22.04.2014 08:06

Autor: Kuba

God Is an Astronaut we Wrocławiu – relacja

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


God Is an Astronaut we Wrocławiu – relacja

Wrocław/17.04.2014

Wciąż najlepsi!

Jak wczoraj pamiętam gig Irlandczyków, którzy zagrali wspaniały set niemal równo trzy lata w tym samym miejscu, przez co niezmiernie ciekaw byłem tematu. W końcu zdążyli w międzyczasie nagrać album “Origins”, który swoją strukturą i podejściem do rocka instrumentalnego trochę się wyróżnia od poprzednich dokonań (już) kwintetu. Większa ilość wokaliz, uzależnienie od elektronicznych fragmentów i ogromna ilość efektów wykorzystanych do utworzenia specyficznego brzmienia instrumentów mogła stać się sporą przeszkodą w wykonywaniu utworów na żywo, dlatego tym chętniej wyruszyłem do Firleja, by skonfrontować wyobrażenia z rzeczywistością.

Zanim jednak udało mi się usłyszeć God Is an Astronaut, przebrnąć musieliśmy przez występ zespołu wspierającego – This Great End – znanego we wrocławskim środowisku wypełniacza, którego swego czasu dało radę zobaczyć WSZĘDZIE na koncertach. Najwyraźniej inne miasta miały ciekawsze propozycje, skoro na polskiej trasie God Is an Astronaut dało radę zobaczyć Servants of Silence czy Sounds Like the End of the World. Chłopcy wydali płytkę “Endless Trip/Dreamless Sleep”, który premierę miał gdzieś pod koniec zeszłego roku. Jak ich muzyki nie lubiłem, tak dalej ich słuchać nie potrafię, choć nie można odmówić im progresu od momentu, gdy ostatni raz widziałem zespół na scenie. “Mercury” czy “We Don’t Solve Problems, We Cause Them” zabrzmiały tak, jak powinny, choć bez większego szału. Publiczność Firleja jednak przyjęła grupę bardzo ciepło, więc kim jestem, żeby oczerniać chłopaków. Czekam na nową, lepszą płytę, wtedy pierwszy będę bić się w pierś krzycząc mea culpa.

Na szczęście, lekko zgorzkniały humor poprawiła mi grupa, na której powrót czekałem kilka lat. God Is an Astronaut bez pardonu wkroczył z mikro-zestawem z ostatniego albumu. “Weightless” i “Transmissions” trochę mnie uspokoiły, bo od wejścia zostaliśmy potraktowani akustyczną bombą, sonicznym destruktorem, który utrzymał poziom jakości brzmienia na płycie. Tutaj wielkie brawa dla Firleja za to, że nie zostaliśmy potraktowani wywracającym wszystko basem, tylko pięknie rozłożonym spektrum. Po raz kolejny powtarzam, że jest to jedno z ciekawszych miejsc koncertowych w kraju, które zasługuje zdecydowanie na jeszcze większy rozgłos (strasznie żałuję odwołanego Asymmetry w tym roku, trzymam kciuki za kolejną edycję!).

Wracając jednak do zespołu, pierwszą, zasadniczą rzeczą do zauważenia był fakt, że tym razem nie tylko Torsten Kinsella bawi się w gospodarza imprezy spod znaku pocztowego rocka, Jamie Dean – ten sam Jamie, który trzy lata temu schowany był za syntezatorami, wyrósł na pełnoprawnego członka zespołu, który swoją młodością i wigorem unosi cały zespół do góry. On również był najbardziej kontaktowym muzykiem ze sceny, z godnością próbując powiedzieć nieśmiertelne “dziękuję”, machając rączkami w stylu “here comes the drop” czy krzycząc “WROOOOOOCŁAW” przed wejściem kolejnej ściany dźwięku. Drugim novum był większy ciężar utworów, przede wszystkim tych starszych, które bardziej opierały się na brzmieniu niegdysiejszego tria, tym razem wzbogaconego o solidne brzmienie drugiej gitary.

Dziewiętnaście utworów, jakie zaprezentowali muzycy God Is an Astronaut to przekrój ich twórczości. Przede wszystkim były to kompozycje z ostatniego “Origins” – oprócz wspomianych wcześniej “Weightless” i “Transmissions”, Irlandczycy zagrali m.in. fenomenalną “Calistogę” z grubaśnym riffem wejściowym czy “Red Moon Lagoon”, która służyła jako rozkręcacz imprezy na wejście grupy na bis. Poza tym usłyszeliśmy także sporą część genialnego “All Is Violent, All Is Bright” z tytułowym kawałkiem na czele oraz takie hity jak “Fire Flies And Empty Skies” czy niezapomniane wykonanie “Fragile” oraz kilka hiciorków z innych wydawnictw, jak “Worlds In Collision” z “Age of the Fifth Sun” czy jeden z najmocniejszych punktów programu – “Echoes” z albumu self-titled, który swoją energią niemal rozsadził ciasno spakowaną publiczność Firleja.

Sporą niespodzianką było także zagranie kompozycji “Dark Passenger” (przynajmniej o takiej nazwie mówią internety), która zapowiada kolejny album grupy. Oszałamiające gitary łamane ciężkim rytmem, do tego wokalizy, których nie sposób ominąć. Czuć można, że jeśli GIAA podąży taką ścieżką, możemy mówić o dumnym kontynuatorze tradycji najlepszych post-rockowych evergreenów tej kapeli. Ja się jaram, bardzo się jaram. Jedyne, co można grupie zarzucić, to fakt, że taką samą setlistę zagrali wszędzie, ale domyślam się, że było to z czysto praktycznych pobudek, a nie dziadostwa. Nie zmienia to jednak faktu, że od pierwszej do ostatniej minuty wybrzmiewały cudowne dźwięki, trwający prawie dwie godziny spektakl, który zostawił mnie w szoku i niedowierzaniu, że można wciąż grać tak pięknie, tak czysto, tak głośno.

Siedem albumów, masa koncertów, rzesza fanów, co potwierdza chociażby fakt, że jest to kolejny wyprzedany koncert grupy we Wrocławiu! God Is an Astronaut wciąż pozostają w czołówce kapel rocka instrumentalnego i są w dobrej pozycji, by wciąż dłubać w swoim brzmieniu, eksperymentować w celu ogarnięcia jeszcze lepszej, jeszcze potężniejszej muzyki. Zdecydowanie duża w tym zasługa Deana, który wniósł masę świeżości do lekko zardzewiałego konstruktu, ale bracia Kinsella to wciąż klasa sama w sobie. Do tego bębny Stephena Whelana, które dokręcają tryby do właściwego poziomu. Pomimo wyraźnego zmęczenia pod koniec trasy, zespół dał z siebie maksimum, aż miło było widzieć tę czystą radość ze sceny. Jedyne, czego żałuję tak naprawdę z tamtego cudownego wieczora, to złej publiczności – kucowatej, metalowej, bananowej młodzieży, która chyba do końca nie wiedziała, że to nie koncert Slayera i cebulowate darcie mordy “napierdalać” nie wpłynęło pozytywnie na jakość odbioru koncertu – Polacy, potrafimy lepiej! Poza tym cud, miód i delay, oby tak dalej. Czekam na więcej, czekam na znów!

PS Zdjęć nie robiłem, bo nie umiem, ale pod tym adresem znajdziecie bardzo ładny album udostępniony przez Firlej.

Kuba Serafin




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.