13.12.2014 08:00

Autor: Michał Stępniak

Fisz Emade Tworzywo – “Mamut”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy: | |


Fisz Emade Tworzywo – “Mamut”
Agora/Art2 Music/2014

Zmieniamy szyld i jedziemy dalej.

Od kilku lat dokonania braci Waglewskich wywołują u mnie coraz mniej entuzjazmu. Kim Nowak, wbrew powszechnemu zachwytowi, wydawał mi się projektem strasznie wtórnym i nieco irytującym, a dodatkowo odniosłem wrażenie, że na sukces duży wpływ miała magia nazwiska. W przypadku “Mamuta” początki znajomości z płytą zapowiadały, iż sympatia do braci zgaśnie już niemal całkowicie.

Oto na promocję albumu i pierwszą piosenkę na płycie panowie wybrali “Pył” i zdziwienie całkowicie mną zawładnęło. Piosenka, używając łagodnych słów, jest katastrofalna. Wydawało się, że Waglewscy poczynili tym samym spektakularny krok w tył. Brzmieć jak Kamp! czy The Dumplings to w ich przypadku pomysł z gatunku tych totalnie beznadziejnych, a mówienie o poszukiwaniu ciekawych rozwiązań i alternatyw zabrzmiało niczym nieśmieszny żart. Po przesłuchaniu całej płyty uznaję, że jeszcze nie jest konieczne głośne wykrzykiwanie: Nie idźcie tą drogą, ale mam też obawy, czy obrana ścieżka nie zaprowadzi Fisza i Emade donikąd.

“Mamut” to na szczęście nie tylko zabawy w electro-pop, ale raczej stylistyczny rozmach. Najwyraźniej panowie mają problem z wsiąknięciem w jedno miejsce, czego dowodem jest fakt, iż od lat nie potrafią się zdecydować nawet na jedną konkretną nazwę swojego projektu.  Tego rodzaju strategia i nieustanne próbowanie czegoś nowego ma swoje zalety. Tylko w przypadku Fisza i Emade momentami już mnie to trochę męczy. Teraz postawili na przebojowość i nasączoną alternatywą chwytliwość. Na “Mamucie” momentami do uszu dobiega więc trip-hop (“Wojna”), trochę rocka (“Karate”), soulu (“Ślady”) oraz hip-hopu (“Dzień dobry”). Wszystko to sobie płynie i nie jest w stanie wywołać większych emocji. Brakuje zauroczenia, czegoś sprawiającego, że chociaż jedna ciarka przejdzie po plecach. Czasami wprawdzie uszy jakoś naturalnie wystawiają się do głośników (“Ślady”), by jednak w innych momentach pojawiła się ochota zasłonięcia ich rękoma (“Zwiedzam świat”).

“Mamut” to płyta z pewnością ciekawa, ale jakoś nie sądzę, by chciało mi się do niej jeszcze wracać. Waglewscy niewątpliwie potwierdzają, że talent mają olbrzymi. Tylko czy naprawdę muszą dzielić się każdym kolejnym odkryciem i każdą fascynacją muzyczną? Jeśli w subtelności jest im do twarzy (“Ślady”, “Wróć”), to zabawy w przebojowość z nieprawdopodobnie wtórnymi podkładami (“Pył”, “Piwnica”) są wręcz beznadziejne.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (14 głosów, średnio: 7,79 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.