12.10.2014 12:48

Autor: Michał Stępniak

Flying Lotus – “You’re Dead!”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Flying Lotus – “You’re Dead!”
Warp/2014

Dobra śmierć.

“You’re Dead!” to album koncepcyjny i, jak sam tytuł sugeruje, Flying Lotus postanowił zmierzyć się z tematem śmierci i tego, co dzieje się w momencie, gdy ona nadchodzi. Tym samym porusza miliony razy przerabiany motyw podróży na drugą stronę. Nie jest to jednak podejście infantylne, przepełnione dźwiękami czy słowami rażącymi pompatycznością. Piąty album Stevena Ellisona to raczej jedna z najbardziej osobistych płyt, jakie w ostatnich latach pojawiły się na rynku (artysta w swoim życiu doświadczył śmierci między innymi matki, ojca, przyjaciela, współpracowników). To także jeden z albumów najbardziej porywających, oryginalnych i tajemniczych. W zasadzie od początku można było się spodziewać, że “You’re Dead!” będzie wielkim wydarzeniem. Ale że aż tak wielkim?

W zamierzeniu nowe dzieło Flying Lotusa miało być dziełem niemal stricte jazzowym, ale oprócz oczywistych odwołań do Davisa czy Hancocka (pojawia się osobiście na albumie), usłyszeć można także elementy hip hopu, r&b, elektroniki czy rocka. Wszystko połączone w taki sposób, że z gatunków tych wyciągnięto tylko to, co nieoczywiste i wymieszano również według tej strategii. Żadnego zbioru sampli, żadnej bezwzględnej młócki czy nawet żadnego zbędnego dźwięku tu nie doświadczymy. Nie będzie więc przesadą stwierdzenie, że stylistyka, w której obracał się Flying Lotus, nie przeszła radykalnej odmiany. Tym razem jednak jeszcze bardziej Ellison zadbał o każdy detal i jeszcze więcej wymaga od słuchacza. W nagrodę ten drugi otrzymać może masę urzekających dźwięków i momentów wywołujących wręcz ekstazę. Tylko sam koniec podróży okazuje się niezwykle bolesny.

W charakterze gości pojawia się na albumie Kendrick Lamar (“Never Catch Me” z jego udziałem to mocny kandydat do jednego z najlepszych utworów roku), Thundercat, Snoop Dogg czy alter ego Flying Lotusa, Captain Murphy (nie tylko rapuje, ale i śpiewa). Szczęśliwie żaden z nich nie naruszył dzieła, nie był nachalny, ale raczej dołożył coś pięknego od siebie. Kiedy Laura Darlington oraz Kimbra w zakończeniu śpiewają: We will live on forever jedyną odpowiednią reakcją jest okrzyk w stylu ło matko.

Pomysłów jest tutaj tak wiele, że ich zamknięcie w 38 minutach, poszatkowanych na 19 utworów wydaje się z pozoru rozwiązaniem wręcz absurdalnym i zapewne wielu innych artystów rozwlekłoby je na trzy czy sześć albumów. Wprawdzie od tego natłoku dźwięków w pewnych sytuacjach może rozboleć głowa, ale jest to ból z gatunku tych sprawiających przyjemność. “You’re Dead!” za każdym kolejnym razem coraz bardziej zaskakuje. W ten sposób otrzymujemy muzykę przez duże M czy też sztukę przez duże S. W ten sposób Flying Lotus staje się nieśmiertelny.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (11 głosów, średnio: 6,82 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.