07.04.2015 08:00

Autor: Kuba

Godspeed You! Black Emperor – “Asunder, Sweet and Other Distress”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Godspeed You! Black Emperor – “Asunder, Sweet and Other Distress”
Constellation Records/2015

Na północy bez zmian.

Myślę, że nikt nie będzie zaprzeczał temu, że Godspeed You! Black Emperor to gigantyczna instytucja post-rocka. Kanadyjczycy w swoich latach świetności udowadniali niejednokrotnie, że muzyczna komuna, którą sobie utworzyli, jest świetnym przykładem tego, jak wymknąć się systemowi, grać swoje i uzyskać przy tym uwielbienie całego świata. I tym razem nie przejmując się niczym, wyrzucili w eter swój drugi po długoletniej przerwie krążek, “Asunder, Sweet And Other Distress”.

Dla osób, które widziały Godspeedów m.in. na OFFie w 2013, materiał nie jest sam w sobie zaskoczeniem, ponieważ jest to praktycznie ta sama wersja koncertowego utworu “Behemoth”, który muzycy grają już od 2012 roku. Nie jest to pierwszy tego rodzaju wybryk – “Mladic” pochodzący z pierwszego post-powrotowego albumu, “Hallelujah! Don’t Bend! Ascend!”, to swoista wariacja “Albaniana”, który mogliśmy chociażby usłyszeć na koncercie grupy w poznańskim Eskulapie w 2011. Na nowym God’s Pee zaskakuje pewna rozbieżność, ponieważ od czasów “Slow Riot for New Zero Kanada” nie mieliśmy tak zwartej kompozycyjnie płyty (całość zamyka się w okolicach 40 minut), z drugiej strony indeksy łączą się w całość, ale uderzają w siebie z zupełnie dwóch odmiennych biegunów. “Peasantry or ‘Light! Inside of Light!” i “Piss Crowns Are Trebled” to świetne, krótkie formy, w których GY!BE nie boi się eksperymentować z uproszczeniem swojego wielowarstwowego grania i postawieniem na proste patenty, które w odpowiednich rękach mogłyby zabrzmieć nawet w kategorii rocka stadionowego (ostatnie 6 minut płyty!). Z drugiej,piosenkowość pierwszego i ostatniego indeksu nie istniałaby samoistnie, gdyby nie “Lambs’ Breath” i “Asunder, Sweet” – dronowe przedsięwzięcie ustawione w środku płyty, rozbijające poukładane struktury, gdzie słyszymy przede wszystkim zabawę formą i natężeniem, która przypomina nam, że to jest ten Godspeed, który nigdy nie pójdzie na kompromis.

Wiadomo, że to już nie są ci anarchiści, którzy robili koncerty w 20 osób na zadupiach Kanady, tylko światowej sławy muzycy, choć wciąż potrafią zaskoczyć. Przecież wygrali Polaris Prize w 2013 (kanadyjska nagroda muzyczna), ale oddali pieniądze na rzecz programu nauczania muzyki w więzieniach. Rzadko ujawniają się w mediach, ale jak już to zrobią, powstaje taki wywiad. Choć mówi się na nich legendy, ciągle eksperymentują ze skostniałą formułą, którą mają od prawie 20 lat. Wcale nie muszą wydawać albumów, mogą odcinać kupony od swoich majstersztyków, ale ciągle próbują i nie idzie im przy tym źle. Za pomocą “Asunder…” po raz kolejny byli w stanie zrekompensować się za lata absencji (i za Yanqui U.X.O). Album jest podbródkowym dla wszystkich dzieciaków chcących bawić się w post-rocka, który mówi, że król jest tylko jeden. Do tego oddycha jeszcze bardzo głęboko.

Kuba Serafin


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (5 głosów, średnio: 8,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.