26.10.2015 08:00

Autor: Ewelina

Disclosure – “Caracal”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Disclosure – “Caracal” Island/PMR/2015

House’owe r’n'b? Bardzo proszę. Bracia Lawrence stwierdzili, że musimy odpocząć.

3 lata temu: wpadasz lekko zawiany do klubu i zaczynasz bawić się przy muzyce, która niesamowicie cię wciąga, chcesz więcej i więcej, zatracasz się, to jest ten fantastyczny undergroundowy house. Upajasz się tym co właśnie odkryłeś, szalejesz, a w drodze powrotnej do domu ciągle masz w głowie melodię z “Latch“.
Obecnie: wpadasz do klubu podchmielony, wypijasz drinka, w tle gra muzyka “klubowa”, rozmawiasz ze znajomymi, czasami się zawiesicie, bo próbujecie rozpoznać kto jest na wokalu, miło spędzacie czas, wracasz do domu ze słuchawkami na uszach.

Trudno jest pisać recenzję płyty nie odwołując się do jej poprzednika. Jak to często bywa z sophomore’ami, po prostu nie ma innego wyjścia, jak porównać ją do “tej pierwszej”, tym bardziej jeśli była ona piękna i jedyna w swoim rodzaju. Czy coś ją przebije? Będziemy musieli do niej wracać, czy jednak zatracimy się w tym, co jest teraz? O tym, że nie będzie to album powalający mogliśmy przekonać się już podczas tegorocznego Open’era.

Tak też się stało, “Caracal” nie powala na kolana, ale jest bardzo dobrym krążkiem. Czasami bywa tak, że po pierwszych przesłuchaniach płyta nie jest do końca taka, jakiej mogliśmy się spodziewać. Ale od czego są kolejne odsłuchy? Nagle niewielkie wady zamieniają się w zalety. Pierwsze, co rzuca się w uszy, to tempo płyty, które jest zauważalnie mniejsze niż to grane na “Settle” (recenzja). Kolejną rzeczą jest znaczne odwołanie się do popu i soulu. Panowie chcieli zapewne dać nam (i sobie) odpocząć od powszechności ich patentów (które i tak zebrały tu największy aplauz). UK garage spowszedniał. Trzeba było zatem coś zmienić. Disclosure postawili na radiowość i wyjście z podziemia. Undergroundowa muzyka stała się mocno komercyjna, ale została także naznaczona nowoczesnym r’n'b, neo-soulem, synth-popem i dubstepem. Oczywiście słychać tu ciągle ten “disklołżerowy” house, ale nie jest już tak klubowo.

Patrząc na trendy w odtwarzaniu tej płyty, ciągle widać żywe zainteresowanie bardziej energetycznymi kawałkami + kompozycje z Lorde i  Samem Smithem. Owszem, na krążku znalazły się kawałki mocno taneczne (“Holding On“, “Hourglass“, “Echoes”) i takie, które naprawdę bujają, mają ten vibe (“Omen“, “Jaded“, “Willing & Able“), ale to tylko pojedyncze numery, a cała płyta jest małym rollercoasterem. Mamy seksowne “Magnets” i tajemnicze “Superego”. Jest też trochę nijakie “Good Intentions” i kompletnie odjechane “Mastepiece”. I właśnie ten kawałek jest być może początkiem czegoś nowego. Disclosure pokazują bowiem obranie ścieżki neo-soulowej. (W wersji deluxe znajdują się dodatkowe 4 kawałki, z czego “Bang That” to fajna techniawka, a reszta to już totalne r’n'b). Duet ponownie zachwycił nas także doborem gości. Mamy tu do czynienia ze świetnymi wokalistami: Lion Babe, Kwabs, Miguel, Nao, Jordan Rakei. I tymi bardziej “na topie”, którzy niejako ciągną popularność tej płyty w górę: Sam Smith, Lorde i The Weeknd.

Mimo tego, że to solidna płyta, nie wróżę jej wysokich miejsc na końcoworocznych listach. Być może przypomnimy sobie o niej jeszcze przy okazji jakiegoś singla lub teledysku, ale chyba na tym jej “kariera” się skończy. W pamięci zostaną może 2 kawałki i to by było na tyle. W 2013 roku tego typu brzmienia były niejako objawieniem, powiewem świeżości mimo tego, że przecież łączyły wszystko to co najlepsze w muzyce tanecznej ostatnich dekad. Obecnie nie jest to już tak ekscytujące. Ale z drugiej strony – czy ktoś w tym roku nagrał lepszą taneczną płytę? “Caracal” jest przyjemnie przezroczyste, upopowione (w dobrym tego słowa znaczeniu), można robić do niej wszystko, naprawdę. Polecam robienie jajecznicy, wychodzi pyszna! Shake it, sha, shake it, skahe it, sha, shake it!

Jeśli porównać oba albumy pod względem BPM (beats per minute/uderzenia na minutę), to na “Settle” było to średnio około 120BPM, natomiast na “Caracal” mamy około 105BPM. Różnica jest spora. I być może te 15 uderzeń przesądziło o tym, że kiedy będę robiła domówkę, wybiorę “Settle” zamiast “Caracal”. A Wy którą płytę puścicie na imprezie?

Ewelina Malinowska


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (7 głosów, średnio: 6,57 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.