28.06.2011 19:39

Autor: Michał Wieczorek

Cztery strony świata w Poznaniu

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | |


Cztery strony świata w Poznaniu
17-19.06.2011/Poznań

Na urokliwym brzegu Warty, zaraz przy samym Starym Mieście, można było odbyć muzyczną podróż dookoła świata. W ramach trzeciej edycji festiwalu Ethno Port.

Jako pierwsi wystąpili Fanfarai, arabscy imigranci osiadli we Francji. Zaczęli z przytupem. Grając, przeszli przez całe Stare Miasto na teren festiwalu, gdzie dokończyli koncert. Część uliczna wypadła dużo lepiej, bardziej spontanicznie i właśnie ulicznie. Po wejściu na scenę Fanfarai przeistoczyli się w zwykły zespół afro beatowy. Dopiero pod koniec wszystko zaczęło brzmieć tak, jak powinno, czyli cyganeria mieszała się z Bałkanami i Afryką. Może to wina niemrawej i rozleniwionej słoneczną pogodą publiczności.

Tego problemu nie mieli Yemen Blues, przy ich arabsko-żydowskiej muzyce publiczność falowała i tańczyła, a czasem pogrążała się w skupieniu, podobnie, jak w wypadku koncertu indyjskiego Desert Blues. Yemen Blues odróżniali się od Hindusów międzynarodowym składem i niezwykle charyzmatycznym wokalistą, Ravidem Kahalani.  Po nich wystąpili JuJu, czyli Justin Adams i Juldeh Camara z zespołem. Połączenie bluesa i muzyki z Gambii wydawało się niezwykle interesujące przez pierwsze piętnaście minut. Potem koncert zaczął się nużyć i dłużyć. Przez bluesa. Piątek zakończył żywiołowy, bałkański koncert poznańskiej ekipy Tsigunz Fanfara Avantura. Szkoda, że zagrali w namiocie, bo ludzie zamiast tańczyć w większości siedzieli na ławeczkach.

Sobota zaczęła się dla mnie od koncertu Ukraińców z DakhaBrakha. Bardzo zgrabnie łączyli technikę białego śpiewu, tradycyjne instrumenty z drum and bassową motoryką. Z ich występu zdezerterowałem chwilę przed końcem, by zająć jak najlepsze miejsce w kościele Wszystkich Świętych, bo tam miała wystąpić jedna z największych atrakcji całego festiwalu ? A Filetta. Korsykanie stanęli na wysokości zadania. Ich koncert najlepiej opisać jednym słowem – piękno. Siedmiu mężczyzn, żadnych instrumentów, tylko ich głosy i przepiękna sztuka polifonicznego śpiewu. Czy to najlepszy koncert festiwalu? Prawdopodobnie tak, ale jest jeszcze dwóch poważnych kandydatów na to miejsce.

Nie byli nimi LA-33 z Kolumbii, ale to wina tego, że nie rozumiem fenomenu salsy. Z koncertu zwinąłem się po niecałej godzinie i pobiegłem do namiotu. A tam był ten drugi koncert pretendujący do bycia najlepszym na całym festiwalu. Na korze zagrał Ballake Sissoko, na oud Dris El Maloumi, a na valisze Rajery. Odpowiednio: z Mali, Maroko i Madagaskaru. Każdy z nich jest wirtuozem swojego instrumentu, ale liderem Tria 3 Ma jest Marokańczyk. Ich koncert był przejmującą, a czasem dowcipną i prześmiewczą podróżą po Afryce. Na szczęście odbyło się bez zbędnych popisów, to muzyka była najważniejsza, a nie umiejętności muzyków.

Niedzielę rozpocząłem od koncertu mistrza sufickich Pieśnie, Faiza Ali Faiza z Pakistanu. I muszę przyznać, że poległem. Religijne zawodzenie mnie przerosło. Podobnie stało się z występem Christine Salem, której muzyka oparta wyłącznie na instrumentach perkusyjnych zupełnie do mnie nie trafiła. Te niedogodności wynagrodzili mi z nawiązką Palestyńczycy z Le Trio Joubran. Trzej bracia z Nazaretu, Samir, Adnan i Wissam, dźwiękami oud tworzyli krajobrazy swego rodzinnego kraju. Oczywiście w ich przypadku nie obyło się bez politycznych podtekstów, ale w żadnym wypadku nie przesłoniło to muzyki. Muzyki pięknej i wzruszającej. Tak, to ten trzeci koncert pretendujący do miana tego jedynego, najlepszego.

Trzy dni podróży dookoła świata były bardzo udane. A kto w końcu zagrał najlepszy koncert? Muszę ogłosić remis.

Michał Wieczorek




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.