11.05.2011 14:24

Autor: Michał Wieczorek

Foo Fighters – “Wasting Light”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Foo Fighters – “Wasting Light”
RCA/2011

Głośno, głośniej, najgłośniej. Foo Fighters wracają do formy.

Poprzednia płyta Foo Fighters jest zdecydowanie ich najsłabszą. Rozlazła, ze słabymi jak na nich piosenkami, nijaka. Po “Echoes, Silence, Patience & Grace” zespół postanowił zrobić sobie przerwę. Dave Grohl wykorzystał ją na powrót do bębnów i współpracę z Johnem Paulem Jonesom oraz Joshem Homme. Płyta Them Crooked Vultures to jeden z najlepszych punktów 2009 roku. Taylor Hawkins reaktywował swój poboczny projekt Taylor Hawkins & the Coattail Raiders, w którym za perkusją i mikrofonem, wspierany przez ex-basistę Jane’s Addiction Chrisa Chaneya oraz Gannina Arnolda daje upust swojej fascynacji Queen i hard rockiem lat 80. Na fali powrotów wrócili też Sunny Day Real Estate z Nate’m Mendelem. Do stałego składu zespołu wrócił Pat Smear, który już od 2006 roku jeździł z nimi w trasy.

Tak wzmocnieni Foos mieli wg słów Grohla nagrać najmocniejszą płytę w karierze. Jeśli się zastanowić, to miał rację. “In Your Honor” sprzed sześciu lat, która do tej pory dzierżyła w tej dyscyplinie palmę pierwszeństwa, to dwie zupełnie różne płyty. Pierwsza – właśnie tak mocno rockowa, druga natomiast to akustyczny, delikatny krążek. Gdyby “IYH” składało się tylko z pierwszej płyty, to byłby remis. Tak jednak nie jest, więc “Wasting Light” wygrywa. Czemu trudno się dziwić, skoro jest tu najostrzejszy utwór w karierze Foos  - “White Limo”, które brzmi bardziej, jak utwór Mondo Generator, szczególnie dzięki krzykliwemu wokalowi Grohla, przywodzącemu na myśl łysego Nicka Oliveriego. Dojście trzeciej gitary również nie jest bez znaczenia. Powrót Pata Smeara odznaczył się większym ciężarem, ale i większą przestrzenią w muzyce zespołu.

W całej tej rockowości i głośnych gitarach Foos nie zapomnieli o doskonałych melodiach. “Wasting Light” to przebój na przeboju. Każdy utwór można wykroić na singiel. Niektóre to nowa jakość w twórczości zespółu, jak “Rope” czy “Bridge Is Burning”, które gitarowo są naznaczone silnym wpływem indie rocka lat 90., choć na wysokości refrenów wracają do stadionowości Foos, której mimo wszystko jest na “Wasting Light” mniej niż na dwóch ostatnich płytach, co też jest w pewnym sensie powrotem do przeszłości. Część mogłaby się znaleźć na poprzednich płytach Amerykanów. Dwa najjaskrawsze przykłady:  ”These Days” na “One By One”, “Back & Forth” na “The Colour & The Shape”.

Słychać też, że znów czerpią radość z grania. W “Echoes…” najbardziej bolało to, że była wymuszona. Po graniu 12 lat bez przerwy zespół potrzebował odpoczynku. Wrócił luz i humor, co widać po teledysku do “White Limo”, który nawiązuje do dobrej tradycji nagrywania zabawnych obrazków. Czegoś takiego nie było ani w 2005 roku, ani w 2007 roku. “Wasting Light” jest chyba też najbardziej esencjonalną płytą Foos.

W 2005 roku, przy okazji premiery “In Your Honor” Dave Grohl w wywiadach mówił, że chce, by za dwadzieścia lat ludzie na pytanie odpowiadali, jaka jest najbardziej reprezentatywna płyta Foo Fighters odpowiadali właśnie “In Your Honor”. Od 2011 roku będzie musiała konkurować z  ”Wasting Light”.

Michał Wieczorek


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (18 głosów, średnio: 7,50 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.