21.07.2014 09:15

Autor: Ilona

Fink – “Hard Believer”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Fink – “Hard Believer”
Ninja Tune/2014

Wiernie, ale trochę monotonnie.

Zazwyczaj zachwalany, uwielbiany, ceniony. Fin Greenall ma powody do zadowolenia. Mimo, iż nagrał płytę, która stylistycznie nie odbiega od jego pozostałego dorobku, to nadal widzi się w nim lirycznego magika, który zachwyca starych i zdobywa nowych fanów. Na początku lipca został wydany jego szósty album pt. “Hard Believer“. Składa się na niego 10 utworów, które rozpieszczają, urzekają i rozczulają, a niekiedy koją i przywracają równowagę. Jest tylko małe “ale”: krążek nie zaskakuje.

Fink znany też jest jako DJ, producent muzyczny (pierwsze nagrania Amy Winehouse) czy autor piosenek, choćby dla John Legend. Wszechstronność działalności muzycznej przełożyła się także na “Hard Believer”. Jego najnowsza płyta to przede wszystkim mieszanka folku, soulu, bluesa, a gdzieniegdzie przewija się też i grunge. Jeden jest element stały: liryczność i intymność tekstów, czyli “stary, dobry Fink”. Dobry, bo mimo braku elementu zaskoczenia, nie można mu zarzucić permanentnego podążania raz obraną ścieżką i zacietrzewienia na gatunki. Korzysta z dobrodziejstwa muzyki, ale bardzo ostrożnie i w wysublimowany sposób. I być może to jest jego największa zaleta. Choć pochodzi on z Wielkiej Brytanii, to sporo w jego twórczości skandynawskiego chłodu gitar, mruczenia i oniryzmu. Słychać to wyraźnie w singlowym “Hard Believer” oraz “Shakespeare”. Są to najpiękniejsze na albumie kompozycje, które rozkochują w sobie swoją sensualnością, spokojem i delikatnymi akordami gitar. Dodatkowo, w “Shakespeare” podoba się też ta łagodna zmiana tempa: od rozpoczynających utwór akustycznych gitar, które ustępują miejsca dźwiękom gitary elektronicznej.

Mocniejsze wątki usłyszeć można w “White Flagoraz trochę patetycznym “Too Late”, w których dużą rolę odgrywa perkusja. Dzięki tym utworom, “Hard Believer” zyskuje na dynamice, a tym samym na atrakcyjności. Jest także niepokój i znana z poprzedniej płyty “Perfect Darkness” (recenzja) mroczność, jak w utworze “Two Days Later”. Ładne jest kończące płytę “Keep Falling”. Fink wychyla się tu swym wokalem poza charakterystyczny “wymruczaną” manierę, co ciekawie komponuje się z gitarą akustyczną.

Sam album został nagrany w ciągu 17 dni w hoolywodzkim studio Sound Factory, a nad całością czuwał Bill Bush, który współpracował m.in. z Beckiem, Garbage czy Foster the People. Płytę współtworzyli także: Tim Thornton, który odpowiedzialny był za grę na perkusji i gitarze oraz grający na basie Guy Whittaker. Artysta po wspólnej pracy przyznał: “Chcieliśmy stworzyć płytę głębszą i bardziej ambitną, a jednocześnie zachować wierność wobec tego, co robiliśmy wcześniej i skaąd przyszliśmy”. Wszystko się udało! Muzycznie jest w miarę ciekawie, bo niejednorodnie i grzechem byłoby nazwać to komercją. Z wiernością też wyszło! Ale właśnie tutaj, przeszkadza brak choć odrobiny szaleństwa.

Niewiele (10) piosenek na płycie może działać na korzyść, bo biorąc pod uwagę pewną powtarzalność artysty nie czułam przytłoczenia. Być może gdyby chodziło o innego muzyka, który lubi “smęcić”, uwagi byłyby krytyczne, ale okazuje się, że Finowi Greenallowi się wybacza. Przynajmniej tym razem. Z pewnością na ten efekt wpływ ma sensualny i głęboki głos Brytyjczyka, którego z całą pewnością się nie pozbędzie i nadal będzie uwodził.

Ilona Nieroda


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (12 głosów, średnio: 7,17 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.