03.01.2015 09:00

Autor: Jarosław Kowal

Dead Rider – “Chills on Glass”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Dead Rider – “Chills on Glass”
Drag City/2014

Muzyka do wypędzania gości z domu.

Wiele razy słyszałem od znajomych, że Swans, Chet Faker czy Run the Jewels nagrali znakomite płyty, ale to wszystko już było. Mają rację, choć w moim odczuciu nie jest to zarzutem, a siłowe gonienie za oryginalnością najczęściej kończy się klęską. Zdaje się, że stworzenie nowej muzyki wymagałoby stworzenia nowego instrumentarium albo osiągnięcia wyższego stopnia rozwoju ludzkiej motoryki. Istnieje jednak pewna mocno eksperymentalna przestrzeń, gdzie przymiotnik “oryginalny” wciąż nie jest określeniem na wyrost – muzyka abstrakcyjna, połamana, aleatoryczne dziwactwa i zlepki skrawków gatunków wszelkiej maści. W tej kategorii bezkonkurencyjnym projektem w 2014 roku okazało się Dead Rider.

“Chills on Glass” to trzecie wydawnictwo zespołu, którego liderem jest Todd Rittmann – wcześniej muzyk równie nietuzinkowego U.S. Maple. Siłą rzeczy wszystkie dotychczasowe albumy zdominowane były przez gitarę, instrument Rittmanna, ale nowy materiał to zwrot ku zrównoważonemu brzmieniu z większą niż dotychczas przestrzenią dla elektronicznego hałasu. Prawdopodobnie wiele osób obcując z utworami pokroju “Four Cocks” złapie się za głowę i to nie tylko z powodu tytułu. Trochę “przypadkowych” uderzeń w perkusję i trochę buczenia, przy którym Murcof wypada wręcz agresywnie. Czy to jest jeszcze muzyka? Nie wiem, ale jeżeli najważniejszym kryterium jest dla was oryginalność, powinniście być zachwyceni.

Zaszufladkowanie Dead Rider jako jednego z tych zespołów, które oscylują na granicy muzyki i niespójnych dźwięków byłoby jednak zbyt łatwe. W otwierającym krążek “New Eyes” Rittmann śpiewa wręcz przebojowo, mimo że nie bardzo ma do czego. Można odnieść wrażenie, że ktoś popełnił karygodny błąd przy produkcji i podłożył linię wokalną pod niewłaściwą ścieżkę, a jednak efekt końcowy jest rewelacyjny i już kilkukrotnie wymusił na mnie zapętlanie utworu. Tego rodzaje pół-przeboje pół-połamańce pojawiają się jeszcze kilkakrotnie (“Weaves”, “The Unnatural Act”, “Cry Honey”) i za każdym razem wywołują poczucie, że ktoś tu nie powinien dostać wypłaty, bo zmiksował głos jakiegoś pop-rockowego wokalisty z trans-gatunkowym eksperymentem. Przypomina to nieco amalgamat obdartego z ciężkich riffów The Dillinger Escape Plan z podobnym zupełnie do niczego Zu.

Każdy z utworów na “Chills on Glass” kończy się kilkusekundową ciszą. Jakby Dead Rider dawali słuchaczowi czas na otrząśnięcie się i przygotowanie do kolejnej porcji przebojowego absurdu. Dla niektórych będzie to koszmar i tortury nie do przebrnięcia, dla mnie jest to jeden z najlepszych albumów 2014 roku i obok “Punish, Honey” Vessel chyba jedyny rzeczywiście oryginalny.

Jarosław Kowal


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (5 głosów, średnio: 7,80 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.