23.11.2012 09:57

Autor: Kuba

Dry the River we wrocławskim Firleju – relacja

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: |


Dry the River we wrocławskim Firleju – relacja
Wrocław/18.11.2012

Całe życie jak na płycie.

Traf chciał, że w niedzielny wieczór zawitałem na kolejny z koncertów z cyklu City Sounds odbywający się we Wrocławiu. Tym razem padło na Dry the River – zespół, który szanuję i na koncert którego czekałem wyjątkowo mocno rok temu podczas poprzedniej edycji katowickiego OFFa. Wtedy jako świeżynki niemające jeszcze nawet wydanego albumu porządnie rozkręcili tłum licznie zebrany pod Sceną Leśną. Lecz od tej chwili minął rok, chłopaki zdążyli wydać płytę, którą doceniono wszem i wobec jako świetny brytyjski debiut, więc trasa koncertowa była tylko kwestią czasu.

Koncert we wrocławskim Firleju zaczął support w postaci Tres.B (tu się zaskoczyłem, bo nie wiedziałem nic o jakimkolwiek innym zespole mającym występować przed Dry the River, viva informacje!), których miło mi było zobaczyć po raz kolejny po świetnym koncercie na wcześniej wspomnianym OFFie. Tym razem jednak zespół postawił na materiał ze swojego ostatniego longplay’a, 40 Winks of Courage”, który jako płyta duszniejsza i mroczniejsza fajnie zgrał się z klimatem Firleja, który wciąż uważam za świetny klub zapraszający bezkompromisową muzykę, o czym chociażby świadczy festiwal Asymmetry. Wracając jednak do naszego słodkiego tria, w ciągu pół godziny pomieścili swoje bardziej singlowe kompozycje, jak “Let It Shine” z Oliverem na wokalu czy hipnotyzujące “Like Is”. Nie zabrakło, rzecz jasna, zabawnych akcentów wynikających z międzynarodowości kapeli. Obcokrajowcy mówiący po polsku zawsze bawią, tego też zabraknąć nie mogło, ale główną rolę odegrała muzyka – świetnie odegrana, z werwą i wielkim profesjonalizmem. Bardzo chętnie zobaczę (i usłyszę!) po raz trzeci!

Dry the River natomiast to inna para kaloszy. Jako główna gwiazda przywitana wielkimi brawami od razu przystąpiła do dzieła rozpoczynając albumowym openerem, “Animal Skins” przechodząc przez wszystkie highlighty z Shallow Bed. Oczywiście nie mogło zabraknąć topowego “No Rest” chóralnie zaśpiewanego wspólnie z publicznością i genialnego zakończenia w postaci “Lion’s Den”. Poza tymi utworami usłyszeliśmy lepsze bądź słabsze z debiutu Brytyjczyków, ale ekstaza publiczności świadczyła o tym, że musiało się podobać. Standardowa taktyka przetykania spokojniejszych fragmentów z bardziej drapieżnymi bardzo dobrze się sprawdziła, bo Shallow Bed nie jest specjalnie genialną płytą, ale przez taką zagrywkę nie można było się wynudzić. Do tego bezpośredniość zespołu, ciepła reakcja na poziomie scena-publika tylko ocieplała przyjazną atmosferę. Za jej apogeum mogę uważać wejście zespołu na bis, gdzie wykonali akustyczną wersję “Shaker Hymns” stojąc wśród widzów. Tani chwyt, ale kupili mnie tym zupełnie. I cieszyłbym się tym w pełni, gdyby nie dziesiątki telefonów wokół mojej głowy nagrywające to, co dzieje się na deskach Firleja. Szkoda, że nie potrafimy się cieszyć tym, co tu i teraz, tylko nabijamy sobie niepotrzebnie karty pamięci zamiast własnych głów. All in all, solidny, przyjemnie zagrany gig, który nie mógł trwać specjalnie długo z racji posiadanego tylko jednego albumu.

Cieszę się, że muzycy z Dry the River zagrali w naszym kraju aż trzy koncerty, bo to świadczy o tym, że poprzednie dwa razy na OFFie i Opener’ze nie poszły na marne. Polacy uwielbiają takie kapele i później maglują je do granic wytrzymałości(vide Archive). Na szczęście Dry the River jeszcze jest stosunkowo młodą grupą, która będzie miała dla nas nieco więcej do zaprezentowania niż tylko kilka hiciorów. Na co bardzo czekam.

Kuba Serafin
fot: Gosia Lewandowska




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.