07.01.2012 15:52

Autor: Katarzyna Borowiec

Dale Cooper Quartet & The Dictaphones – “Metamanoir”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Dale Cooper Quartet & The Dictaphones – “Metamanoir”
Denovali/2011

Koszmar senny.

Żaden fan “Twin Peaks” nie może przejść obojętnie obok takiej nazwy. Pierwsza płyta ówcześnie tajemniczych Francuzów, “Parole de Navarre”, nie rozczarowywała sympatyków mrocznych klimatów soundtracku Angelo Badalamentiego. Rozmyte, ponure dźwięki wpisywały się idealnie w estetykę serialu, jednocześnie zachowując dystans wystarczający, by nie stanowić kopii ani parodii oryginału. Druga płyta, chociaż wciąż może urzekać specyficznym nastrojem, niestety nie dorównuje poprzedniczce.

Pierwszy album słusznie był klasyfikowany jako dark jazz; podobnie do Kammerflimmer Kollektief czy klasyków gatunku Bohren & the Club of Gore kwartet opierał swoją twórczość na brzmieniach jazzowych wspomaganych elementami elektroniki. “Metamanoir” tych brzmień ma stosunkowo niewiele, zbliżając się raczej do ambientu. Chociaż płyta rozpoczyna się od “Une Petit Cellier”, nie tylko tytułem nawiązującego do “Une Cellier”, między wydawnictwami jest więcej różnic niż podobieństw. Nastrój nowego jest nieco bardziej niepokojący i rozedrgany, “Parole” miało klimat charakterystyczny dla lynchowskiego serialu – niebezpieczeństwo było raczej podskórne, zło czaiło się dyskretnie w mrocznych lasach. Nowa płyta wywołuje lęki w bardziej bezpośredni sposób, dźwiękami przypominającymi stąpanie po schodach (“Le Implacable Gentilhommiere”), hałasami czy piskliwymi odgłosami.

Użycie głosu na debiucie było świetne – niemożliwe do zidentyfikowania słowa misternie wplecione w muzykę, czasami na granicy słyszalności, krzyk kobiety idealnie wpasowany w przyjętą estetykę. Zeszłoroczne kompozycje są rezultatami zupełnie odmiennej strategii. Gościnnie na albumie (goście to dyktafony pomagające kwartetowi) udziela się wokalnie Gaëlle Kerrien, o głosie delikatnym, wysokim. Jej partie nie są już zespolone z częścią instrumentalną, zwłaszcza w “Eux Exquis Acrostole” stanowią wyrazisty element kompozycji. Tekst tego utworu chyba jako jedyny ma nieco uroku – pozostałe zdają się być zbieraniną przypadkowych frazesów bez większego sensu (w monologu na wstępie “Ma Insaisissable Abri” pojawiają się… banany). Głosy są obecne się niemal przez cały czas – czy to w formie śpiewu Kerrien, monologów wygłaszanych przez mężczyznę lub kobietę, po angielsku lub francusku, szeptów, wyć, nuceń. Typowym chwytem obok rozpoczynania kawałka od wypowiedzi tudzież powtarzania partii głosowej przez cały utwór (szczególnie irytujące w utworze wspomnianym dwa zdania temu, który oparty jest na ciekawym pomyśle – w tle cały czas słyszymy opowieść kobiety i odgłosy ulicy) jest umieszczenie na dalszym planie bardziej lub mniej nieśmiało odzywającej się gitary.

Horrorowa mroczność jest klimatem dominującym, ale niekonsekwentnie. Na dobre odpuszcza w eterycznym “Elle Agréable Rendez-Vous De Chasse“, w którym pan i pani mruczą dam dam dam dam nieco za długo – utwór mimo bardzo ładnej przesterowanej gitary w tle jest dosyć jednostajny i nuży, chociaż 5 minut to stosunkowo krótki czas utworu jak na tę płytę. Najlepiej w przeważającą tendencję wpisuje się “Mon Tragique Chartreuse”, fascynujący, ale chyba też nieco zbyt rozciągnięty (prawie 13 minut) utwór z perkusją naśladującą serie z karabinu, eterycznym wyciem, narastającym skrzypieniem i piskiem w tle, zakończony najstraszniejszym dźwiękiem – ciężkim, chrapliwym oddechem. Nie tylko nieodpowiedni czas trwania psuje utwory na “Metamanoir”. “La Terrible Palais” to piękne dźwięki, bardzo adekwatne do tytułu – rzeczywiście jakby rozchodzące się w pustym pałacu. Mglistym, delikatnym brzmieniom towarzyszy jednak mężczyzna na pierwszym planie, mówiący przypadkowe kwestie; jego partie sprawiają wrażenie brutalnie wklejonych w subtelny utwór.

Ta średnio udana płyta kończy się zupełnie konfundująco, utworem a la The Caretaker, w którym słychać ni to deszcz, ni to deptanie śmieci, ze stukotami i śpiewami w tle. Ten materiał czaruje na żywo, ale nagraniu magii brakuje. “Metamanoir” polecam włączać w nocy, albo najlepiej śpiąc, aczkolwiek należy wystrzegać się koszmarów, o które nietrudno, zwłaszcza, jeśli uważnie się wsłuchamy. It wasn’t a damn good coffee.

Katarzyna Borowiec


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (1 głosów, średnio: 7,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.