26.06.2013 08:25

Autor: Michał Stępniak

Disclosure – “Settle”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Disclosure - “Settle”
PMR/2013

Hype raczej usprawiedliwiony.

Podejrzliwość wobec każdego hype’u przylatującego z Wysp Brytyjskich jest strategią całkowicie zrozumiałą. Ileż już mieliśmy dziwnych projektów sztucznie wykreowanych przez np. New Musical Express, o których słuch zaginął w przeciągu kilku miesięcy? Nazw wielu z nich nawet nie było sensu zapamiętywać, a tworzona muzyka raziła wtórnością, amatorszczyzną czy najzwyczajniej znajomość z nią była bezcelowa. Wiele przesłanek wskazywało na to, że z Disclosure będzie podobnie. Z trudem przykładowo przychodziło uwierzenie w to, że bracia Guy i Howard Lawrence, mający na karku odpowiednio 21 i 18 lat są w stanie zaproponować taki materiał, który wprawi w zachwyt słuchaczy i sprawi, że zdania o “zbawicielach brytyjskiej muzyki tanecznej” nie okażą się pustosłowiem. Nadmierne pompowanie balonika mało komu wychodzi na dobre. W tym przypadku wystarczyło w zasadzie jednak nadstawić nieco uszu, by uwierzyć, że rzeczy niezwykłe czasami się zdarzają. Duet powoli podgrzewał bowiem atmosferę wypuszczając raz po raz nowe single i były to single niezwykle udane. Dodatkowo bracia proponowali rozmaite remiksy i w tej estetyce również doskonale się sprawdzali. “Settle” miało być w konsekwencji potwierdzeniem wysokiej jakości, ale istniała także opcja, iż będziemy mieli do czynienia ze zbiorem trzech udanych singli i bezsensownych wypełniaczy. Okazuje się jednak, że pierwszy odcinek historii Disclosure ma dość pozytywne zakończenie, ale hasełko o zbawicielach można od razu sobie darować, pozostawić specom od reklamy lub ewentualnie odłożyć “na później”.

Przyspieszona lekcja muzyki elektronicznej została przez braci odrobiona na piątkę. W wielu miejscach Guy Lawrence podkreślał, że momentem objawienia było usłyszenie Joya Orbisona. Doskonale słychać jednak, że Chemical Brothers czy Basement Jaxx to również projekty nieobce panom z Disclosure. Podziwiać można udane zagrania producenckie i odwoływanie się do takich gatunków jak 2step, future garage, house, hip-hop czy wielu innych sprawdzonych klubowych rozwiązań. Oczywiście, w ten sposób można zarzucać braciom podążanie utartym szlakiem i  powtarzanie znanych powszechnie patentów (zastrzeżenia można mieć również w stosunku do warstwy lirycznej). Tylko to trochę takie szukanie na siłę dziur, bo przecież o dobra zabawę tu od początku chodziło, a nie, jak chciało wielu brytyjskich dziennikarzy, tworzenie rewolucji i wytyczanie nowych torów. “Settle” doskonale sprawdza się więc w czterech ścianach, jak i przede wszystkim na parkietach. Nie jest z pewnością przypadkiem, że płyta ukazała się tuż przed nadejściem lata.

Dość łatwo o wrażenie, że nie udałoby się osiągnąć celu, gdyby nie ukłon w stronę piosenki pop, w czym olbrzymią rolę odgrywają wokale i ich umiejętne połączenie z muzyką. Bracia starannie dobrali gości, którzy w niemal wszystkich przypadkach nie olali sprawy i wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności. Mamy tutaj więc przepiękny wokal Jessie Ware i melancholijny Jamie’go Woona. W zasadzie wszystkim należy się pieg od pana Kleksa, bo nawet brzmiący niemal zawsze tak samo Ed Macfarlane (Friendly Fires) daje radę. W tym aspekcie należy  jednak zauważyć,  że panowie Lawrence to, co mieli najlepszego odkryli przed premierą płyty: “Latch” z Samem Smithem, “White Noise” z AlunaGeorge czy “You & Me” z Elizą Dollitle (końcowy fragment: In your big house on the hills / Where you keep your dollar bills to jak dla mnie najmocniejszy moment płyty) to utwory, od których uwolnić się jest niezwykle trudno.

Po takim debiucie w zasadzie trudno spodziewać się jaki będzie następny krok. Doświadczenia z ostatnich lat każą być ostrożnym z pokładaniem nadziei. Talent zawsze można przecież zmarnować lub rozmienić na drobne. Dziś “Settle” to uczta dla ducha i dla ciała, a hype okazał się w zasadzie jak najbardziej zrozumiały. Disclosure wkraczają do ekstraklasy i od razu pokonują podobne projekty walkowerem, ale do szczytu jeszcze trochę brakuje.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (15 głosów, średnio: 8,40 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.