06.07.2013 10:31

Autor: Ewelina

Koncert bez skakania to koncert stracony – relacja z Open’er Festival, część 3

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | | |


Koncert bez skakania to koncert stracony – relacja z Open’er Festival, część 3
5.07.2013/Gdynia

Trzeci dzień pod znakiem “jak się bawić”.

część 1 >>
część 2 >>
część 4 >>

Ten dzień trzeba było zacząć czymś mocniejszym, żeby się dobrze rozbudzić. Tak więc padło na młody brytyjski zespół Palma Violets. Chwilę po wybiciu godziny 18:30 na scenie AlterKlub pojawili się czterej panowie ze swoją żywą, indie rockową muzyką. Muzyką, która bardzo łatwo poderwała do skakania. Ich koncert był bardzo energetyczny i dziki. Pod sceną można było natknąć się na pogo, do czego zachęcali wokaliści. Przy “Best of Friends” ziemia zadrżała, a wśród niewielkiego tłumu ludzi (wszak wczesna godzina była) zapanowała euforia. Panowie grali mocno, dając z siebie wszystko. Pod koniec koncertu nie mogłam już skakać, więc usiadłam na trawie, ale i tak ciągle “machałam nóżką”. W trakcie bisu muzycy złapali jeszcze lepszy kontakt z publicznością, tańcząc między barierkami a sceną i próbując zanurkować w tłumie (panowie ochroniarze nie bardzo na to pozwalają i to jest smutne). Ich występ można określić jako kawę, która pobudza z rana.

Po rockowej rozgrzewce poszłam na Ifi Ude. Pierwsze, co rzuciło się w oczy to jej przepiękna kreacja. Koncert był trochę źle nagłośniony. Na pierwszy plan wysuwał się zbyt mocny bas. Wokalistce o egzotycznym głosie towarzyszył trzyosobowy chór, który dodawał smaczku utworom. Przy jednaj z piosenek Ifi uczyła ludzi klaskać na dwa sposoby – wyszła z tego bardzo fajna zabawa. “Fala” zyskała nieco inny aranż, natomiast “My Baby Gone” zaprezentował się dość średnio. Zdziwiło mnie to, że na koncercie było dużo ludzi (a przecież byliśmy w Alter Space). Mimo tego, że koncert był naprawdę ciekawy, musiałam uciekać na scenę główną.

Na scenie Open’er za chwilę swój występ zaczynał zespół Skunk Anansie. Koncert ten był w moich priorytetach mimo tego, że tak właściwie to nigdy namiętnie ich nie słuchałam. Ot, czysta ciekawość. To, co się tam działo przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Wszystko zaczęło się od kawałka “The Skank Heads“. Wtedy zrozumiałam – Skin to żywioł, a nie kobieta. Przez cały koncert wokalistka nie spuszczała z tonu, oddając nam coraz więcej swojej energii. Skin miała świetny kontakt z publicznością, o czym świadczyć mogą jej częste próby nurkowania, chodzenie po ludziach (dosłownie!), a także coś, czego nigdy jeszcze nie widziałam – gwiazda tego pokroju weszła w tłum ludzi, żeby razem z nim szaleć i śpiewać. Oprócz bardzo rockowych kawałków na set-liście znalazły się też te spokojniejsze, np. “Hedonism“. Nieustająca interakcja z publicznością i świetnie zagrane utwory sprawiły, że koncert ten był niesamowity. Nie wydaje mi się, żeby coś mogło go przebić. Piękna niespodzianka.

Z głównej sceny przeniosłam się do namiotu. W drodze usłyszeć można było Oszibarack, którzy wcale nie brzmieli jak Oszibarack, a coś nowego (być może to ta nowa płyta), ale równie niezłego. W namiocie grali These New Puritans, którzy studyjnie brzmią dużo lepiej. Wysłuchałam co prawda ostatnich kilku utworów, jednak nie zrobiły one na mnie większego wrażenia.

O 22 na głównej scenie zaczęli grać Queens of the Stone Age. To był prawdziwy, ciężkorockowy koncert, na który każdy powinien się wybrać. Królowe dały czadu i nawet taka osoba jak ja (nie słuchająca rockowych wyjadaczy) została oczarowana mocnym, męskim graniem. To kolejny energetyczny koncert dziś. Na początku usłyszeliśmy “No One Knows“, co było trochę dziwne, bo kto gra swoją najbardziej znaną piosenkę jako jedną z pierwszych (ale to mało istotny szczegół)? Niemal wszyscy śpiewali “Make It Wit Chu“. Ale ileż można skakać i tańczyć? Odpowiedź brzmi: tyle, ile dobrych koncertów jest jednego dnia. To był bardzo dobry występ.

Nieco spóźniona poszłam na Kixnare. Nie spodziewałam się rewelacji po występie polskiego producenta. W końcu takie koncerty nie mają większego sensu (dj i konsoleta). Kixnare pokazał się z bardzo pozytywnej strony. W Alter Space było bardzo dużo ludzi, którzy tańczyli do “Gucci Dough“. Panowała to ciekawa atmosfera, było spokojnie, można było się odprężyć i wejść na chwilę do nieco innego świata. Delikatne kompozycje producenta były dużo bardziej rozbudowane niż te na płycie, jednak niektóre przejścia były dość niezrozumiałe. Na koniec zaprezentowany został przyjemny utwór w stylu jungle. Takie “koncerty” są potrzebne, aby odetchnąć.

W końcu nadeszła chwila występu grupy Disclosure. Już przed 1 w nocy w namiocie panował niesamowity ścisk. Nie sposób było się poruszać, a ludzi ciągle przybywało. Kto by pomyślał, że ten debiutujący duet jest w Polsce AŻ TAK popularny. Przy “When a Fire Starts to Burn” mogłam ruszać jedynie głową. Jednak w miarę zamykania kolejnych utworów, robiło się coraz luźniej, aż w końcu można było swobodnie bawić się do utworów z płyty “Settle”. Niektóre kawałki sprawiały, że ciężko było złapać oddech, a ręce same znajdywały się w górze klaszcząc do rytmu. Od połowy koncertu publiczność bawiła się już wyśmienicie śpiewając teksty piosenek (np. “Confess to Me“). Jedyne czego zabrakło to jakaś namiastka żywych instrumentów (chociaż wydaje mi się, że przy jednej z pierwszych piosenek dostrzegłam gitarę basową). To było dobre zakończenie dla rockowego dnia – elektronika ciągle daje radę.

A więc jak się bawić? Całym sobą, wszędzie i o każdej porze.

Ciąg dalszy nastąpi.

Ewelina Malinowska
zdjęcie: Piotr Tarasewicz

część 1 >>
część 2 >>
część 4 >>




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.