31.08.2013 07:11

Autor: Jakub Buszek

Hanni El Khatib – “Head In The Dirt”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Hanni El Khatib  – “Head In the Dirt”
Innovative Leisure/2013

Porcja stylowego, garażowego rock’n'rolla.

Skateboarder, dyrektor kreatywny marki odzieżowej HUF, dyrektor artystyczny i właściciel wytwórni fonograficznej Innovative Leisure, w której wydaje własne płyty, fan nie tylko Led Zeppelin, Misfits, Black Sabbath, Van Morrisona i Nirvany, ale też A Tribe Called Quest i Mobb Deep. Hanni El Khatib. Jego nazwisko brzmi egzotycznie? Nic dziwnego, jego rodzinne korzenie to Filipiny i Palestyna. “Head in the Dirt” to drugi album urodzonego w San-Francisco muzyka, który obecnie rezyduje w Los Angeles. Wyprodukowana przez Dana Auerbacha płyta przynosi porcję stylowego garażowego rock’n’ rolla zamkniętą podobnie jak debiut w pół godzinie z okładem. Idealny czas trwania: znany z winyla (chociażby “Vincebus Eruptum” Blue Cheer i “Gris-Gris” Dr. Johna). Zbyt mało czasu, by znudzić odbiorcę, wystarczająco długo, by zaintrygować i przykuć jego uwagę.

Z czym kojarzą Wam się róża i czaszka na okładce płyty? Oczywiście Grateful Dead… Bardzo ciekawe nawiązanie do historii muzyki popularnej, nie będące przy okazji plagiatem, lecz raczej puszczeniem oka do zaprawionego w bojach widza/słuchacza. Klasyczne są też same kompozycje. Żadnej elektroniki, smyczków, wysublimowanych, wielopiętrowych aranżacji. Album został nagrany w niecały miesiąc i to moim zdaniem słychać -  jest surowy i świeży (najlepsze przykłady to “Pay No Mind” i “Family”). Pod indeksem nr 4 kryje się prawdziwy letni hit: “Penny”.

Nowy krążek Hanni El Khatiba to dzieło równe, każdy utwór ma tu swoje miejsce, dobrze słucha się go od początku do samego końca, a więc zamykającego kawałka o dosyć znamiennym tytule “House On Fire”.

“Head In Dirt” porównywany jest do Jona Spencera śpiewającego w The White Stripes. Jak mówi sam artysta, to “piosenki dla każdego, kto był kiedyś postrzelony lub potrącony przez pociąg”. I choć to raczej rodzaj ekspresyjnej metafory, coś musi w tym być. Za pomocą prostych środków: gitary, bębnów i wokalu (sporadycznie pojawiają się też organy Hammonda i organy Farfisa, sitar oraz fortepian), Hanni El Khatib przy udziale kilku kolegów (oprócz Dana Auerbacha wymienić należy Patricka Keelera i Bobby Emmeta) stworzył jedną z fajniejszych płyt tego roku. Bluesowa wibracja, energia, autentyczność. Tylko tyle i aż tyle… Plus ważna wskazówka – słuchać głośno!

Jakub Buszek


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (Jeszcze nie oceniano)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.