09.12.2013 23:30

Autor: Katarzyna Borowiec

Filmy o filmach i smutne kobiety

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali

Wykonawcy: | | |


Filmy o filmach i smutne kobiety
6-7.12.2013/Kraków

Relacja z drugiego i trzeciego dnia 14. Festiwalu Filmu Niemego.

Relacja z dnia pierwszego

Piątek w Kinie Pod Baranami rozpoczął się od podwójnego seansu niewątpliwie największej gwiazdy kina niemego – trudno chyba znaleźć kogoś, kto nigdy nie słyszał nazwiska Charlie Chaplin. Pierwszym z wyświetlanych filmów była parodia słynnej oper Bizeta, w polskim tłumaczeniu “Charlie gra Carmen” (“A Burlesque on Carmen”, mówi tytuł oryginalny). Tu nastąpiło zwieńczenie wątku cygańskiego z poprzedniego dnia, w połączeniu z wątkiem torreadorskim ze “Śnieżki”. Charlie nieustannie padał ofiarą manipulującej nim Carmen, dzięki czemu banda jej kumpli-przemytników, rzezimieszków swoją drogą niesamowicie malowniczych (piękny pantomimiczny koń, czy też osioł…), mogła dopiąć swego. Wszystko oczywiście najeżone było brawurowymi gagami. W finale pojawił się już wątek autoreferencyjny – demaskowanie filmowych tricków.

Filmem o filmie był już za to w pełni pokazany na drugim seansie “Charlie gra w filmie” (tak, tym razem też w oryginale tytuł nie skupia się na postaci Chaplina – brzmi “Behind the Screen”). Szalone przygody i komiczne pomyłki mają w tym przypadku miejsce na planie, a raczej planach, filmowych. Pojawiła się pierwsza smutna kobieta – w roli aspirującej aktorki wystąpiła Edna Purviance, oczywiście znajdując w końcu pocieszenie w ramionach Charliego. Całość jest urokliwsza od “Carmen” i bardziej w stylu Chaplina.

Do obydwu filmów grał Lesław Lic, taper niczym sprzed wieku, sprawnie wplatając w konstruowaną na bieżąco, zgodnie z tradycjami, ścieżkę dźwiękową a to fragmenty opery, a to melodię “Titiny”, czyli piosenki będącej jedynym dźwiękiem, jaki postać Charliego wydała z siebie kiedykolwiek na ekranie.

Wszystko dla włosów

Drugą smutną kobietą była drugoplanowa, acz niezwykle istotna postać z wiekowej adaptacji “Królewny Śnieżki”. Film z 1916 roku, a więc już prawie stuletni, to dzieło naprawdę rozkoszne. Tytułowa bohaterka to niemal mała dziewczynka, urocza dla wszystkich wokół i kochana przez otoczenie (za wyjątkiem swej macochy rzecz jasna). Wymachuje łapkami w przezabawny sposób, co chwila w afektacji składając je jak do modlitwy lub chwytając się za serce. O dziwo nie jest przy tym postacią irytującą – przede wszystkim bawi, a może nawet odrobinkę rozczula swoją bezgraniczną naiwnością i przerysowaniem. Godny uwagi jest również szambelan poruszający się niczym kura, ze stosownym ogonem z szat. W przeciwieństwie do pokazanej dzień wcześniej mrocznej “Blancanieves” w bajeczce Dawleya baśniowe okrucieństwo zostało zastąpione przez sielankową słodycz, jakiej dziś nie zniosłyby chyba nawet dzieci. W wytartej sepii komunikowanie się z królikami i lew w środku lasu robiły bardzo pozytywne wrażenie. A tajemnicza bohaterka drugiego planu? Realizatorzy do klasycznej opowieści dodali czarownicę – jej motywacja to prawdziwa fabularna atrakcja, więc nie będę zdradzać szczegółów, lepiej obejrzyjcie sami.

