03.08.2012 09:14

Autor: Michał Stępniak

DIIV – “Oshin”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


DIIV - “Oshin
Captured Tracks/2012

Czegoś zabrakło.

DIIV to nowy projekt Zachary’ego Cole Smitha z Beach Fossils. Kiedy przesłuchałem “Oshin” i porównałem ten materiał z dokonaniami macierzystej kapeli, to wniosek nasunął się tylko jeden – lepiej dać sobie spokój i radować się z tego, co naprawdę przyspiesza bicie serca. Gdy jednak zapomnimy o lepszej przeszłości, to plusy da się już zaobserwować. Tylko że w zasadzie nic z tego nie wynika, bo ciągle mówimy o zawodzie. Nie mamy przecież tutaj do czynienia z osobami, które stawiają pierwsze kroki na scenie (do zespołu zaproszony został Colby Hewitt, były perkusista Smith Westerns) i w tej sytuacji powinno wymagać się więcej. Podniecenia jednak nie ma, a wszystko staje się niesamowicie przewidywalne. Koniec końców, słowem – kluczem staje się przeciętność. Przeciętność, która sprawia, iż za kilka miesięcy o zespole pamiętać będą tylko nieliczni, a ja na nazwę zareaguje bardzo głośnym ziewnięciem. “Oshin” to dla mnie bowiem kwintesencja terminu “potencjał niewykorzystany”.

Album pozostawia wrażenie zestawu szkiców, a nie piosenek. Tak jakby nie wszystko było tutaj do końca przemyślane, a pomysłów zaczęło brakować w najmniej odpowiednim momencie. Część utworów kończy się w chwili, gdy właściwie prosiło się o mały przejaw geniuszu i ciekawe rozwinięcie (“Human”, “Earthboy”), a z drugiej strony pojawiają się piosenki, które nudzą już po kilku sekundach (“Air Conditioning”, “Wait”). Oczywiście, są osoby, które będą doznawać euforii już na sam dźwięk gitary czy rozmarzą się przy sennym wokalu. Pojawią się też pewnie tacy, którzy przy okazji przywołają kilka wielkich nazw (choćby The Cure czy My Bloody Valentine). Ja do tej grupy się nie zaliczam. Brakuje na albumie nawet jednego utworu, do którego chciałbym wracać. Są tylko momenty (wstęp do “Sometime”, połowa “Doused”), ale nie jestem w stanie zmienić przyzwyczajeń w słuchaniu muzyki. Taka mieszanka dream popu i shoegaze staje się w konsekwencji niestrawna.

Dałem DIIV sporo szans. Przesłuchałem album kilkanaście razy i wszystkie piosenki zlały mi się w jeden niezbyt ciekawy utwór. Nie jest to tragiczna płyta, ale wtórna i nudna. Nie ulega wątpliwości, że życie bez znajomości “Oshin” DIIV nie jest wcale uboższe.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (6 głosów, średnio: 6,67 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.