu albumu “Creation Keeps the Devil Away” zastanawiałem się, gdzie podziała się elektronika. Kolejne kontakty zmusiły mnie do zrewidowania spojrzenia. Elektronika została w niektórych kompozycjach po prostu skrzętnie ukryta. Chciałoby się napisać o bardziej wyrazistym basie, ale czy faktycznie jest to jakakolwiek nowość? Jeden z jego największych hitów – “Yes Boss” – wyróżnia się przecież linią basową. Może te różnorodne wrażenia przy odbiorze płyty to kwestia proporcji, lecz z drugiej strony absurdalne byłoby doszukiwanie się jakiegoś wskaźnika Hessa w Hessie.

Tytuł pierwszego, trwającego niecałe dwie minuty kawałka zdradza właściwie wszystko, co najważniejsze; “Twelve Bells” to przede wszystkim niepozorne dzwoneczki. Muzyk lubi eksperymentować i rzucać słuchacza na głęboką wodę, pomiędzy nieprzystępnymi awangardowymi wycieczkami, a dyskotekowymi hitami. Po tym krótkim wprowadzeniu otrzymujemy pierwszą potężną dawkę elektroniki za sprawą “What’s on the Second Floor?”. Pulsujące dźwięki, tekstowo-instrumentalna tajemniczość i ten często u niego spotykany trans.

W następnych piosenkach elektronika majaczy głównie w tle, a główną rolę odgrywa bas. Przykładowo w “Burn”, które nawiązuje do “Burning Down the House” Talking Heads. Pod względem lirycznym jest także przednio: You can burn down our house as long as you let me know in time to get my stuff out. Tym specyficznym humorem ocieka wprost tytułowe “Creation Keeps the Devil Away”, a teledysk wcale nie ułatwia interpretatorom zadania – gdzie kończy się żart, gdzie powaga? Instrumentalnie centralną rolę pełni ponownie bas, dzięki charakterystycznej dla funku oktawowej technice gry.

“Call for Change” wykonane w duecie z Nomi Ruiz, pomimo niespieszności szybko zapada w pamięć, głównie wskutek emocjonalnych modulacji wokalnych. Bardziej dynamiczniejszy i zarazem dwukrotnie krótszy “Circling High” przynosi kolejnego kandydata na robaka usznego. Motyw grany przez wszechobecne idiofony stanowi świetne, pozytywne rozwiązanie napięcia. Dzwoneczki to zresztą słowo klucz w przypadku tego albumu Hessa.

Każdy utwór wydaje się być przemyślany, więc o genezie powstawania, inspiracjach, nawiązaniach można by stworzyć przynajmniej kilkudziesięciostronicową broszurkę. Warto jednak odkrywać poszczególne warstwy samemu, dlatego nie będę zdradzać więcej szczegółów. Faktem jest jednak, że Duńczyk nawet z czegoś tak prozaicznego jak liczenie (en, to, tre, fire, fem, seks) potrafi stworzyć coś fascynującego.

Łukasz Stasiełowicz


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (3 głosów, średnio: 7,67 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.