20.09.2012 07:00

Autor: Michał Stępniak

Grizzly Bear – “Shields”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Grizzly Bear - “Shields
Warp/2012

Gorzej, ale i tak dobrze.

Poprzednia płyta Grizzly Bear, “Veckatimest” to był album, który w pewien sposób odmienił mój muzyczny (i nie tylko) światopogląd. Nie ulega bowiem wątpliwości, że każde piękno odciska swój ślad, a świat bez “Two Weeks” i kilku innych utworów nie byłby takim samym światem. Minęły trzy lata i panowie postanowili wrócić. Od początku miałem pewność, że będzie gorzej, bo nie sposób dwa razy z rzędu zaproponować czegoś tak wspaniałego. Kwestią kluczową stało się to, jak daleko znajdą się od ideału, czyli poziomu, który sobie narzucili. Odpowiedź jest następująca: dość niedaleko, ale jednak różnica jest doskonale słyszalna. Po prostu “Shields” to, mimo wielu zalet, jednak nieco mniej intrygująca opowieść.

Na najnowszej produkcji zaskoczeń w zasadzie nie ma i jeśli wcześniej mieliśmy oczekiwania co do kolejnej płyty Grizzly Bear, to zostały one spełnione. Nie wiem, czy traktować to w konsekwencji jako wadę. Nikt nie zabrał panom talentu, a i nazwę kapeli  można śmiało odgadnąć już po “kilku pierwszych nutkach”. W wywiadach członkowie ochoczo opowiadali o tym, jak silnymi są osobowościami, ale dorosłość sprawiła, iż odkryli, że w zespole najlepiej sprawdza się demokracja. Śmiem wątpić, czy tak naprawdę jest. Oczywiście, panowie nie zapomnieli o melancholii, wokale dalej chwytają za serce, ale czegoś najwyraźniej brakuje. Najbardziej uderzająca staje się spójność, która w przypadku takiego zespołu jak Grizzly Bear może być traktowana jako mały sabotaż. Zaczyna się iście epicko. W “Sleeping Ute” dzieje się tak wiele, że aż być może za wiele. Od razu słychać też, że panowie postanowili skorzystać w większym stopniu z możliwości, jakie daje taki instrument jak gitara. Potem nadchodzi “Speak In Rounds”, dość średni utwór, który mógłby się spokojnie znaleźć na płycie Fleet Foxes. Im dalej, tym piękniej, ale i tak powstaje wewnętrzne przekonanie, że mogłoby go być więcej. “Yet Again” to  utwór, który sprawdza się idealnie jako singiel promujący album, choć w zasadzie niczym szczególnym się nie wyróżnia. Podobnie nie zaskakuje “The Hunt” , ale to właśnie po tej piosence  “Shields” wreszcie zaczyna się rozwijać, by ostatecznie wprawić w zachwyt. “A Simple Answer”, “What’s Wrong” i “Gun – Shy” powodują, iż serce bije mocniej, a słowo “klimat” nabiera odpowiedniego znaczenia. To, co najlepsze panowie zostawili jednak na koniec. “Half Gate” umiejętnie łączy melodyjność i nienachalną epickość, zaś “Sun In Your Eyes” jest w stanie pozostawić słuchacza z szeroko otwartymi ustami. Takie utwory spokojnie mogłyby trwać o dziesięć minut dłużej.

Każdy kolejny raz spędzony w towarzystwie “Shields” odkrywał dla mnie coś nowego, ale zawsze obok pozytywnych reakcji, pojawiał się niedosyt. Raz – trochę to za krótkie, drugi – za mało kombinowane, a za trzecim przeszkodą okazywała się pierwsza, zdecydowanie słabsza połowa płyty. Można przede wszystkim żałować, iż na albumie zabrakło utworu na miarę “Two Weeks”…

Na łamach “New Musical Express” pojawiła się opinia, że album można podziwiać, ale trudno się w nim zakochać. Coś w tym stwierdzeniu jest prawdziwego. Panowie sami sobie są winni, bo czy kazał im ktoś nagrywać trzy lata temu zjawiskową płytę?

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (13 głosów, średnio: 7,69 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.