01.01.2016 09:00

Autor: Weronika

Florence and the Machine – “How Big, How Blue, How Beautiful”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Florence and the machine  – “How Big, How Blue, How Beautiful”
Island Records/2015

Wesołe piosenki o smutku i rozstaniach.

Z nową płytą Florence rzuciła w kąt dyskotekowe cekiny, jakie przywdziała na poprzednim albumie, “Ceremonials”. Więcej tu żywych instrumentów, więcej głębi. Znowu drapie, krzyczy i przedziera się przez mroczniejsze zaułki. A przy tym tańczy jak szalona.

Florence przyznaje się do tego, że jest maksymalistką. Na płycie chce mieć wszystko – orkiestrę smyczkową, trąbki, wielowymiarowe chórki i hałas, i za każdym razem, kiedy wydaje się, że nadziała płytę do cna, udaje jej się wcisnąć jeszcze jeden, ogromny detal.

A mimo całego bogactwa aranżacji nie ma tu barokowego przepychu, ani kolorowych jarmarków (które miejscami mrugały na “Ceremonials”). Wręcz przeciwnie, tytułowy utwór, “How Big, How Blue, How Beautiful” jest tak lekki, że słuchając go ma się wrażenie, że ziemia ucieka spod nóg. Głos Florence odprowadza delikatnie do góry, żeby zrzucić słuchacza z hukiem na ziemię. A przecież jest tu cała orkiestra, z bardzo rozbudowaną warstwą instrumentów dętych na czele. Słychać tu patrymonium angielskiej muzyki, lekki rys melodii zawartych na stronie B “Yellow Submarine” Beatlesów.

Płyta zaczyna się z wykopem. “Ship to Wreck” oraz “What Kind of Man” to dwa przeboje o lekkim zabarwieniu z lat 80., które mają w sobie mnóstwo pary i energii. Jest i w tych utworach nić, która przewija się przez całą płytę. Niszczące emocje, nieumiejętność poradzenia sobie z samą sobą, wypalająca miłość, opętanie. Z resztą świetnie odzwierciedlają to teledyski z diabolicznym motywem przewodnim.

Podobno to Tylor Swift namówiła Florence, która do tej pory stroniła od tekstów o życiu prywatnym, żeby wyrzuciła z siebie negatywne emocje i zaczęła śpiewać o prawdziwych wydarzeniach. A na pewno było ich wiele, ponieważ każdy z utworów jest intensywny, naładowany nie tylko instrumentami, ale też opowieściami.

“How Big, How Blue…” to płyta bogata w melodie, których nie da się przestać nucić przez wiele nocy i dni. Jednak w połowie albumu kiedy kończy się “Delilah” (jeden z tych utworów, który masz nadal w głowie, kiedy przebudzasz się w nocy), tempo drastycznie spada, by już nigdy nie powrócić do tego samego rozmachu. “St Jude” to utwór wręcz medytacyjny. Oprócz zastrzyku energii w refrenie “Mother”, druga część płyty przepływa nadzwyczaj spokojnie, jak na Florence. Mimo iż, nadal są to bardzo dobre piosenki, to taki podział płyty wydaje się niewyważony.

Może był to celowy zabieg. W końcu Florence sama mówi, że w swoim życiu nie umie znaleźć złotego środka. Daje się ponieść energii, a potem upada bez sił i nie może się podnieść.

Weronika Makowska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (8 głosów, średnio: 6,88 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.