10.10.2013 09:05

Autor: Michał Stępniak

Haim – “Days Are Gone”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Haim - “Days Are Gone”
Columbia/Polydor/2013

Nie do końca udana zabawa w stylu retro.

O siostrach Haim zrobiło się głośno rok temu, kiedy pojawił się ich pierwszy singiel “Forever”. Można było się już wówczas zastanawiać, czy pozytywne głosy na temat pań nie są przesadzone. Piosenka niby w porządku, ale podobna do setek innych i obwoływanie sióstr gigantycznym objawieniem można było uznać za zbytnie ubarwianie rzeczywistości. Wkrótce zespół został jednak wybrany przez BBC na największą muzyczną nadzieję 2013 roku i sprawa stała się jeszcze poważniejsza. Doszły do tego wspólne koncerty z Vampire Weekend i Mumfords & Sons czy pojawienie się na jednej scenie z Primal Scream (wprawdzie tylko w charakterze chórków). Dodatkowo entuzjastycznie o Haim pisał jednocześnie Pitchfork, jak i NME, a sytuacja to spotykana niezbyt często. Coraz więcej tropów wskazywało na to, że siostry naprawdę zaprezentują coś wielkiego. Z drugiej strony można było podejrzewać, że panie rzuciły jakiś tajemniczy urok na krytyków lub też ci najzwyczajniej zwariowali. Sam postanowiłem zaczekać z wyrokiem na płytę, ale kolejne single budziły coraz większe wątpliwości. Kilka dni temu “Days Are Gone” wreszcie zostało zaprezentowane światu i mimo olbrzymich chęci zdania nie jestem w stanie zmienić – do grona ustawiających się na koncertach pod barierkami czy wieszających plakaty na ścianie na pewno nie dołączę. Z muzyką w 2013 roku nie jest tak źle, by całować siostry Haim po stopach.

Este, Danielle i Alana zaczynały karierę muzyczną w wieku typowo dziewczęcym (odpowiednio 14, 11 i 9 lat), występując, wraz ze swoimi rodzicami, w zespole Rockenhaim. Krok po kroku dojrzewały i uznały, iż granie coverów  The Eagles jest troszkę nudne. W 2007 roku zdecydowały się spróbować swoich sił na własną rękę, ale nagrania puszczane przez mamusię i tatusia pozostawiły jednak trwały ślad.  Na “Days Are Gone” proponują w konsekwencji sentymentalną podróż w lata, kiedy pop brzmiał nieco mniej plastikowo niż dzisiaj. Dodatkowo w ich utworach zauważalne są również wpływy folk rocka czy r’n'b. Pojawiające się niemal wszędzie porównania do Fleetwood Mac trafiają w sedno, ale od razu na usta ciśnie się pytanie – gdzie tej kopii do oryginału?

Haim z pewnością nie można odmówić profesjonalizmu, bo już sam dobór producentów był niezwykle ciekawy i gwarantował, że w tym aspekcie smaczki na pewno się pojawią. Odpowiedzialność za brzmienie spadła na barki Jamesa Forda (w CV ma wpisaną współpracę m.in. z Arctic Monkeys czy Florence and the Machine) i Ariela Rechtsaida (Vampire Weekend, Usher). Pod tym względem nie sposób nic płycie zarzucić, bo już jednorazowe przesłuchanie singlowego “Falling” pozwalało dostrzec, że panowie fuszerki nie odwalą i postarają się o pewne atrakcje dla ucha. Siostry postanowiły także skorzystać z pomocy innych osób i przykładowy tytułowy utwór powstał przy współpracy z Jessie Ware (najjaśniejszy moment albumu). Skoro wszystko jest tak wspaniałe, to czemu rezultat nie do końca spełnia oczekiwania? Problemem są same piosenki.

“Days Are Gone” to album mocno przeciętny. Zgadzam się wprawdzie z tym, iż każdy utwór to potencjalny hit, ale słowo “potencjalny” wydaje się tutaj kluczowe. Radość pojawia się szybko i równie szybko umyka. W konsekwencji piosenki jednym uchem wlatują, a drugim ulatują i sprawdzić się mogą idealnie jako np. podkład do gotowania obiadu, jazdy taksówką czy zakupów w centrum handlowym. “Days Are Gone” w warunkach pokojowych nie wzrusza, nie rusza i trochę nudzi. Pewnym problemem jest również to, że to co dziewczyny miały najlepszego zaoferowały jeszcze przed premierą płyty i, poza tytułowym utworem, żaden z pozostałych nie zbliża się poziomem do znanych wcześniej singli, czyli “Falling”, “Forever” czy “The Wire” (a to właśnie od nich rozpoczyna się płyta).  Nie przekonują ani ballady “If I Could Change Your Mind”, “Go Back”, radiowy “Honey & I”, hipnotyzujący “Let Me Go” czy melancholijny “Running If You Call My Name”. Największym dziwadłem wydaje się  nasączony lekką elektroniką i przesterowanymi gitarami utwór “My Song 5″, który prawdopodobnie miał być ukłonem w stronę muzyki alternatywnej.

Nie było trudno przewidzieć, że niemal każda piosenka na płycie będzie opowiadać o problemach czy radościach z bycia w związku. Mamy więc dylematy związane z rozstaniami, wspomnienia o pierwszych, wielkich miłościach, rozpamiętywanie straconych szans. Teksty przypominają nastoletnie wypisy z pamiętników, choć i zdarzają się refleksje w stylu: Back…when you were mine / I was too young to know you were the one to find. Generalnie w warstwie lirycznej żenady nie doświadczamy, aczkolwiek banałów pełno, choć tutaj chyba właśnie o to chodziło.

Najciekawsze w tej chwili staje się to, jaką drogę obiorą siostry Haim. Wydaje się, że  zabawa w retro następnym razem może się już totalnie nie udać, ale z drugiej strony istnieją przesłanki pozwalające stwierdzić, że panie głowy mają ciągle otwarte. Póki co tylko momentami “Days Are Gone” da się lubić i przy odrobinie dobrej woli przesłuchać z przyjemnością. A ten cały hype i traktowanie sióstr jako wielkiej nadziei? Bez przesady.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (10 głosów, średnio: 7,30 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.