Chociaż zapewne nie będzie to tak wspaniałe doświadczenie – wiadomo, że lepiej śmiać się z całym kinem, a my mieliśmy jeszcze dodatkowo znakomity soundtrack od Frozen Bird. Zespół chyba najlepiej w ciągu całego weekendu poradził sobie z zadaniem tworzenia ścieżki dźwiękowej na żywo, rozkręcając akcję wspaniałymi partiami skrzypiec, ćwierkając razem z kochającymi Śnieżkę ptaszkami, grając trochę ilustracyjnie, trochę w kontrze, ale zawsze na tyle ciekawie, by być słyszanym i na tyle spójnie, by nie kłócić się z filmem.

Po 23:00 w klubie Bomba można było zobaczyć nieme erotyki – chętnych przybyły tłumy, a ja liczę na powtórkę tego rodzaju seansu w przyszłości.

W sobotni poranek były atrakcje dla dzieci, niestety autorka niniejszego artykułu nie jest już jednym z nich, czego szczerze żałuje.

Kariera, manipulacja, papierosy i opera

Drugi film z Polą Negri (18:00, 7 grudnia) okazał się mniej atrakcyjny niż pierwszy. “Mania. Historia pracownicy fabryki papierosów” odnaleziona w prywatnej kolekcji i odrestaurowana, jest dziełem smutnym i posiadającym fabułę co najmniej dziwną. Pracownica fabryki papierosów robi niespodziewaną karierę jako ich twarz (jak powiedzieliby bohaterowie jednego serialu, którego nie oglądałam) dając im nawet swoje imię. Wkrótce zakochuje się z wzajemnością w zdolnym kompozytorze. Niestety całym miejscem akcji rządzi pełen złowieszczych chuci mecenas kultury, który nie pozwoli na premierę opery utalentowanego artysty, jeśli Mania mu się nie odda. Dalej same nieszczęścia, których uatrakcyjnić nie zdołała ani Pola, ani żadne aspekty techniczne.

Nie pomogła też muzyka Jazz Band Ball Orchestra, którzy nie złapali ponurego klimatu dzieła, grając raczej skoczne melodie duchem z lat 20., ale nastrojem z dala od fabryki papierosów i matactw światka operowego.

Mam to wszystko na filmie

Wreszcie o 21:00 smutne kobiety zostały zastąpione przez smutnego mężczyznę. Buster Keaton to bodaj najurokliwiej nieszczęśliwy aktor z ery filmu niemego. W “Człowieku, który kręci” próbuje swoich sił jako operator kroniki – stara się uchwycić najciekawsze wydarzenia na taśmie. Początkowo efektem jego pracy są fragmenty przypominające zapierające dech w piersiach eksperymenty Dzigi Wiertowa (swoją drogą – “Człowiek z kamerą”), ale szefowie nie są nimi zachwyceni. Później, po wielu dramatycznych zwrotach akcji i rozbrajających gagach udaje mu się zyskać nieco sympatii pięknej pracowniczki biura, sprawczyni całego zamętu (to dla niej bohater stara się zdobyć zawód operatora), a wkrótce dołącza do niego małpka, która pomoże mu dotrzeć do happy endu. Zwierzątko od pierwszych scen, w których uczestniczy, podbija serca widzów.

Świetną muzyką opatrzył dzieło kwartet Ziporyn/Zimpel/Zemler/Riley - perkusja, gitara i dwa klarnety. Podkład pełen życia, energii i kunsztownych konstrukcji doskonale zgrywał się z filmem, choć przyznam szczerze, że Busterowi nie raz udało się odwrócić uwagę od dźwięków.

Fragmenty tego właśnie filmu Keatona i muzyka Frozen Bird (dokładnie kawałek “Lullaby”) posłużyły do stworzenia spotu festiwalowego duetowi Eternal Monkeys:

Ciąg dalszy nastąpi

Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.