28.06.2011 10:08

Autor: Katarzyna Borowiec

Elbow – “Build a Rocket Boys!”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Elbow – “Build a Rocket Boys!”
Fiction/Polydor/2011

To samo, tylko inaczej.

Łokieć jest teraz zespołem uznanym. Po latach nieudanych kontraktów i braku docenienia wydana trzy lata temu płyta “Seldom Seen Kid” wreszcie zdołała przekonać większą ilość ludzi o uroku kwintetu z Manchesteru. Kto jednak dał się przekonać wcześniej, już chyba zawsze będzie wzdychać do mrocznego klimatu debiutanckiego “Asleep in the Back”. Ten nastrój nie wróci, ale Elbow mają wciąż parę miłych rzeczy dla naszych uszu.

“Build a Rocket Boys!” to płyta wpisująca się w szerszy trend kulturowy, związany z nieuleczalną chorobą. Słowo “nostalgia” wymyślił w 1688 roku dziewiętnastoletni student medycyny ze Szwecji. Przypadłość miała symptomy fizyczne związane z tęsknotą za miejscem zamieszkania. Obecnie choroba ta wiąże się z kondycją psychiczną i nikt nie próbuje jej leczyć. Tęsknota za miejscem w określonym przedziale czasowym objawia się na różne sposoby również w muzyce, przypomnijmy sobie chociażby ostatnią płytę Arcade Fire.

Guy Gurvey na potrzeby nowego albumu wybrał się w podróż do przeszłości ponieważ stwierdził, słusznie skądinąd, że trudno jest pisać optymistyczne piosenki, a w jego życiu obecnie brakuje tragizmu. A historie, które opowiada na “Build a Rocket Boys!” owszem, mają to tchnienie melancholii, znak firmowy Elbow. Niby jest wesoło – o czym już w tytule – ale sam fakt, że co było, minęło, wprowadza smutek. Rzewną tęsknotę za czasami, kiedy nie było “nic, z czego można być dumnym/nic, czego należy żałować/to wszystko dopiero się stanie”.

Przy pierwszym przesłuchaniu płyta rozczarowuje. Nuda – nic nowego, powtórka z poprzednich albumów. Ale tu właśnie tkwi specyfika tego zespołu: jedno przesłuchanie to za mało. Już przy drugim robi się czarownie. Bo jak tu nie ulec wobec takich dział jak ośmiominutowa opowieść o latających powiernikach młodzieńczych sekretów (“Birds” i “Birds (Reprise)” z naturszczykiem, Johnem Mosleyem, na wokalu) czy o dziewczynie, która jest jak Jezus bo można u niej palić (“Jesus is a Rochdale Girl”). Delikatne kompozycje, jak “The River”, sąsiadują z na pozór patetycznymi zaśpiewami typu “Night Will Always Win”. Pozór, bo podniosły nastrój rozbijają świetne teksty Garveya (we wspomnianym utworze – “I miss your stupid face”), którego liryzm nigdy nie jest karykaturalny, nie odrywa się od życia.

W dorobku Elbow szósty album wyróżnia się spójnością, jest to niewątpliwie całość, co podkreślają przeplatające się motywy. Warto tej płycie dać szansę, pozwolić, żeby powoli rozwinęła skrzydła. Jest urokliwa, nawet jeśli na dłużej z tej wycieczki zostanie z nami tylko przebojowe “With Love” (z udziałem goszczącego na płycie Halle Youth Choir), które ciężko wyrzucić z głowy. Kraj dziecinny Guya Garveya mruga do słuchacza migotliwymi klawiszami, jeśli chce się tam wejść, jak radzi sam autor, najlepiej założyć słuchawki, zamknąć oczy i pomarzyć.

Katarzyna Borowiec


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (5 głosów, średnio: 5,80 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.