13.02.2013 07:30

Autor: Marek Cieślak

Foals – “Holy Fire”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Foals – “Holy Fire”
Transgressive/2013

Ogień bez pożaru.

Przyznam szczerze, że dawno nie wyczekiwałem na żaden album z taką niecierpliwością, jak na trzecią płytę Foals. Niestety częstym wynikiem tego typu nastawienia są zbyt wygórowane wymagania i rozczarowanie końcowym efektem. Dlatego słuchając “Holy Fire” miałem pewne obawy.

Pierwsze szkice i prace nad nową płytą odbywały się w Sydney. Jednak nie były to proste początki, a według niektórych członków grupy wręcz lekko rozczarowujące. Foalsi zaopatrzyli się, jak to obecnie bywa w modzie, w stare syntezatory, sample, automaty perkusyjne i ruszyli do Londynu, gdzie towarzyszył im duet producencki Flood and Alan Moulder, który nagrywał między innymi z The Smashing Pumpkins, PJ Harvey czy Nine Inch Nails. Ciekawostką jest również fakt, iż Yannis Philippakis w połowie prac nad nowym krążkiem udał się do rodzimej Grecji, aby tam odciąć się nieco od Wysp i pracować nad tekstami.

Przejdźmy jednak do rzeczy. “Inhaler” to pierwszy utwór, który promował nowy krążek grupy z Oxfordu i od razu na długo wdarł się do muzycznej pamięci. Słuchając go po raz pierwszy odniosłem wrażenie, że inspiracją ciężkiego refrenowego riffu mógł być Tom Morello z Rage Against The Machine. O ile brzmieniowo “Inhaler” mógł być lekkim zaskoczeniem, o tyle już kolejny singiel “My Number” to niezwykle lekki chwytliwy i wręcz taneczny kawałek, który instrumentalnie faktycznie, jak często się to komentuje, nawiązuje odrobinę do dokonań Talking Heads.

Po dwóch singlowych pozycjach usłyszymy raczej jedynie przyzwoite “Bad Habit” oraz typowo foalsowe “Everytime”. Później robi się już znacznie ciekawiej – rewelacyjne ”Late Night” ze swoją narastającą konstrukcją wprowadza odrobinę dramatyzmu, w “Out of the Woods” dominują głównie instrumenty perkusyjne, kolejne “Milk and Black Spiders” stylistycznie dość spójnie łączy się ze swoim poprzednikiem. Tu także najbardziej słychać wkład London Contemporary Orchestra, z którą to Foals współpracowali już przy poprzednim krążku.

Na “Holy Fire” jest kilka mocniejszych akcentów, których raczej nie mieliśmy okazji doświadczyć przy “Total Live Forever”. Mam tu na myśli wstęp brzmiący niczym jam otwierających koncerty, z bluesowo przesterowaną gitarą oraz niewyraźnym, oddalonym wokalem, kapitalny “Inhaler”, a także żywiołowe “Providence” ze swoim chwytliwym I’m an animal, just like you, który zapewne stanie się stałym elementem koncertów. Trzeba przyznać, że na tej płycie udało się Foals skondensować w jedną całość dwa oblicza z ich poprzednich płyt i wzbogacić wszystko we wspomniane cięższe akcenty.

Na zakończenie albumu tempo spada, na rzecz spokojnego “Stepson” oraz absolutnie rewelacyjnego “Moon”. Yannis Philippakis stwierdził, że “Moon” miał obrazować piękną destrukcję, swego rodzaju harmoniczny koniec, kojarzący się z filmową sceną, gdy nagle wszystko dookoła nas się zawala i ulega rozpadowi. Faktycznie coś w tym jest, być może ten utwór zwiastuje koniec pewnego etapu twórczości dla Foals i początek zupełnie nowego. Tymczasem “Holy Fire” to bardzo dobry album, ale niestety nie wybitnie dobry.

Marek Cieślak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (33 głosów, średnio: 8,24 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.