26.03.2013 08:31

Autor: Aneta Wieczorek

Fionn Regan – “The Bunkhouse Vol. 1: Anchor Black Tattoo”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Fionn Regan – “The Bunkhouse Vol. 1: Anchor Black Tattoo”
Universal/2013

3x “P”. Prostota. Prawdziwość. Poezja.

Czasami ogarnia nas zmęczenie. Bywa, że każdy z nas chce pójść śladem Agnieszki Chylińskiej: “powiedzieć sobie dość”  i po prostu odpocząć. Uciekamy wówczas od zgiełku i nadmiaru wrażeń. Omijamy szerokim łukiem to wszystko, co budzi przesyt. Rezygnujemy z dekoracji, kolorów i luksusu. Wrzucamy na luz. Zwalniamy tempo. Album Fionna Regana “The Bunkhouse Vol. 1: Anchor Black Tattoo” jest stworzony na takie okazje.

Nie bombarduje całą masą riffów gitarowych, nie ma basowej inwazji czy mocnych uderzeń perkusji, albo sampli, które wyskakują jak króliki z kapelusza, dlatego dla tych, co preferują łatwe rozwiązania, będzie twardym orzechem do zgryzienia. Surowa, emanująca autentycznością, odarta z wszelkich ozdobników, wręcz ascetyczna w swej formie muzyka. Bo jak inaczej określić wyważoną mieszankę gitary akustycznej z niezwykle delikatną sekcją rytmiczną? Minimalizm w czystej postaci. Liryczne utwory o charakterze monologu, prostota, poetycki dyskurs, powaga (np. nieco żałobny “Mizen to Malin” czy obrazowy “Bunkhouse”) i subtelne melodie. Fionn Regan zaprasza nas do krainy folku. Otwiera przed nami drzwi do świata muzyki ludowej. Skłania nas do refleksji, uspokaja, daje nam możliwość ostudzenia emocji. I tworzy specyficzny, osobisty klimat, pozwalając odczuć swoją obecność wyjątkowo blisko… Mamy czas na analizę, własną interpretację i możemy swobodnie, bez pośpiechu układać mozaikę z naszych osobistych myśli i uczuć, albo zamknąć oczy i w wyobraźni poczuć na twarzy ciepło palącego się ogniska lub powiew morskiej bryzy towarzyszącej nam w trakcie wyimaginowanej żeglugi.

“The Bunkhouse Vol. 1: Anchor Black Tattoo” to wyjątkowy krążek, pewnego rodzaju “perełka”. Idealna propozycja na te momenty w naszym życiu, które możemy określić mianem “od święta”. Słuchając sporadycznie, będziemy pełni podziwu i docenimy jej prawdziwość. Z kolei słuchając “namiętnie”, po pewnym czasie najprawdopodobniej stracimy szacunek i pozwolimy by nuda zabiła całą wrażliwość, która z niej wypływa. A byłoby niewątpliwie szkoda.

Aneta Wieczorek


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (4 głosów, średnio: 8,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.