05.07.2011 10:28

Autor: Michał Wieczorek

Fucked Up – “David Comes to Life”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Fucked Up – “David Comes to Life”
Matador/2011

Miłość, śmierć i odkupienie w fabryce żarówek.

Kanadyjczycy porwali się na coś niezwykłego w punku, a w hard core’rze w szczególności. Nagrali album koncepcyjny. Do tej pory najsłynniejszą próbą zmierzenia się z tym tematem w świecie trzech akordów nagrał Green Day, ale nie była oni ani udana, ani dobrze przyjęta w środowisku. To ostanie nie dziwi, bo przecież punk wyrósł na sprzeciwie wobec długich form rocka progresywnego. “David Comes to Life” nie dość, że trwa ponad godzinę, to jeszcze nie tylko albumem koncepcyjnym, lecz rock operą w stylu “Tommy’ego” The Who. Nie traci przy tym nic ze swojej punkowości.

Tytułowy David Eliade jest na poły fikcyjną postacią, która towarzyszy Fucked Up od początku ich działalności.  Napisali już o nim kilka piosenek: ta, od której wzięła nazwę ich najnowsza płyta, pojawiła się na ich długogrającym debiucie, “Hidden World”. Teraz umieścili Davida w fikcyjnym miasteczku Byrsdale Spa w Wielkiej Brytanii. Pracuje w fabryce żarówek i zakochuje się w Veronice, lewicowej aktywistce. Ich uczucie przerywa tragiczna śmierć dziewczyny, co popycha go do samobójstwa. W tle pojawiają się służby specjalne i jeszcze jedna kobieta, Vivian. Momentami fabuła zbliża się do klasycznej tragedii greckiej, a poprzez nagromadzenie wątków i niezwykłych zdarzeń do serialu. Tyle o fabule, bo choć jest ona niezwykle interesująca, pozostaje w cieniu muzyki. Nie tylko z powodu krzykliwego wokalu Damiana Abrahama.

Można pomyśleć, że ten wokal to wszystko, co zostało z hardcore’u w muzyce FU. Przez 10 lat przeszli długą drogę i rzeczywiście odsunęli się od punkowego schematu, jednak podejście do grania i niezwykłe zaangażowanie każą nadal umieszczać ich w tej szufladce. Co więcej, sami uważają się za część środowiska, choć duża jego część dawno postawiła na nich krzyżyk.

Fucked Up konsekwentnie poszerzają spektrum swojej muzyki. Większość fragmentów mogłaby się znaleźć na płytach klasyków indie rocka, a ich przebojowość momentami ociera się o listy przebojów. Abrahamowi często w refrenach towarzyszą goście, którzy uwypuklają tę przebojowość. Imponujący jest też rozmach całego przedsięwzięcia. Wraz z płytą ukazały się specjalne single z dodatkowymi utworami poświęconymi czwórce głównych bohaterów. W ramach Record Store Day pojawił się album “David’s Town”, na którym Fucked Up, wraz z zaproszonymi wokalistami, stworzyli składankę fikcyjnych zespołów z Byrsdale Spa.

Tym, co sprawia, że “David Comes to Life” można postawić półce między “Tommym” a “London Calling” jest oczywiście umiejętność pogodzenia dwóch zupełnie innych muzycznych światów, ale nie tylko. Ten potężny materiał po prostu się nie nudzi. 17 utworów i ani jednej wpadki. Można powiedzieć, że same hity. Robi to jeszcze większe wrażenie, gdy uświadomimy sobie, że FU poruszają się nadal w mocno ograniczonej konwencji i wycisnęli z niej wszystko, co się da.

No właśnie, wydaje się, że powiedzieli wszystko i “David Comes to Life” stanie się ich płytą życia. Może tak być, ale Kanadyjczycy nie raz już pokazali, że zaskakiwać to oni potrafią.

Michał Wieczorek


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (8 głosów, średnio: 7,13 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.