03.05.2014 21:26

Autor: Michał Stępniak

Damon Albarn – “Everyday Robots”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje, Rozkręcamy

Wykonawcy:


Damon Albarn - “Everyday Robots”
Parlophone/2014

Rozczulający kryzys wieku średniego.

Damon Albarn w zasadzie nie musi już niczego udowadniać. Niemal wszystko co do tej pory wyszło spod jego rąk stanowi dowód wielkiego talentu czy wręcz geniuszu. Już sama dyskografia Blur wystarczała do tego, by jego nazwisko umieścić w gronie tych, którzy zrobili mnóstwo dobrego dla muzyki. Po zawieszeniu działalności zespołu Albarn wydał w rozmaitych konfiguracjach personalnych 12 albumów, w tym osiągnął komercyjny sukces z Gorillaz czy porwał się na projekt, którego rezultatem było czyste piękno, czyli The Good, The Bad & The Queen. Damon ani na chwilę nie był w stanie powiedzieć sobie “stop” i nieustannie wymyślał coś nowego, co wpłynęło na fakt, iż próbował się spełniać jako autor muzyki do filmów czy opery. W pewnym momencie zdecydował się nawet na poszukanie inspiracji i współtworzenie z artystami pochodzącymi z Mali czy Kongo. Sam przyznał: “Jestem podekscytowany perspektywą nauczenia się czegoś nowego. Zawsze. To cały ja”. Wspaniałe szaleństwo i miłość do dźwięków nie znała granic, a miano najciekawszego muzyka na Wyspach Brytyjskich znajdowało rok po roku potwierdzenie. Kiedy wydawało się, że postanowił w końcu się zatrzymać, złapać oddech i uznać, że najlepszym rozwiązaniem będzie teraz powrót do korzeni i kontynuacja misji pod nazwą Blur, to rzeczywistość przyniosła rozwiązanie zupełnie odmienne. Mimo zapowiedzi, nowej płyty zespołu nie otrzymaliśmy, bo oto Albarn coraz częściej zaczął przyznawać w wywiadach, że chciałby teraz spróbować czegoś sam. Jak powiedział, tak zrobił, choć warto zauważyć, iż olbrzymią rolę w tym aspekcie odegrał producent i właściciel XL Recordings, Richard Russell, który namawiał do jak najszybszej realizacji projektu. Solowa płyta miała pokazać Albarna z nowej strony, ale w zasadzie żadnego zaskoczenia nie ma. Takiego albumu właśnie można było się spodziewać. Przepełnionego melancholią, introwertycznością, dopracowanego do ostatniego dźwięku czy wręcz, nie szukając innych słów, genialnego.

Albarn w ostatnich latach starał się jakby uciec przed odbiciem w lustrze. Solowe wydawnictwo jednak zobowiązuje do zupełnie innej strategii. Od początku artysta zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że ta płyta powinna opowiadać przede wszystkim o nim samym. Wcześniej wprawdzie wątki autobiograficzne przejawiały się w twórczości artysty (“13″ Blur), ale nigdy na taką skalę.  Na “Everyday Robots” Albarn wraca więc do czasów dzieciństwa czy dojrzewania. Wspólnie z nim obserwujemy migawki z życia, pocztówki wysyłane na różnych etapach egzystencji. Przyglądamy się błędom młodości i odwiedzamy miejsca, które były i są dla niego ważne. Wszystko jest podane czasami z wyrzutami, ale przede wszystkim nostalgicznie i, mimo wszystko, z dużą dawką uniwersalizmu. Albarn poza sentymentalnymi wycieczkami serwuje nam również obserwacje dotyczące rzeczy, które aktualnie go wkurzają, czyli dotyka np. problemu wpływu technologii na codzienność, czego przykładem tytułowy utwór lub fragment z pięknego, zaśpiewanego wspólnie z Natashą Khan z Bat For Lashes “Selfish Giant”: It’s hard to be a lover when the TV’s on / and there’s nothing in your eyes. Szczególnego wymiaru nabiera utwór “Mr Tembo”, przywodzący na myśl muzykę gospel, będący opowieścią o małym słoniku. Z początku wydaje się, że Albarn na chwilę pragnie puścić do słuchacza oko, ale nie potrzeba dużo czasu, by zrozumieć że piosenka ma głęboki sens.

Muzycznie to rzecz niezwykle minimalistyczna, zwłaszcza, gdy porównamy “Everyday Robots” do dokonań np. Gorillaz. Mamy więc przede wszystkim piękny głos Albarna, gitarę i pianino, a czasem dobiegają do nas dęciaki czy skrzypce. Jeśli dzieje się sporo, to przede wszystkim w tle, gdzie pełno dziwnych, nierzadko elektronicznie przetworzonych, dźwięków. Wyczuwalne są tutaj odwołania do twórczości Briana Eno, który pojawia się nawet dwukrotnie w charakterze gościa. Gdyby natomiast wskazać porównania do dotychczasowych dokonań Albarna, to solowy album lokuje się gdzieś pomiędzy The Good, The Bad & The Queen a ostatnią płytą Blur “Think Tank”. Wielkich momentów jest tutaj sporo i jestem w stanie sobie wyobrazić, że w zależności od odbiorcy, okoliczności, nastroju całkowicie coś odmiennego może bardziej przemawiać: nostalgiczna podróż w czasy uzależnienia narkotykowego w “You & Me”, podlane poczuciem pustki “The Selfish Giant”, poszukiwanie pocieszenia w muzyce w “Lonely Press Play”, utrwalanie chwil w “Hollow Ponds” …

Na “Everyday Robots” brakuje zbędnych fajerwerków czy wycieczek w  rejony muzyczne, których podstawowym celem staje się stworzenie przeboju, bo taki w zasadzie otrzymujemy jeden i to na sam koniec – “Heavy Seas of Love”. Wszystkie inspiracje, bagaż doświadczeń muzycznych oraz życiowych zostały zebrane w jedną spójną całość. Rezultatem jest jedna z tych pięknych płyt, które powinno się słuchać w samotności, a więc: If you’re lonely, press play.

Michał Stępniak

POSŁUCHAJ ONLINE “EVERYDAY ROBOTS” >>


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (21 głosów, średnio: 7,29 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.