Egzotyczne okazy – relacja z festiwalu Green Zoo

Weekend w krakowskich klubach.

Trzecia edycja krakowskiego festiwalu pełna była zespołów, których “nikt nie zna”. Specjalnie spektakularnych atrakcji raczej nie było, ale całość okazała się doświadczeniem dosyć przyjemnym i miło, że coś takiego odbywa się w mieście królewskim. Ze strony organizacyjnej irytuje tylko umowność programu – podane godziny rozpoczęcia koncertów właściwie nie miały żadnego zastosowania. Nawet spóźniało się to wszystko w sposób niekontrolowany i przychodząc po czasie można było, o dziwo, zastać koncert już rozpoczęty. Przydałoby się więcej dyscypliny w tym względzie.

Muzycznie podczas Green Zoo można było się natknąć na wiele ciekawych scen.

Na przykład: stoisz na dziedzińcu klubu Betel i czekasz na koncert, ktoś rozkłada się na scenie, gdy nagle gdzieś z tłumu słychać śpiew. Niepozorny mężczyzna w czapce z napisem Blink 182 chodzi pomiędzy ludźmi, wkrótce to samo robi wokalistko-basistka zespołu, piosenka to smutny dialog. Na końcu wchodzą na scenę, a gitarzysta wyciąga plakat z napisem OH MY GOD, który okazuje się być końcowym wersem utworu “Johnny Foreigner vs You”. Na tym samym dziedzińcu pojawił się również tajemniczy człowiek z wiadrem i pałeczkami, którymi bębnił po wszystkim dookoła, od owego wiadra począwszy na ścianach skończywszy. Była to połowa duetu SchnAAk, który próbował udowodnić, że do jego dziwnej muzyki da się tańczyć i że mimo pochodzenia z Niemiec są jednak miłymi ludźmi.

Albo wchodzisz do klubu Bomba, a tam koncert w oknie. Przestrzeń na koncert nie nadaje się prawie w ogóle, ale skutek uboczny w postaci przechodniów zaintrygowanych nastrojowym ambientem duetu Tundra, który obok elektroniki wykorzystywał całą gamę małych instrumentów perkusyjnych i różne rodzaje fletów, bezcenny. Prawie tak, jak zapach palonego przez panów kadzidła.

W klubie Re prześliczny koncert dał Anthony Chorale, grający słodkie, ale bardzo smutne piosenki na dwie w porywach do trzech gitar, perkusję i dwa głosy (gościnnie pojawił się Coldair). W podobnym tonie były otaczające go występy – Patrick the Pan, który zgromadził zaskakująco liczną publiczność zagrał po raz drugi w życiu miłe, spokojne utwory, a na koniec panie z Enchanted Hunters dołożyły swoją porcję migotliwych pioseneczek. Nie przepadam za nimi ze względu na wysokie, niemiłosiernie piskliwe wokale. Zespół Piotra Madeja jak na drugi raz poradził sobie wyśmienicie, aczkolwiek w wykonanym na bis coverze Radiohead ujawniły się mankamenty wokalisty, który śpiewa jakby był tym niesamowicie znudzony. Najgorzej wypadła chyba jednak poprzednia piosenka, z polskim tekstem jak namiętnie go całujesz/wasza miłość jest taka piękna. Artur Rojek wersja a la disco polo.

Ładny był koncert California Stories Uncovered, ale panowie trochę za bardzo chcą być Godspeedem, którym niestety nie są. Nieźle zagrał Kaseciarz, prezentując rockowe piosenki z warstwą echa w głosie. Podobnie bezbolesny był występ duetu Playlounge, rozdartych chłopców z gitarą i perkusją. Okropne okazało się za to Conquering Animal Sound, pani półkrzycząca do mikrofonu i pan produkujący niezgrabne efekty przy pomocy laptopa. Zupełnie nieinteresująca była zresztą cała strona elektroniczna – zarówno Ink Midget, jak i Ptaki czy Ritmo Sessuale specjalnie nie różnią się od djów co tydzień pojawiających się w krakowskich klubach, nawet tańczyć się do ich setów za bardzo nie dało, bo zróżnicowanie rytmów było zbyt ubogie.

Był też hardcore w Kocie Karola, ale jako wybitny ignorant w tym gatunku nie dostarczę szczegółów odnośnie tych koncertów.

Niewątpliwym hitem był za to występ czeskiej pary DVA. Był to pierwszy koncert festiwalu, zaraz po prymitywnych bitach i nieskładnych krzykach duetu Napszykłat. Dva produkują szalone dźwięki okraszone wokalem w zmyślonym języku. Ich głównym instrumentem okazał się sekwencer, umożliwiający zapętlanie wokali, bicia w garnek, dziecięcego pianinka, odgłosu wydawanego przez maskotkę, czy wreszcie partii saksofonu. Bára popisywała się przy tym talentem aktorsko-komediowym, przejawianym nawet w najmniejszych gestach. Całość niosła ze sobą tony pozytywnej energii i była absolutnie urzekająca.

Czy ktoś z tegorocznej edycji okaże się hitem krakowskich koncertów na miarę Bena Caplana? Czas pokaże…

Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.