11.07.2017 07:59

Autor: Michał Wieczorek

Heather Trost – “Agistri”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy: |


Heather Trost – “Agistri”
L.M. Dupli-cation/2017

Udany debiut.

Heather Trost grała na debiucie Beirutu, od kilkunastu lat wraz z Jeremym Barnesem tworzy A Hawk and a Hacksaw, razem komponują muzykę do filmów. Jej skrzypce można usłyszeć na tak różnych płytach, jak “Thor and Friend” Thora Harrisa ze Swans czy “Blood Rushing” Josephine Foster. Gdzieś na boku, trochę w cieniu Heather robiła własne rzeczy, których kulminacją jest jej debiutancki album, “Agistri”.

Wcześniej ukazały się jej dwa wydania w mocno limitowanych nakładach. “La Selva Subterranea/Frozen Fields” to jej interpretacja indie popu. “Ouroboros” natomiast to dwa kilkunastominutowe, powoli rozwijające się, oparte na klawiszowych dronach impresje. Niby różnią się od siebie niczym dzień i noc, ale tak naprawdę łączy je więcej niż się pozornie wydaje. Muzyka na nich brzmi trochę surrealistyczne, trochę odrealnione, wykrzywione, psychodeliczne sny. Ten trop pojawia się także na “Agistri”, na którym Heather wybrała, krótkie, piosenkowe formy.

Tytuł zaczerpnięty od wyspy położonej niedaleko Attyki, obracanie się w ramach A Hawk and a Hacksaw w muzyce Południowej, Centralnej i Wschodniej Europy każe spodziewać się, że tym razem Trost sięgnie właśnie do muzyki tych regionów. Tak jest w istocie, ale Barnes i Trost zgodnie odcinają się od muzyki tradycyjnej w swoich poszukiwaniach poza AHAAH. Dla Heather największą inspiracją była włoska muzyka i grecka muzyka psychodeliczna z lat 70.

Skąpane w rozmarzonych i pastelowych brzmieniach klawiszy piosenki wywołują wrażenie wiecznego lata. Słońce wylewa się z każdego dźwięku, ciepłe, analogowe brzmienie grzeje niczym nadchodzący sierpień. “Agistri” jest płytą urokliwie niedzisiejszą (a może bezczasową, tak jak bezczasowa i odrealniona jest muzyka A Hawk and a Hacksaw), rozwija się niespiesznie, jakby rozleniwiona sjestą. Łatwo można ją przeoczyć, bo najciekawiej brzmi na słuchawkach, gdy można rozkoszować się jej bardzo przemyślaną konstrukcją. Tak naprawdę poza “Me and My Arrow”, bardzo bitelsowskim coverze piosenki Harry’ego Nilssona, nie ma tu ani jednego przeboju, ani jednej piosenki, która wpada w ucho za pierwszym razem. Mają w sobie jednak coś takiego, co każe do nich wracać. Kończące album “Three Feathers”, najbardziej filmowa kompozycja, ukłon w stronę pociągłości “Ouroborosa” złożony z nakładających się warstw klawiszy.

Choć zupełnie innymi środkami, Trost udało się osiągnąć podobny efekt, co na “Cervantine“, muzyki będącej poza czasem i na jego upływ odpornej.

Michał Wieczorek


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (2 głosów, średnio: 5,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.