04.12.2013 08:37

Autor: Mateusz Grzeszczuk

Gwiazda i support z jednego worka

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


Gwiazda i support z jednego worka
27.11.2013/Lublin

Relacja z koncertu Kamp! + Rebeka w lubelskim Graffiti.

Na koncertach bywa się dla głównej gwiazdy wieczoru. Choć mają nas stopniowo przygotowywać na tych z największych czcionek z plakatów, to często nudzą i męczą nasze uszy. Granica pomiędzy dwoma zespołami bardziej zatarta jest tylko w przypadku wielkich bandów. Bynajmniej wtedy warto przybyć wcześniej na koncert.

Środa wieczór, elektroniczne klimaty, koncert. Sytuacja w moim przypadku absurdalna – środek tygodnia, przysłowiowe “umca, umca”, a w tym wszystkim ja. Wybieram się w głównej mierze dla Kamp’ów, support – dotychczas nieznana mi Rebeka, którą mam nadzieję przeboleję. Wcześniej zaintrygował mnie plakat. Tak, tak i to właśnie o czcionkę chodzi. Można się śmiać z tego stwierdzenia, ale najwidoczniej organizatorzy koncertu, trasy, wrzucili dwie ekipy do “jednego worka o nazwie: prestiż”. Pozostał tylko czas i kolejność, no ale przecież ktoś musiał rozgrzać widownię!

Rebeka wchodzi na scenę. Oczywiście mój częsty egoizm i ślepota muzyczna  nie pozwoliły mi wcześniej dotrzeć do informacji o zespole. W pierwszej chwili myślałem, że mam do czynienia z zagranicznym artystą, doszukując się łamanej polszczyzny nawet w “Dzień dobry Lublin”. A tu heca!

Rebeka to duet, który początkowo był solowym projektem Polki Iwony Skwarek. Co słyszę? Świetną dawkę eksperymentalnego popu zmieszanego z elektroniką. Doszukuję się liryki, po czym zaczynam podrygiwać, podskakiwać, aż w końcu daję się ponieść. Tak właśnie zostałem kupiony, będąc jednocześnie zaskoczonym i zadowolonym, że nie chciałem o projekcie grzebać wcześniej w internecie. Jeden aspekt, który doprowadzał mnie do irytacji – rozgadana publiczność, która w pewnych momentach występu Rebeki nie spłacała swojego długu wobec świetnie grającej grupy. Powróciwszy do zacisza domowego, odpalając utwory, moja złość minęła. Daję jej bowiem maksymalnie rok, aby publiczność zaczęła krzyczeć, piszczeć i nucić już wtedy – znane piosenki.

“Elektroniczna trójka” weszła na scenę po kilkunastu minutowej przerwie. Kamp! – bezdyskusyjnie najlepsi na polskiej scenie elektronicznej. Fani doskonale przyjęli wszystkie koncertowe kawałki, pomimo tego, że to “Cairo” i “Melt” przejęły monopol na podnoszenie temperatury. Przed wizytą w Graffiti zastanawiałem się, jak wypadnie wokal Tomka, świetny zresztą w warunkach studyjnych. Wokalista oczywiście poradził sobie bezbłędnie i pozostaje nam tylko zastanawiać się, jak poradziłby sobie w całkiem odmiennym nurcie. Czekamy na Kamp! akustycznie! Z koncertu wyszedłem mokry, roztańczony, marząc jednocześnie o przenosinach w lata 80. Najlepiej do Londynu, a na jaki koncert to już przecież wiadome.

Mateusz Grzeszczuk
fot.: Michał Włodarczuk




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.