06.11.2014 10:00

Autor: Michał Stępniak

Grouper – “Ruins”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Grouper – “Ruins”
Kranky/2014

Pocztówka sprzed trzech lat.

Nigdy nie byłem wielkim fanem dokonań Liz Harris. W przeciwieństwie do innych nie padałem na kolana, nie umieszczałem w czołówce podsumowań, ani nie decydowałem się na używanie górnolotnych epitetów. Przyciśnięty do ściany mógłbym w sumie przyznać, iż określenie “piękne” w odpowiednich okolicznościach byłoby na miejscu. Tym razem o tego typu oświadczenie mogłoby być trudniej.

Najnowsza produkcja Grouper wielkich rewolucji nie przynosi. “Ruins” nie jest rezultatem ostatnich poczynań artystki. Album powstał w 2011 roku, kiedy Harris w nadmorskiej miejscowości w Portugalii oddawała się spacerom, analizowała swoje życie, szukała inspiracji, a w przerwie nagrywała piosenki na 4-śladowy magnetofon. Teraz postanowiła do tego materiału wrócić, a dodatkowo w jednym z ośmiu utworów zgromadzonych na albumie sięga jeszcze dalej w przeszłość i prezentuje nagranie sprzed dekady (11-minutowe “Made of Air”). W zamierzeniu mieliśmy więc otrzymać “dokument”, pocztówkę z pewnego etapu jej życia.

Na “Ruins” do uszu dobiegają co pewien czas rozmaite odgłosy (żaby, owady, deszcz, burza), ale na pierwszy plan wychodzi zdecydowanie Harris i pianino. Otrzymujemy album, który stanowi niejako pochwałę samotności i, podobnie jak za poprzednimi razami, łatwiej wskazać okoliczności, które nie sprzyjają odbiorowi płyty niż te będące najodpowiedniejsze. Odsłuch wymaga skupienia i cierpliwości. Tylko, że tego typu poświęcenie w tym przypadku nie do końca przynosi satysfakcję. “Ruins” pełne jest smutnych opowieści, których streszczenie mogłyby świadczyć o tym, iż jest to album przepełniony desperacją (maybe you were right when you said I’ve never been in love), choć większości liryków i tak nie sposób dokładnie usłyszeć. Na płycie chodzi przede wszystkim o subtelność, melancholię i rzucanie uroku. Album ma wrzynać się do głowy, wprowadzać spokój, zmuszać do przeżywania. Celu jednak nie udało się całkowicie osiągnąć. Po wszystkim pozostaje niedosyt. Jeśli bowiem do innych podobnych płyt z wytwórni Kranky chce się wracać, to z “Ruins” tego typu potrzeby nie odczułem ani przez moment. W porównaniu do poprzednich dokonań artystki, brakuje tutaj utworu, który totalnie by uwodził i aż prosił o naciśnięcie przycisku “repeat”. Nie do końca przekonuje mnie także tło płyty. Rozumiem, że niektórzy mają potrzebę dorabiania mniej lub bardziej absurdalnych historyjek do albumu, ale dołączenie zupełnie nie pasującego “Made of Air” wiąże się raczej z koniecznością wypełnienia materiału (bez tego utworu płyta trwa niecałe pół godziny) niż chęcią pokazania skąd wywodzi się autorka czy, jak ktoś tam chciał, o retrospekcję w retrospekcji. Może lepiej było po prostu wypuścić EP-kę?

Rozumiem, że “Ruins” potrafi urzekać, a strategia Harris może wielu słuchaczom imponować. Jak dla mnie czegoś tutaj jednak brakuje, przede wszystkim czegoś, co byłoby w stanie bardziej poruszyć. Zabrakło może większej ilości pracy albo i iskry bożej. Z łatwością przychodzi mi wskazanie lepszych albumów Grouper. Ktoś napisał, że “Ruins” to główny kandydat do płyty roku, dla mnie raczej do rozczarowania.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (10 głosów, średnio: 6,50 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.