12.07.2011 10:47

Autor: Michał Stępniak

Friendly Fires – “Pala”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Friendly Fires – “Pala”
XL/2011

Idealna wakacyjna płyta.

Z “Pala” Friendly Fires jest jak z komercyjnym filmem 3D. Niby niektórym może się tego typu dzieło podobać, ale po projekcji trudno o jakąkolwiek refleksję. Chodziło przecież tylko i wyłącznie o dobrą zabawę. Odpowiedź na pytanie, czy będziemy chcieli jeszcze z tego rodzaju rozrywki skorzystać, pozostaje już kwestią ściśle indywidualnych potrzeb i gustów.

Drugi album Friendly Fires sprawia przyjemność tylko w momencie słuchania, a potem trudno nawet przypomnieć sobie, które momenty były słabsze, a które wywoływały gęsią skórkę. Ciężko mi zatem uwierzyć, że dla kogoś na tej planecie Friendly Fires jest ulubionym zespołem. Tak samo nie jestem w stanie wyobrazić sobie totalnie negatywnego nastawienia do tworzonej przez nich muzyki. Do historii z pewnością nie przejdą, ale chwilową radość mogą zapewnić chyba każdemu słuchaczowi.

Tytuł płyty nawiązuje do ostatniej książki Aldousa Huxleya “Wyspa”, opisującej odciętą totalnie od świata społeczność wyspy Pala, której “idealistycznej” (wszechobecny seks, narkotyki) egzystencji zagrażają dyktatorskie zapędy władcy pobliskiego państwa.  Friendly Fires zainteresowani są raczej fragmentami opiewającymi radość życia, bo oto w tytułowym utworze słyszymy:  It’s quiet here / Breathing life up here / In Pala.

W Internecie spotkałem się z taką opinią: “Pala” to klubowa muzyka dla ludzi, którzy nie lubią klubowej muzyki. Jest w tym bardzo dużo prawdy i jestem tego najlepszym dowodem. Jeśli odczuwamy potrzebę szufladkowania, to gatunek ‘pop indie’ wydaje się w przypadku Friendly Fires najodpowiedniejszy, ale raczej z przewagą tego pierwszego określenia. Każdy z utworów jest zachętą do tańca i nie na darmo słowa “słońce” i “miłość” pojawiają się kilkakrotnie. Jeśli ktoś nie lubi lata, to nie ma czego tu szukać. Najlepsze zespół prezentuje na samym początku, bo “Live Those Days Tonight” z pewnością wychodzi przed szereg. Kwestią sporną pozostaje, czy przypadkiem “Paris” i “Jump In The Pool” z debiutanckiego albumu nie posiadały zdecydowanie większego natężenie przebojowości. Powtarzanie  motywów staje się bowiem w niektórych chwilach zbyt męczące. Kluczowym momentem “Pala” wydaje się “Blue Casette”, w którym Ed Macfarlane śpiewa o odnalezionej w ogrodzie kasecie magnetofonowej, przywołującej wspomnienia. Friendly Fires, podobnie jak na debiucie, uśmiechają się w stronę przeszłości i z tęsknotą patrzą na lata osiemdziesiąte.  Narzekać nie mam jednak zamiaru, bo czasami chodzi przecież tylko o to, by dobrze się bawić, a Friendly Fires taką możliwość dają.

Nie ulega wątpliwości, że debiutancki album Friendly Fires sprawił mi o wiele więcej radości. Wydaje się także, że krok naprzód nie został poczyniony. Zastanawiające jest to, czy zespół postanowi następnym razem być zdecydowanie odważniejszy czy też pozostanie wierny wybranej przez siebie stylistyce. Druga opcja może być gwoździem do trumny…

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (12 głosów, średnio: 7,75 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.