29.12.2012 14:44

Autor: Katarzyna Borowiec

Godspeed You! Black Emperor – “Allelujah! Don’t Bend! Ascend!”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Godspeed You! Black Emperor – “Allelujah! Don’t Bend! Ascend!”
Constellation/2012

Najpiękniejsza muzyka na świecie.

Kanadyjscy królowie post-rocka wydali nową płytę po dziesięciu latach. Zespół niedawno odnowił działalność po długiej, trwającej kilka lat przerwie. Materiał na “Allelujah! Don’t Bend! Ascend!” powstał jeszcze za złotego okresu ich działalności, około 2003 roku, a każdy porządny fan Godspeeda znał dwa główne utwory pod tytułami “Albanian” i “Gamelan”. Formacja nigdy nie miała zbyt dobrego zdania o przemyśle muzycznym, dlatego żaden z członków nie miał nic przeciwko nagrywanym przez fanom bootlegom – w sieci krąży mnóstwo materiału z koncertów grupy. “Gamelan” uważałam zawsze za jeden z najpiękniejszych kawałków wśród swoich zbiorów tego rodzaju. Bo właśnie – od razu uprzedzam, że to będzie mniej recenzja, a bardziej hymn na cześć, gdyż pisany jest przez oddanego czciciela Godspeed You! Black Emperor.

Piąta płyta najlepszego zespołu na świecie rozpoczyna się utworem “Mladic”, czyli dopracowanym “Albanian”. Utwór jest dłuższy – w wersji koncertowej miał około szesnastu minut, teraz czas jego trwania wynosi 19:54. Rozpoczyna się znakiem firmowym Godspeeda – nagraniem głosów. Tym razem nie są to wypowiedzi cechujące się szczególnym pięknem, to raczej odgłosy chwytane z oddalenia. Muzyka wchodzi delikatnie – smyczkowymi dronami, gitarowymi pojękiwaniami. Oprócz standardowego instrumentarium Kanadyjczyków, gitar elektrycznych i basowych, perkusji i skrzypiec, na albumie pojawiają się także dźwięki dobywane z keyboardu, cymbałów górskich, wibrafonu, marimby, dzwonków orkiestrowych i liry korbowej. Zza ściany pierwszej klasy gitarowego łomotu słychać tu i ówdzie delikatne dźwięki tych instrumentów. “Mladic” jest pełen mocnych dźwięków, przywodzących na myśl wszystkie zespoły post-rockowe, które ruszyły śladem swych kanadyjskich ojców i wyeksploatowały to potężne, gitarowe brzmienie przez ostatnie lata. Godspeed jednakowoż nadal brzmi fantastycznie – mimo iż, a pewnie nawet właśnie dlatego, że swego brzmienia nie zmienił. Efrim Menuck i jego kompani wydali w 2012 roku materiał godny swych kompozycji z początku wieku – dwudziestominutowe, monumentalne utwory, w których gra ciszy z hałasem, porządku z chaosem, liryzmu z brutalnością i zmiany tempa są dopracowane do absolutnej perfekcji.

“Their Helicopter’s Sing” to, podobnie jak “Strung Like Lights At Thee Printemps Erable”, kilkuminutowe dronowe przerywniki. W zasadzie nic specjalnego, ale nie można powiedzieć, żeby utwory te były zwykłymi wypełniaczami. Przeciwnie – pasują tu idealnie i bez nich czterdziestominutowy atak muzycznego piękna byłby pewnie trudniejszy do przetrwania. Po tak dużej dawce zachwycających dźwięków potrzebna jest bowiem przerwa. Gitarowe buczenie utrzymane jest w najodpowiedniejszym klimacie, dlatego świetnie nadaje się do tego zadania, pozwalając słuchaczowi ochłonąć. Taki moment uspokojenia potrzebny jest zwłaszcza po “We Drift Like Worried Fire” – zapewne dlatego drugi z wymienionych kawałków przejściowych jest dłuższy…

“Gamelan” w wersji studyjnej to majstersztyk. Zapiera dech w piersiach tak jak potrafi to zrobić tylko “The Dead Flag Blues” albo “Sleep”. Tym razem utwór został nieco skrócony (wersja live ma prawie pół godziny) co wyszło mu na korzyść, choć oczywiście nie można tego do końca ocenić porównując wymuskane nagranie do hałaśliwej koncertówki. Efektem jest w każdym razie niecałe dwadzieścia minut czystego piękna. Muzyka Godspeed You! Black Emperor jest monumentalna i przenosi wiele emocji, ale w moim odczuciu nie można jej jednoznacznie określić – nie jest ani smutna ani wesoła, jest po prostu źródłem pełnej satysfakcji estetycznej. “We Drift Like Worried Fire” przez trzynaście minut pieczołowicie szykuje kulminację, która jest w stanie rozłożyć słuchacza na łopatki. Takiego budowania napięcia nie ma w najlepszych filmach. Kiedy do gitar i wibrujących smyczków dołącza marszowy rytm, powstaje chwila jak przed rozstrzelaniem – można modlić się o rozwiązanie żarliwiej niż o ratunek w ostatniej chwili dla Marleny Dietrich. I ten moment przychodzi, w glorii i chwale pojawia się niezwykłej urody smyczkowa melodia, która unosi nas wprost do nieba. I kiedy można było pomyśleć, że to jest szczyt, następuje wyciszenie i jeszcze jeden, ostateczny punkt kulminacyjny, w którym smyczki są lepiej wyodrębnione z tła. Nie można nie umrzeć z zachwytu. Cztery minuty ekstazy.

Muzycy Godspeed You! Black Emperor są mistrzami w tworzeniu pięknych momentów – krótkich fragmentów, które bez poprzedzających ich wielu minut dźwięków nie byłyby w stanie ujawnić całego swego uroku. Mam nadzieję, że będą takie płyty nagrywać jeszcze wiele razy.

Katarzyna Borowiec


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (17 głosów, średnio: 7,82 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.