28.10.2014 08:00

Autor: Jarosław Kowal

Electric Wizard – “Time to Die”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Electric Wizard – “Time to Die”
Spinefarm Records/2014

Dla Elektrycznego Czarodzieja nie nadszedł jeszcze czas, by umierać.

W 2000 roku o stonerze słyszało w Polsce niewielu, a doom metal kojarzył się przede wszystkim z My Dying Bride czy Paradise Lost (które akurat zostało znienawidzone przez ortodoksyjnych fanów za nagranie synth-popowego “Host”). Mój muzyczny gust z przełomu wieków oscylował natomiast pomiędzy Nirvaną a Slayerem, więc gdy natrafiłem na Electric Wizard nie potrafiłem nawet sklasyfikować dźwięków wydobywających się z głośników. Podejrzewałem nawet, że dostałem trefną kasetę (sic!), bo kto chciałby grać aż tak powolnie i nieczysto? Nie zakochałem się od pierwszego wejrzenia, ale po czternastu latach “Dopethrone” i “Witchcult Today” znam na pamięć w każdym detalu, lepiej niż wielbione w wieku nastoletnim “Nevermind”. Tym samym czekałem na nowy materiał Czarodziejów jak na koniec występu marnego lokalnego supportu.

Okładka i tytuły utworów nie pozostawiają złudzeń – tematem przewodnim ponownie zostały brytyjskie horrory z lat 60. i 70. (czyli głównie dzieła wytwórni Hammer). Na start przywołana zostaje mało znana produkcja “Incense For the Damned”, której fabuła kręci się wokół studenta opętanego przez sadomasochistyczną wampirzycę. Jus Osborn sprawia mi wiele radości, wyciągając klasyki tandety z podziemia, ale mając na uwadze, że przy poprzednim albumie (“Black Masses”) nie zawsze za ciekawą inspiracją szła równie udana kompozycja, wcisnąłem “play” dopiero po oczyszczeniu umysłu z przedwczesnej ekscytacji. W relaksacyjną atmosferę wprowadzają także pierwsze dźwięki “Time to Die” – z początku słychać przelewającą się wodę oraz pokrzykujące mewy, a następnie głos reportera donoszącego o zabójstwie powiązanym z satanizmem i narkotykami. Dopiero później pada odpowiedź na pytanie, jakie zadawało sobie wielu fanów: Czy będzie ciężko jak w 2000 roku, czy przebojowo jak w 2007? Z radością donoszę, że Elektryczni Czarodzieje zrobili krok wstecz – ich muzyka ponownie jest tak gęsta, że gdyby była zupą, łyżka stawałaby w niej na baczność. Jedenastominutowe otwarcie albumu mogłoby jednak odstraszyć nowych słuchaczy, ale na szczęście jest jednym z najlepszych kawałków w dorobku kapeli.

Wysoka forma zostaje utrzymana w utworze tytułowym, a “I Am Nothing” przypomina, że Electric Wizard są twórcami nie tylko chwytliwych (a przynajmniej stosunkowo chwytliwych) piosenek typu “Dunwich”, lecz także autorami dźwięków tak ciężkich, że odpowiednio podkręcony subwoofer zachowuje się pod ich wpływem jak kot naćpany walerianą. Ta niesamowita trylogia trwa równo pół godziny i chociaż nie wyrzuciłbym z niej ani sekundy, przerwa w postaci “Destroy Those Who Love God” (hałaśliwej improwizacji z samplami wyciągniętymi z horrorów zamiast wokalu) pozwala na złapanie oddechu przed drugą połową krążka. Granica jest umowna, ale różnicę słuchać od pierwszego riffu – w “Funeral of Your Mind” niskie tony nieco odpuszczają i pojawia się najwyraźniejszy jak dotąd refren, a singlowe “SadioWitch” to już “hicior” pełną gębą. Całość zamyka natomiast dziwaczna, oparta o linię organów instrumentalna modlitwa “Saturn Dethroned”, przez co można odnieść wrażenie, że najnowszy album Brytyjczyków jest kompilacją niepublikowanych utworów z sesji do wszystkich wcześniejszych wydawnictw.

“Time to Die” jest esencją stylu Electric Wizard i chociaż nie wybija się ponad “Dopethrone” czy “Witchcult Today”, stanowi bardzo solidną pozycję w dorobku zespołu, a także jeden z ciekawszych stonerowych materiałów 2014 roku.

Jarosław Kowal


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (5 głosów, średnio: 7,60 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.